poniedziałek, 13 czerwca 2011

Podumowanie - cz.3 zmiany, transfery i wróżenie z fusów

Obserwując poczynania Realu Madryt i FC Barcelony w minionym sezonie można dojść do kilku wniosków wskazujących prawdopodobny przebieg wydarzeń w przyszłym sezonie. Wiemy na pewno, że Real pod wodzą Jose Mourinho, rośnie w siłę i w przyszłym sezonie będzie jeszcze groźniejszy. Florentino Perez prezes Realu niedawno zdymisjonował dyrektora technicznego i swojego przyjaciela Jorge Valdano i powierzył decyzje odnośnie transferów Mourinho zwiększając jeszcze bardziej jego władzę w klubie.  

FC Barcelona znajduje się aktualnie na absolutnym topie, a skład wydaje się kompletny, wiec Guardiola musi bardzo rozważnie dobierać sobie kolejnych piłkarzy, aby nie zachwiać tak cennej równowagi. Musi też pamiętać o ograniczonym budżecie na transfery. Klub chce przeznaczyć na ten cel 45mln euro plus to, co zarobi na sprzedaży kliku zawodników. Pierwszej jedenastki nie da się już bardziej wzmocnić bez wydawania ogromnych pieniędzy na gwiazdy. Najbardziej potrzebującą formacją wydaje się obrona, ale tam Guardiola chce wzmocnienia w postaci zaciągu wychowanków z Barcy B, Andreu Fontasa i Marka Bartry. Z zespołem pożegna się natomiast Gabriel Milito. Na środku obrony z powodzeniem mogą grać Mascherano oraz Abidal, ten manewr był stosowany z dobrym skutkiem przez Guardiolę w tym sezonie, wiec prawdopodobnie nie ujrzymy transferu środkowego obrońcy do drużyny, nawet mimo tego że operacji kolana zaraz po finale Ligi Mistrzów poddał się Carles Puyol i nie wiadomo w jakiej będzie dyspozycji po powrocie do gry. Pomoc z kolei wydaje się największą siłą Barcy, ale tu trener oczekuję zasadniczego wzmocnienia w postaci powrotu do klubu Ceska Fabregasa. Guardiola widzi w nim idealnego zmiennika dla Xaviego i Iniesty, dającego mu możliwość rotacji bez utraty jakości w pomocy. Największym problemem, tak jak sezon wcześniej, będzie stanowisko Arsene Wengera. Francuski trener Arsenalu nie zgadza się na transfer i zrobi wszystko by zatrzymać Fabregasa w druzynie. Szykuje się kolejna opera mydlana. Na stałe do pierwszej drużyny ma dołączyć młody Thiago Alcantara, który będzie pełnił podobną rolę, co Cesk, ale który jest jeszcze młody i niedoświadczony w meczach o najwyższą stawkę, podczas gdy Fabregas jest już piłkarzem ukształtowanym i bardzo doswiadczonym.

Kolejne wzmocnienia planowane są w ataku. Nauczony przestojem Pedro i Villi z końca sezonu Guardiola chce wzmocnić tę formację o jednego lub dwóch klasowych zmienników gwarantujących bramki podczas słabszej dyspozycji kogoś z wymienionej dwójki. Oficjalnie mówi się, że Guardiola najchętniej widziałby w swojej drużynie napastnika Villareal Giuseppe Rossiego i napastnika włoskiego Udinese Alexisa Sancheza. Każdy z nich wyceniany jest na ok. 30 milionów euro i przyjcie obu na raz wydaje się mało realne. Nie wiadomo, jaki los czeka Bojana, który w tym sezonie nie zrobił większych postępów i klub rozwarza jego sprzedaż by mieć wiecej funduszy na transfery.

Jak widac wielkich zmian w Barcy nie możemy oczekiwać. Prawdopodobnie skończy się na dwóch transferach mających wzmocnić ławkę rezerwowych i dać więcej możliwości rotowania składem wcelu oszczędzania sił najważniejszych piłkarzy. Przyszły sezon będzie bardzo wyczerpujący i wysokiej klasy zmiennicy na najważniejszych pozycjach będą bardzo potrzebni. Gwarantem trudności przyszłego sezonu będzie Real Madryt. Jose Mourinho przychodząc do Madrytu obiecywał, że w drugim sezonie zobaczymy jego najlepszy Real Madryt i zapewne słowa dotrzyma. Tylko czy to starczy do pokonania Barcelony??

Tak jak i Guardiola tak Mourinho wie, że super mocną 11 zawodników nie wygra się calego sezonu. Dlatego obaj wzmacniają ławke rezerwowych. Real pierwsze ruchy na rynku transferowym ma już za sobą, a do klubu dołączyli Nuri Sahin oraz Hamit Altintop. Młody Nuri Sahin to wschodząca gwiazda niemieckiej piłki nożnej. Były pomocnik Borussi Dortmund, najlepszy piłkarz Bundesligi w sezonie 2010/2011, ma wnieść do drużyny kreatywność i nienaganną technikę, natomiast wszechstronny Altintop, mogący grać zarówno na bokach pomocy jak i na bokach obrony przyniesie do zespołu siłę i doświadczenie. Transfery te nie są spektakularne ale na pewno dadzą trenerowi wiecej wariantów taktycznych. Mourinho wie już jak chce grać z Barceloną i również pod tym względem dobiera nowych zawodników. Żelazna defensywa to sposób Mou, zastosowany podczas wyczerpującego czwórmeczu z Barcą i tą właśnie droga najprawdopodobniej podąży Mourinho w przyszłym sezonie. Lewą obronę, za około 30mln euro ma wzmocnić rodak Mourinho, obrońca Benfiki Lisbona Fábio Coentrão. Oprócz niego Mourinho chce wzmocnić siłę ataku. Półroczne wypożyczenie Adebayora z Manchesteru City dobiegło końca i Real nie zamierza wykupywać piłkarza. Priorytetem dla klubu jest sprowadzenie z Athletico Madryt Argentyńczyka Sergio Aguero. Na transfer nie chce się zgodzić prezes Athletico, który stwierdził, że Kun może odejść wszędzie tylko nie do królewskich. Nie zraża to jednak Florentino Pereza, który gotów jest wpłacić kwotę odstępnego za Aguero wynoszącą 45mln. Pod uwagę brana jest również opcja kupienia z Santosu młodej gwiazdy brazylijskiej piłki Neymara. Z Madrytem pożegna się Lassana Diarra, któremu nie odpowiada rola zmiennika, Mówi się również o sprzedaży Kaki, ale za niego musiała by wpłynąć kwota ok. 50 mln by do transferu doszło. Na wylocie są tez Fernando Gago oraz Sergio Canales, który prawdopodobnie uda się na wypożyczenie do innego klubu.

Już w 14 sierpnia odbędzie się pierwszy mecz o Superpuchar Hiszpanii pomiędzy Realem i Barcą. Real na pewno wyjdzie na boisko superzmotywowany, chcąc pokazać, że to nie Barca, lecz oni powinni być uznawani za najlepszych na świecie. Będzie to świetny sposób na rozpoczęcie sezonu, który zanosi się na jeden z najciekawszych, jeśli chodzi o wojnę miedzy Realem i Barcą. Te dwie drużyny w przyszłym sezonie na pewno podziela miedzy sobą Ligę Hiszpańską i będą faworytami do wygrania Ligi Mistrzów. Myśle, że w obu klubach wszyscy bardziej skupiają się na Lidze Mistrzów, które przynosi wiecej pieniędzy i prestiżu niż nudnawa ostatnio La Liga. Przepaść między Realem i Barcą, a pozostałymi klubami La Liga wydaje się coraz bardziej pogłębiać. Na arenie międzynarodowej dwaj giganci z Hiszpanii nie będą już mieli tak łatwego zadania. Manchester United chce wydać na wzmocnienia 100 milionów euro, podobne jak nie większe pieniądze pójdą na przebudowę Chelsea. Wzmacnia się Bayern, a kolejne spektakularne wzmocnienia planuje debiutujący w Lidze Mistrzów Manchester City. To wszystko pokazuje, że obrona tytułu w przypadku Barcy, czy tez odzyskanie go po latach w przypadku Realu nie będzie łatwe. Nie zmienia to jednak faktu, że to Real i Barca bedą  przyciągać uwagę największej ilości kibiców piłkarskich na świecie. Sezon zapowiada sie naprawde ciekawie, a pojedynek miedzy Realem i Barcą zdaje się wchodzić na kolejny poziom. 

piątek, 10 czerwca 2011

Podsumowanie sezonu - cz.2 czyli bohaterowie sezonu

Dziś czas na drugą część podsumowania. Miniony sezon miał kilku bohaterów zarówno po stronie Realu jak i Barcy, bez których sezon ten nie był by tym samym. Zaczniemy od przedstawicieli FC Barcelony, którzy w największym stopniu przyczynili się do sukcesów tej drużyny w sezonie 2010/2011, a następnie przyjrzymy się postaciom, które przywróciły utracony blask Realowi Madryt.

Patrząc na przebieg sezonu trudno wśród jego bohaterów nie umieścić obrońcy FC Barcelony Erica Abidala. Francuz na początku marca po rutynowych badaniach dowiedział się, że zamiast walczyć na boisku o najwyższe laury będzie musiał stoczyć walkę o życie na stole operacyjnym ze względu na wykryty u niego nowotwór wątroby. Było to w czasie, gdy Eric był jednym z najważniejszych piłkarzy w drużynie Guardioli, z powodzeniem łatającym dziurę w środku obrony powstałą w wyniku kontuzji Carlesa Puyola. Informacja o chorobie Abidala mocno wstrząsnęła drużyną jak i fanami na całym świecie, na szczęście operacja w pełni się udała i szybko okazało się, że Eric już niedługo znów założy bordowo granatowy trykot. Powrót do zdrowia okazał się szybszy niż ktokolwiek przypuszczał i Eric już na początku maja rozpoczął treningi z drużyną z myślą by wrócić do pełnej dyspozycji na najważniejszy mecz sezonu, czyli finał Ligi Mistrzów. 28 maja wybiegł na boisko w podstawowym składzie, rozegrał świetny mecz, a drużyna na czele z kapitanem Carlesem  Puyolem oraz trenerem Josepem Guardiolą postanowiła, że w uznaniu zasług Erica, w roli kapitana drużyny jako pierwszy wzniesie w górę Puchar Mistrzów.

Drugim, stricte boiskowym bohaterem sezonu był nikt inny tylko Leo Messi. Najlepszy piłkarz globu rozegrał 55 spotkań, w których strzelił 53 bramki. Jak by tego było mało Leo zaliczył również 26 asyst, a 12 ze swych bramek strzelił w Lidze Mistrzów, czym wyrównał rekord Ruuda Van Nisterlooya. Strzelał bramki wszystkim najtrudniejszym przeciwnikom Barcy w tym sezonie i zachwycał świat swoja niesamowitą grą przez cały sezon nieraz ciągnąc grę drużyny do przodu gdy ta nie miała najlepszego dnia. Jego wspaniała gra nie była by jednak możliwa gdyby nie wsparcie ze strony dwojki pomocników, Xaviego i Iniesty. Xavi i Iniesta to idealni partnerzy dla atomowej pchły z Argentyny. Swoja wizją gry, umiejętnością kontrolowania tempa spotkania, oraz nienaganną techniką pozwalającą utrzymywać się przy piłce doprowadzają do gorączki każdą defensywę i pomoc na świecie. W uznaniu zasług cała trójka znalazła się na szczycie listy najlepszych piłkarzy na świecie wg FIFA w 2011 roku i będą oni również głównymi kandydatami do zdobycia Złotej Piłki w przyszłym roku.

Kolejnym bohaterem, tym razem już nie tak głośnym, był rodak Messiego, Javier Mascherano. Przed sezonem wielu zastanawiało się, po co ściągać do drużyny drogiego Mascherano (25 milionów euro) skoro i tak nie wygryzie ze składu Sergio Busquetsa, a na pozycji defensywnego pomocnika Sergio może zastępować Seidu Keita. W czasie sezonu Javier bardzo ciężko pracował, ucząc się filozofii gry Barcy, obserwując z ławki rezerwowych swoich kolegów na boisku czekał na swoją szansę. Jego ciepliwość została nagrodzona, jednak to nie kontuzja Busquetsa, lecz kłopoty w obronie okazały się szansą dla Mascherano. W styczniu kontuzje odniósł Carles Puyol i na środku obrony musiał grać Eric Abidal. Gdy w marcu okazało się, że w najważniejszych meczach sezonu FC Barcelona będzie musiała radzić sobie również bez Erica Abidala z przymusu na obronę cofnięty został Sergio Busquets, a jego miejsce na pozycji defensywnego pomocnika zajął Javier. Takie zestawienie obrony nie sprawdzało się głownie ze względu na słaba grę Sergio na środku obrony. W najważniejszych meczach sezonu (z Realem i Man U) na pozycji środkowego pomocy zagrał właśnie Javier i nie licząc kilku małych błędów spisał się doskonale udowadniając swą uniwersalność i przydatność drużynie. Należy wymienić tez jego interwencję z końcówki meczu z Arsenalem na Camp Nou, gdy wślizgiem powstrzymał Bendtnera wychodzącego sam na sam z Valdesem, czym uchronił swoja drużynę przed odpadnięciem z Ligi Mistrzów już w 1/8 finału.

Ostatnim, ale jakże ważnym bohaterem Barcy jest Pep Guardiola, który od 3 sezonow prowadzi najlepszą drużynę na świecie. Pep perfekcyjnie przygotował drużynę do finału Ligi Mistrzów, znalazł tez sposób na odparcie ofensywy Realu wzmocnionego przez Jose Mourinho, przez cały sezon utrzymując swoich piłkarzy w wysokiej formie i nie pozwalając im się rozkojarzyć. Doskonale zarządzał siłami zespołu, tak by drużyna zawsze była gotowa na nadchodzące wyzwania. Mimo wąskiej kadry i kontuzji kliku kluczowych zawodników obrony (Puyol, Abidal) potrafił skutecznie zreorganizować ustawienie, kiedy sytuacja tego wymagała. Jego niesamowite zrozumienie filozofii gry Barcelony, chęć ciągłego ulepszania taktyki oraz doskonałe zrozumienie z piłkarzami sprawiają, że jest on gwarantem sukcesów drużyny. Od kiedy został trenerem pierwszej drużyny zdobył 10 tytułów w ciągu 3 lat w tym 2 razy Ligę Mistrzów i 3 razy Mistrzostwo Hiszpanii. Należy dodać, że sierpniu Barca zmierzy się ponownie z Realem w Superpucharze Hiszpanii, oraz w Superpucharze Europy z tryumfatorem Ligi Europejskiej FC Porto, więc już niedługo będzie szansa na powiększenie listy trofeów. Przed finałem Ligi Mistrzów dało się zasłyszeć pogłoski o tym, że Pep jest zmęczony pracą  w Barcy i prawdopodobnie odejdzie. Na szczęście zaraz po zwycięskim finale ogłosił, że zostaje na kolejny sezon, myślę, że tym razem jego głównym celem będzię kolejne zwycięstwo w Lidze Mistrzów, a przypomnijmy, że jeszcze nikomu nie udało się obronić tego trofeum.

Po stronie Realu najjaśniej świeciła gwiazda Jose Mourinho. Uznawany za jednego z najlepszych trenerów w historii, zdobywca potrójnej korony z Interem Mediolan w sezonie 2009/2010 w ciągu zaledwie jednego sezonu zmienił Real Madryt nie do poznania. Jeszcze niedawno chłopcy do bicia dla FC Barcelony i pośmiewisko dla największych klubów w Europie, dziś drużyna, która zna swoja wartości i potrafi zagrać jak równy z równym z każdym, nawet Barcą. Jose ma niesamowitą umiejętność przekonywania do siebie swoich piłkarzy oraz kibiców. Wierzą oni każdym słowom swojego trenera niezależnie od tego czy te słowa mają sens czy nie, i są gotowi pójść za nim nawet w ogień. Dzięki niemu Real zdobył pierwsze od 3 sezonów trofeum, pokonując w finale Copa del Rey FC Barcelonę po dogrywce 1:0.  Styl, jaki narzuca podopiecznym Mourinho w meczach z Barcą jest wyjątkowo defensywny i siłowy żeby nie rzec agresywny, a kontrowersje jakie wywołuje po meczach nierzadko wręcz godne pożałowania, ale wcale nie zmienia to faktu, żę to własnie jego Real Madryt był najtrudniejszym przeciwnikiem Barcy w tym sezonie i możemy być pewni, że w przyszłym sezonie będzie jeszcze trudniejszym.

Mourinho przyszedł do zespołu i ściągnął ze soba dwóch kolejnych bohaterów sezonu w Realu. Mowa o młodym Mesucie Oezilu i weteranie Ricardo Carvalho. 33 letni Carvalho, który grał już w zespołach Mourihno za czasów FC Porto i Chelsea, i który w tym sezonie został ściągnięty z Chelsea za 8 milionów euro na wyraźne życzenie Mou, wprowadził do defensywy spokój i doświadczenie. Nie do przecenienia jest również jego rola w wyjaśnianiu młodszym kolegom zawiłości taktycznych trenera, z którym świetnie się rozumie. Kto wie jaki był by wynik dwumeczu w półfinale Ligi Mistrzów z Barcą gdyby w pierwszym meczu mógł zagrać zawieszony za kartki Carvalho?? 

Mesut Oezil to kolejny bohater sezonu. Młody Niemiec, nazywany nowym Zidanem Realu, rozegrał świetny turniej na Mistrzostwach Świata w RPA i po zakończeniu turnieju zaczęły się o niego bić największe kluby w Europie w tym między innymi Barca i Real. Zwyciężył ten drugi głównie dla tego, że w Barcy musiał by się pogodzić z rolą zmiennika dla Xaviego i Iniesty. W Realu miał praktycznie zagwarantowane miejsce z pierwszej jedenastce co skrzętnie wykorzystał. Był jednym z najlepszych piłkarzy Realu w przeciągu całego sezonu, zaliczając aż 26 asyst i strzelając wiele ważnych bramek. Swoja świetna postawą sprawił, że kupiony dwa sezony temu za ponad 60 milionów euro Ricardo Kaka stał się niepotrzebny w zespole i jest jednym z głównych kandydatów do odejścia w zbliżającym się okienku transferowym.

Ostatnim bohaterem sezonu jest, usilnie walczący o wyjście z cienia Leo Messiego, Cristiano Ronaldo. Jego pojawienie się wśród wymienionych jest bardziej wynikiem jego niesamowitych statystyk niż wyjątkowych zasług dla drużyny. Mimo dużej ilości bramek strzelonych przez Ronaldo w tym sezonie ciężko było się oprzeć wrażeniu, że drużyna poradziłaby sobie bez niego na boisku. Nie licząc bramki strzelonej FC Barcelonie w finale Copa del Rey, większość jego bramek padała w meczach o niewielkiej stawce. Na niekorzyść jego drużyny działa również niska skuteczność strzałów Ronaldo. Nie raz zdarzało się, że mimo lepiej ustawionego partnera z drużyny, decydował się na strzał z trudnej pozycji, prawdopodobnie w celu „nabicia” statystyk. Tak czy inaczej 53 bramki zdobyte we wszystkich rozgrywkach, w tym rekordowe 41 bramek zdobyte w 33 meczach La Liga sprawiają, że nieumieszczenie Crisa w tym podsumowaniu było by niedopatrzeniem.

Już za dwa dni sprawdzimy, jakie niespodzianki na przyszły sezon szykują obie drużyny!!

środa, 8 czerwca 2011

Podsumowanie sezonu - część I

Wielkim sukcesem na Wembley FC Barcelona zakończyła sezon 2010/2011, sezon ze wszech miar udany. Trzecie kolejne Mistrzostwo Hiszpanii na trzy kolejki przed końcem sezonu, wygrana z Manchesterem United w finale Ligi Mistrzów, oraz finał Copa Del Rey, niestety przegrany, to dorobek drużyny prowadzonej przez Josepa Guardiolę w zakończonym sezonie. Wcześniej wspomniany puchar Copa Del Rey padł łupem  Realu Madryt, podnoszącego się z kolan po latach niepowodzeń dzięki Jose Mourinho oraz setkom milionów zainwestowanym wydanym na wzmocnienie składu. Podsumowanie sezonu podzielę na trzy części. W pierwszej zajmiemy się opisaniem najważniejszych wydarzeń sezonu. W części drugiej przyjrzymy się bliżej bohaterom sezonu, natomiast w trzeciej przyjrzymy się przygotowaniom Barcy i Realu do kolejnego sezonu. Czas na część pierwszą.

Droga do sukcesu FC Barcelony zaczęła się jeszcze w poprzednim sezonie, kiedy to Zlatan Ibrahimowic został wypchnięty przez Guardiolę z drużyny i oddany w wypożyczenie do Milanu. Taki manewr kosztował klub mnóstwo pieniędzy. Zlatan biorąc pod uwagę cene oddanego w zamian Samuela Eto’o kosztował klub ok. 70 milionów euro, a do Milanu poszedł za zaledwie 24 miliony. Miejsce rosłego Szweda zajął filigranowy David Villa, który w przeciągu całego sezonu udowodnił, że Guardiola z pomocą poprzedniego prezesa klubu Johana Laporty podjął dobrą decyzję wydając na ten transfer kolejne 40 milionów. 29 letni Hiszpan jest całkowitym przeciwieństwem Zlatana na boisku jak i poza nim. Pokora i skromność na codzień, zamiłowanie do gry kombinacyjnej, doskonałe zrozumienie z pozostałymi piłkarzami na boisku oraz pracowitość i poświęcenie jakie prezentuje w każdym meczu to cechy, których szukał i które odnalazł w nim trener. Obok Davida Villi do zespołu dołączył również Javier Mascherano, ściągnięty z Liverpoolu. Obóz Realu również sięgnął po wzmocnienia i to niemałe. Na stanowisku trenera rozsiadł się wygodnie Jose Mourinho, człowiek, który w poprzednim sezonie prowadząc Inter pokonał Barcę w półfinale Ligi Mistrzów., a następnie w finale nie dał szans Bayernowi. Jego drużyna w poprzednim sezonie zdobyła wszystkie możliwe tytuły (Mistrzostwo Włoch, Puchar Włoch oraz Puchar Mistrzów) wiec wydawał się on idealnym kandydatem do prowadzenia klubu, który miał zdetronizować FC Barcelonę. Do klubu decyzją Mou przybyli Angel Di Maria, Mesut Oezil, Sami Khedira i Ricardo Carvalho od razu wskakując do pierwszej jedenastki Realu.

Sezon zaczął się w iscie Hitchcokowskim stylu, czyli od sensacyjnej porażki Barcelony na własnym boisku z Herculesem Alicante 0:2 już w drugiej kolejce. Dzięki tej porażce oraz nadspodziewanie dobrej grze podopiecznych Mourinho Real obiął prowadzenie w lidze na całe trzy miesiące. Sielanka Realu skończyła się wraz z pierwszym Gran Derby rozegranym w listopadzie na boisku Barcy. Po niesamowitym pokazie siły FC Barcelona pokonała grający bez wiary i pomysłu Real Madryt 5:0, dzięki czemu odebrała największemu rywalowi pozycję lidera oraz ochotę do gry na kilka tygodni. Prowadzenia w lidze nie oddała już do samego końca po kolei punktując kolejnych rywali w lidze. W międzyczasie obie drużyny awansowały ze swoich grup do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, gdzie Realowi pod wodzą nowego trenera udało się pokonać własną, trwającą 6 lat, niemoc. Aby awansować do półfinału Barca musiała pokonać Arsenal Londyn, co okazało się trudniejsze niż sezon wczesniej. Pierwszy mecz w Londynie zakończył się sensacyjnym zwycięstwem Arsenalu 2:1, ale w rewanżu na Camp Nou Barca nie dała szans Arsenalowi wygrywając 3:1. Real bez większych problemów uporał się z Lyonem i obie drużyny awansowały do ćwierćfinałow. Tam Barca łatwo uporała się z Shachtarem, a Real równie łatwo ograł Tottenham i półfinałowe Gran Derby stało się faktem. Dwumecz w półfinale Ligi Mistrzów był zwieńczeniem 18 dniowej wojny domowe,j jaka rozpętała się między Madrytem a Barceloną, rozegranej czterech aktach. Real przystępował do tych pojedynków z chęcią rewanżu na podopiecznych Guardioli, i zamierzali w tym celu użyć wszelkich środków także tych pozasportowych. Brudne zagrywki ze strony graczy i trenera Realu, sporo, słabej jakości, gry aktorskiej w wykonaniu piłkarzy obu drużyn oraz słaby poziom sędziowania sprawił, że świetnie zapowiadający się smakołyk piłkarski okazał się niestrawnym bublem. W pierwszym z czterech meczy padł remis 1:1 dzięki czemu FC Barcelona praktycznie zapewniła sobie Mistrzostwo Hiszpanii. Mecz przebiegał pod dyktando Barcy, ale tym razem defensywnie ustawiony Real nie pozwalał Barcy rozwinąć skrzydeł. Drugi mecz przyniósł pierwszy od kilku lat tryumf Realu nad Barcą, a decydujący o zwycięstwie 1:0 cios zadał Cristiano Ronaldo. Zwycięstwo w pucharze króla rozpaliło nadzieje fanów Realu na awans kosztem Barcy do finału Ligi Mistrzów, lecz szybko ugasił je Leo Messi swoimi dwoma bramkami strzelonymi w pierwszym półfinałowym meczu. Wynik ten sprawił, iż drugi półfinałowy mecz nie był już tak istotny, a remis 1:1 w zupełności zadowalał podopiecznych Guardioli. Mając zapewniony tytuł Mistrza Hiszpanii, FC Barcelona rozpoczęła przygotowania do ostatniego i najważniejszego meczu sezonu z Manchesterem w finale Ligi Mistrzów. Trener postanowił oszczędzać siły zmęczonych sezonem piłkarzy i na ostatnie mecze w La Liga wystawiał mocno rezerwowy skład. Wykorzystał to Cristiano Ronaldo strzelając w ostatnich meczach sezonu 9 bramek, czym wyprzedził Leo Messiego w wyścigu o tytul najbardziej bramkostrzelnego piłkarza ligi, strzelając wsumie 41 bramek. Oszczędzanie sił piłkarzy przyniosło jednak oczekiwany efekt i najważniejsi piłkarze drużyny w czasie finałowego spotkania imponowali świeżością i energią. Cała drużyna zaprezentowała się znakomicie, rozbiła podopiecznych Sir Alexa Fegrusona 3:1 i w ten sposób zakończyła ten niesamowity sezon.

Sezon dla obu klubów był bardzo udany. FC Barcelona zdobyła dwa najważniejsze trofea piłkarskiego świata pokazując niesamowitą siłę, determinację, konsekwencję i piękno gry. Sposób gry Barcy, dzięki korektom taktyki wprowadzanym przez trenera, wydaje się coraz dojrzalszy i skuteczniejszy. Również Real może cieszyć się z wyników osiągniętych w tym sezonie, oraz z ogromnego postępu, jaki dokonał się w zespole, dzięki obecności na ławce trenerskiej Jose Mourinho. Pomimo kontrowersji, jakie wywołuje Jose i sposobu gry, jaki prezentował w pojedynkach z Barcą Real, należy pogratulować Realowi mijającego sezonu. Gdyby nie FC Barcelona to właśnie Real Madryt był by w tym roku na szczycie piłkarskiego Olimpu. Na razie jednak musi zadowolić się drugim miejscem.

Na część drugą zapraszam w piątek! 

niedziela, 29 maja 2011

Niesamowita Barca zamyka usta ostatnim niedowiarkom

Ciężko słowami opisać wrażenia, jakich dostarczył wczorajszy finał Ligi Mistrzów, ale spróbujmy;) Dla mnie jako fana FC Barcelony był to jeden z piękniejszych meczy jakie widziałem, bardzo przypominający listopadowe Gran Derby na Camp Nou i słynną manite (5:0 z Realem). Drużyna zagrała jak monolit, wszystko było podporządkowane wspólnemu celowi, każde zagranie przemyślane i wykonane perfekcyjnie. Łatwość, z jaką piłkarze Blaugrany dochodzili do sytuacji bramkowych była nieprawdopodobna biorąc pod uwagę klasę obrońców, którzy stali naprzeciwko oraz rangę spotkania. Widać było pełne zaufanie do własnych umiejętności i do patnerów z drużyny oraz niezłomną wiarę w końcowy sukces. Trzy tygodnie odpoczynku od gry na najwyższych obrotach bardzo ożywiło szczególnie zawodników ataku. Pedro, Messi i Villa, czyli słynne MVP, które ostatnie trzy miesiące spało (nie licząc Messiego) przebudziło się wczoraj i zrobiło z obrony Manchesteru wiatrak. Niewiarygodny Leo Messi poruszając się między atakiem i pomocą, co chwila pokazywał, że Cristiano Ronaldo może zdobyć nawet 80 bramek dla Realu, a i tak nie będzie wstanie przebić wkładu Leo w sukces swojej drużyny. Zdecydowanie najlepszy zawodnik wczorajszego finału i pewny kandydat do trzeciej z rzędu złotej piłki. W pomocy rządzili i dzielili Iniesta z Xavim zabezpieczani przez Busiego, co chwila zdobywając wolna przestrzeń i posyłając niesamowite piłki do napastników. Obrona, mimo, że musiała radzić sobie bez Puyola zagrała praktycznie bezbłędnie nie licząc bramki Ronneya, przy której można było dopatrzyć się spalonego przy podaniu Rooneya do Chicharito. Poraz kolejny niesamowite spotkanie w obronie zaliczył Pique, wybijając niezliczoną liczbę piłek wrzucanych za plecy obrony. Doskonale uzupełniał go Mascherano, pokazując swą uniwersalność i przydatność drużynie, udowodnił, że był warty każdego euro, jakie klub na niego przeznaczył. Na szczególne brawa zasłużył Eric Abidal i jego droga z piekła do nieba. Jeszcze dwa miesiące temu walczył o swoje życie po tym jak zdiagnozowano u niego raka wątroby, 17 marca został zoperowany i nie wiadomo było jak dalej potoczy się jego kariera. Wczoraj zagrał od początku, czym pokazał niesamowity charakter i wole walki, czym zasłużył na to by być pierwszym, który wzniesie w górę Puchar Ligi Mistrzów. W bramce Victor Valdes swoimi efektownymi i co najważniejsze efektywnymi interwencjami wprowadzał dodatkowy spokój w obronie, będąc zawsze do dyspozycji, gdy trzeba było zagrać piłkę do tyłu. Cały zespół dał wczoraj popis umiejętności na poziomie niedostępnym dla przeciwników i przeszedł dzięki temu meczowi do historii.

Manchester, nie licząc kilu minut huraganowych ataków z początku spotkania, został poprostu zmieciony z powierzchni ziemi. Nie byli wstanie podopieczni Fergusona nawiązać walki z podopiecznymi Guardioli. Chęci były, ale zabrakło umiejętności. Najlepiej obraz meczu oddaje komentarz pomeczowy sir Alexa, który stwierdził, że jeszcze nigdy jego drużyna nie została tak bardzo zdominowana, a zespół FC Barcelony zagrał najlepszy mecz, jaki miał przyjemność oglądać w swojej karierze. Należy podziękować trenerowi jak i piłkarzom Manchesteru za wolę walki oraz szacunek dla przeciwnika. Pomimo tego, że byli po prostu słabsi tego dnia od piłkarzy Barcelony, to nie uciekali się do brudnych zagrywek, fauli i symulacji. Również w komentarzach pomeczowych potrafili pogratulować przeciwnikowi zamiast doszukiwać się przyczyn porażki w spisku. Jose Mourinho i jego podopieczni mogą się tylko uczyć.

Pep Guardiola w swoim trzecim sezonie, jako trener Barcy zdobył swój 10 puchar. 3 z nich to mistrzostwa Hiszpanii, a dwa to Puchary Ligi Mistrzów i to chyba powinno wystarczyć za komentarz jego pracy. Mniej przychylni mu kibice oczywiście wspomną, że ma w zespole piłkarzy kompletnych, ale faktem jest, że to On tworzy z nich zespół kompletny, monolit, który miażdży każdą napotkaną na swojej drodze przeszkodę. Ci zawodnicy z tym trenerem to czysta symbioza, a owocem tej symbiozy jest najlepsza drużyna w historii, za co dla piłkarzy i trenera wielkie DZIĘKI!!!  VISCA EL BARCA!!!

piątek, 27 maja 2011

Finał marzeń już jutro!!

Finał Marzeń – tak w 2009 roku wszyscy nazywali pojedynek finałowy Ligi Mistrzów. Na Paryskim boisku spotkały się dwie wtedy najlepsze drużyny  w europie, czyli Manchester United starego wygi sir Alexa Fergusona z Cristiano Ronaldo, Rooneyem i Tevezem w składzie oraz FC Barcelona „młokosa” Pepa Guardioli, dla którego był to pierwszy sezon za sterami wielkiego klubu piłkarskiego (wczesniej przez dwa lata prowadził drugą drużynę Barcy).



Pomimo niesamowitych osiągnięć Barcy w tamtym sezonie (m.in. 2:6 z Realem w Gran Derby) to drużyna sir Alexa była stawiana w roli faworyta tego spotkania. Wynikało to w głównej mierze z historii kilku ostatnich pojedynków obu drużyn, w których Manchester potrafił znaleźć skuteczny sposób na Barcę. Było to jednak jeszcze za kadencji Franka Rijkarda i jak się później okazało obecność Pepa Guardioli na ławce trenerskiej okazała się decydująca. Pep ustawił drużynę inaczej niż się wszyscy tego spodziewali, przesunął Messiego z prawej strony do środka ataku, a w miejsce Messiego ustawił Eto’o. Mimo braków w defensywie (Alves pauzował za kartki, a Abidal był kontuzjowany) cała drużyna zagrała bardziej cofnieta w porównaniu do poprzednich spotkań dając w pierwszych minutach spotkania wyszumieć się Cristiano i jego partnerom. Po kilku minutach frontalnych ataków Manchesteru, Barca wykorzystała chwilę nieuwagi przeciwników i wyprowadziła kontratak zakończony golem Eto’o. Gol ten całkowicie odmienił losy spotkania. Atakujący do tej pory Manchester stracił werwę, a Barca przejęła posiadanie piłki nie dając szans Manchesterowi na zmianę wyniku spotkania. W drugiej połowie wynik meczu pięknym strzałem głową po podaniu Xaviego ustalił Leo Messi i FC Barcelona mogła świętować. Był to trzeci Pucha Europy dla FC Barcelony w historii i trzeci po Mistrzostwie Hiszpanii oraz Pucharze Króla tytuł zdobyty w sezonie 2008/2009.

Tak mniej więcej wyglądało to dwa lata temu. Jutrzejszy mecz na Wembley również okreslany jest mianem Finału Marzeń i ponownie spotkają się w nim dwie najlepsze drużyny mijającego sezonu kierowane przez tych samych trenerów. Obie drużyny zdobyły już tytuł Mistrza w swoich ligach, i ewentualne zwycięstwo w finale Ligi Mistrzów będzie ukoronowaniem wspaniałego sezonu. Już jutro przekonamy się, która z drużyn wykorzystała ostatnie dwa lata lepiej. Tym razem jednak to FC Barcelona jest stawiana przez wiekszość kibiców w roli faworyta spotkania. Pep Guardiola od momentu rozpoczęcia kariery trenerskiej pierwszej drużyny FC Barcelony zdobył z nią 9 pucharów i nikt już nie wątpi w to, że ten gość wie co robi. Składy obu drużyn w głównej mierze się nie zmieniły. W Manchesterze zabraknie Cristiano Ronaldo, co przez wielu specjalistów jak i piłkarzy obu drużyn uważane jest bardziej za wzmocnienie niż osłabienie siły druzyny, oraz Carlosa Teveza, który odszedł do Manchesteru City. W ich miejsce sir Alex sprowadził do drużyny dwóch młodych piłkarzy Antonio Valencię oraz Javiera Hernandeza zwanego również Chicharito. Obaj zawodnicy świetnie wkomponowali się w drużynę i spisują się nie gorzej niż ich wielcy poprzednicy, a dzięki większemu oddaniu drużynie oraz brakowi statusu mega gwiazd sprawiają, że druzyna stała się zdecydowanie bardziej zjednoczona wokół wspólnego celu i zbalansowana. W drużynie Pepa Guardioli nie zobaczymy bohatera finału sprzed dwóch lat Samuela Eto’o, którego będzie próbował zastąpić David Villa. Do gry na pewno zdolni będą podstawowi zawodnicy obrony, czyli Alves, Pique, Puyol oraz Abidal, ale to, w jakim zestawieniu defensywnym wybiegnie drużyna Barcy jest zagadką. Abidal niecały miesiąc temu powrócił do treningów po przebytej operacji raka wątroby i jego forma jest dużą niewiadomą. Możliwy jest wariant sprawdzony przez Guardiole w pojedynkach z Realem w półfinale Ligi Mistrzów gdzie miejsce Abidala na lewej obronie zajął Puyol, a parę środkowych obrońców tworzyli Pique i Mascherano. Pozostałe pozycje na boisku nie wymagają większego komentarza. W pomocy Busquets, Xavi i Iniesta, a w ataku MVP, czyli trio Messi, Villa, Pedro.

Forma strzelecka ataku Barcelony jest największym powodem do zmartwień Guardioli przed meczem. Ostatnio tylko Messi znajdował drogę do siatki przeciwników, natomiast Villa i Pedro razili nieskutecznością. Ogólnie forma zespołu FC Barcelony wydawała się zniżkować w ostatnim czasie, ale należy pamiętać, ze podstawowi zawodnicy w ciągu ostatnich trzech tygodni byli przez trenera oszczędzani by odzyskać świeżość przed nadchodzącym, najważniejszym meczem sezonu. O formę Manchesteru jago kibice bać się nie muszą, jako że większość podstawowych zawodników szczyt formy uzyskała właśnie w końcówce sezonu. Od strony taktycznej sposób, w jaki zagra FC Barcelona jest fanom piłki nożnej dobrze znany. Posiadanie piłki i próby prostopadłych zagrań do napastników to stały obraz meczy Barcy. Z jednej strony jest to ich siła, gdyż grali w ten sposób już praktycznie z każdą liczącą się drużyną w europie w większości wypadków z powodzeniem. Z drugiej strony Ferguson miał dwa lata by opracować taktykę, która pozwoli im wygrać z grającą zawsze w podobny sposób, Barcą. Forma, zdecydowanie lepsze wyważenie składu w porównaniu do meczu sprzed dwóch lat, oraz głód rewanżu za tamtą porażkę sprawia, że w moich oczach podopieczni Fergusona nie mogą być traktowani, jako zespół słabszy. Dzięki temu, że mecz rozgrywany jest na Wembley piłkarze Manchesteru będą mogli czuć się na boisku prawie jak u siebie, czego nie będzie można powiedzieć o piłkarzach Barcy.  W moim odczuciu szanse na zwycięstwo wynoszą 55 do 45 ze wskazaniem na Manchester United, ale tak naprawdę wszystko będzie zależało od dyspozycji dnia zawodników obu druzyn i każdy wynik jest możliwy. Najważniejsze byśmy obejrzeli piękne widowisko godnę finału i niech wygra lepszy!!

niedziela, 22 maja 2011

Cristiano i jego kolejny rekord

Cristiano zdobywając wczoraj kolejne dwie bramki ustanowił historyczny rekord 40 zdobytych bramek w sezonie. W ostatnich czterech meczach sezonu Cristiano zdobył 11 bramek, dzięki czemu wyprzedził Leo Messiego pod względem ilości strzelonych goli i zdobył Trofeo Pichichi, czyli tytuł najlepszego strzelca sezonu. Nagroda ta ma jednak słodko-gorzki smak gdyż indywidualny tytuł nie przełożył się na sukces całej drużyny. Najlepszą obroną w lidze może pochwalić się FC Barcelona, która w 38 meczach straciła zaledwie 21 bramek. Wielka w tym zasługa Victora Valdesa nagrodzonego Trofeo Zamorra, czyli tytułem najlepszego bramkarza ligi. Victor przez cały sezon był w świetnej formie, wielokrotnie ratując kolegów z drużyny przed stratą bramki. Zagrał on w 32 meczach i póścił tylko 16 bramek, co daje średnią 0.5 bramki na mecz.



40 strzelonych bramek to wynik o 2 bramki lepszy niż poprzedni rekord ustanowiony w 1950 roku przez Telmo Zarrę. Cristiano potrzebował tylko 34 meczy, aby osiągnąć ten niesamowity wynik co daję średnią 1,18 goli na mecz. Drugie miejsce w klasyfikacji strzelców zajął Loe Messi z 31 bramkami. Ronaldo pomógł również swojej drużynie wyprzedzić Barcelonę pod względem ilości strzelonych bramek. Real zdołał strzelić przeciwnikom 102 bramki, co jest wynikiem o 7 bramek lepszym od osiągnięcia podopiecznych Pepa Guardioli, którzy od kilku spotkań swą uwagę skupiali na czekającym ich pojedynku z Manchesterem w finale Ligi Mistrzów, a nie rywalizacji z Realem o to, kto zdobędzie więcej bramek. Tak naprawdę rywalizacja między Barcą i Realem została rozstrzygnięta po półfinałowym pojedynku obu drużyn w ramach Ligi Mistrzów, a zwycięzcą, mimo głośnych protestów z obozu wroga, została ogłoszona FC Barcelona.

Patrząc na ostatnie dokonania Realu Madryt i Cristiano Ronaldo do głowy przychodzi pytanie czy nie dało się tak grać w meczach z Barcą?? Widać, że siła ognia w zespole Mourinho jest ogromna i w świetle słabszej dyspozycji podopiecznych Guardioli mogliśmy oglądać naprawdę pasjonujące pojedynki okraszone mnóstwem goli. Po raz kolejny potwierdza się teoria, że to własnie trener Realu jest odpowiedzialny za to, że żadne z 4 Gran Derby tak naprawdę nie spełniło oczekiwań kibiców.

środa, 11 maja 2011

FC Barcelona - Campions de Lliga!





FC BARCELONA MISTRZEM HISZPANII W SEZONIE 2010/2011 



Po niesamowitym sezonie FC Barcelona, dzięki punktowi zdobytemu w meczu z Levante na dwie kolejki przed zakończeniem sezonu, zapewniła sobie tytuł Mistrza Hiszpanii. Jest to trzeci kolejny tytuł jaki zdobyła drużyna Pepa Guardioli od kiedy został trenerem w 2008 roku. W zeszłym sezonie Barca musiała osiągnąć historyczne 99 puntów aby osiągnąć cel, do którego osiagnięcia w tym sezonie wystarczą "zaledwie" 92 punkty. Nie znaczy to jednak, że trwający jeszcze sezon był łatwiejszy niz poprzedni. Dzięki Mourinho i jego żołnierzom mielismy końcówkę sezonu pełną emocji. Tym większe brawa należą się piłkarzom i trenerowi! Visca El Barca!!

sobota, 7 maja 2011

A miało być tak pięknie

Dziś, gdy już powoli opada kurz po wielkiej zadymie, jaką urządzili nam zawodnicy Barcy i Realu, możemy przejść do podsumowania tego, co wydarzyło się na przestrzeni ostatnich trzech tygodni. W czterech meczach mieliśmy dwa remisy oraz po zwycięstwie dla każdej z drużyn i wydawać by się mogło, że mamy remis. Patrząc jednak na wagę poszczególnych pojedynków trzeba uznać, że to właśnie Barcelona wychodzi zwycięsko z pojedynku, który na długo zapadnie kibicom w pamięci, niestety nie tylko ze względów sportowych.

Jeśli ktoś zaproponowałby takie rozstrzygnięcie tego czwórmeczu jeszcze przed jego rozpoczęciem przyjąłbym je z pocałowaniem ręki, wszakże najważniejsze pojedynki, czyli ten w La Liga oraz Lidze Mistrzów, zakończyły się rezultatami korzystnymi dla podopiecznych Pepa Guardioli. W lidze dzięki remisowi Barca utrzymała 8 punktów przewagi nad Realem, co praktycznie gwarantuje jej mistrzostwo w tym sezonie, a w Lidze Mistrzów Messi i spółka awansowali do finału eliminując Real. Realowi udało się pokonać Barcelonę w finale Copa del Rey, czym wywalczyli pierwszy od 3 lat puchar dla swojego klubu. Sami zawodnicy Realu byli tak podekscytowani faktem zwycięstwa nad Barcelona w finale, że podczas honorowego przejazdu zawodników po ulicach Madrytu Sergio Ramos upuścił puchar pod koła autobusu. Czy to Karma czy tez zwykły zbieg okoliczności pozostawiam waszej ocenie…

Niestety mimo korzystnego wyniku dla „mojego” klubu, radość pełną być nie może. To, co w ciągu trzech tygodni oglądaliśmy na boiskach oraz poza nimi, daleko odbiegało od poziomu, jakiego oczekiwali fani jednej i drugiej drużyny. Zamiast oglądać piękne mecze, musieliśmy patrzeć na marnej jakości widowiska pełne agresji, fauli i aktorstwa. Mało było w tym wszystkim piłki nożnej, a przyczyny należy upatrywać w osobie trenera Realu Madryt, który przy pomocy swoich zawodników zabił nam El Classico. Również zawodnicy oraz sędziowie nie byli w tej kwestii bez winy, ale to Mou wykonał niesamowitą pracę przekonując piłkarzy i kibiców Realu, że wszyscy są przeciwko nim w pojedynkach z Barceloną. Jak to możliwe, że zespół grający tak agresywnie i nieczysto wobec przeciwnika winę za swoje kary widzi wszędzie tylko nie u siebie? Przyczyną jest pranie mózgu, które pod wodzą hipokryty Mourinho przeszli jego podopieczni oraz kibice. Nie dziwią nikogo komentarze Cristiano Ronaldo o tym, że Barca uczy swoich piłkarzy oszukiwać, wszakże on jest równie wielkim hipokrytą jak jego rodak Jose. Dziwi za to postępowanie postaci, którym jeszcze do niedawna nie można było nic zarzucić. Iker Casillas, kapitan zespołu i osoba dotychczas zawsze wypowiadająca się o przeciwnikach z szacunkiem również mówi o wielkim oszustwie i skandalu. Faktem jest, że piłkarze Barçy pokazali sporo aktorstwa i to na niskim poziomie oraz grali agresywniej niż zwykle, ale nijak sie to ma do tego, co zaprezentował w czterech meczach Real. Barcelona była lepszym zespołem, a Real nie mając innego atutu w zanadrzu musiał posiłkować sie agresją i faulami. Gadanie Mou i jego piłkarzy o tym, że to spisek to czyste odwracanie uwagi od faktu, że grali słabiej. Błędy sędziowskie dotknęły oba zespoły w podobnym stopniu. Takie sytuacje zdarzają sie i będą zdarzać dopóki sędziowie nie będą mogli korzystać z powtórek, a ten, kto gra na granicy faulu lub juz za tą granicą sam stwarza ryzyko takiej pomyłki. Obawiam się, że jesli Mou zostanie w Realu, a tak zapewne będzie, to w przyszłym sezonie zobaczymy równie słabe widowiska. Cała nadzieja w tym, że Mourinho stworzy wreszcie drużynę będącą wstanie walczyć z Barçą na poziomie czysto sportowym. Wtedy na pewno zobaczymy piękne mecze. Także podopieczni Pepa Guardioli muszą wziąć się za siebie i porzucić marne aktorstwo, które zaprezentowali w ostatnich pojedynkach. Sposób, w jaki po faulach zachowują się Segio Busquets, Pedro i Dani Alves bywa często wręcz żenujący i nie przystaje do piłkarzy grających w klubie znanym z pięknej gry i Fair Play.

Dzięki awansowi, Barcy oraz Manchesteru do finału Ligi Mistrzów czeka nas rewanż za finał sprzed dwóch lat. Szanse obu drużyn na ostateczne zwycięstwo są oceniane całkiem inaczej niż dwa lata temu. Przed finałem z 2009 roku to Manchester United był stawiany w roli zdecydowanego faworyta pojedynku jednak to Barcelona zdobyła dwa gole autorstwa Eto’o oraz Messiego nie tracąc przy tym żadnej i to ona świętowała zwycięstwo w Lidze Mistrzów. W tym roku zdecydowanie większe szanse na zwycięstwo daje się Barcelonie, która w dwumeczu z Realem pokazała, że potrafi sobie radzic z defensywnie usposobionymi drużynami. Ja osobiście uważam, że obie drużyny mają takie same szanse na ostateczne zwycięstwo, a zadecyduje o tym dyspozycja dnia zarówno piłkarzy jak i sędziów. Najważniejsze byśmy obejrzeli piękne widowisko bez zbędnych kontrowersji i niech wygra lepszy.

wtorek, 3 maja 2011

Barca zagra na Wembley!!

Po zaciętym spotkaniu FC Barcelona zremisowała z Realem Madryt 1:1, dzięki czemu awansowała do finału Ligi Mistrzów!! Mecz stał na znacznie wyższym poziomie niż poprzednie trzy spotkania obu drużyn. Nie obyło się niestety bez agresywnej gry ze strony podopiecznych Jose Mourinho, w której brylowali Ricardo Carvalho, Arbeloa, Xabi Alonso i wprowadzony w drugiej połowie Adebayor, na szczęście bardzo czujny tego dnia był sędzia, który żółtymi  kartkami  starał się temperować zapędy przyjezdnych.




Zgodnie z oczekiwaniami od początku spotkania Real ruszył do ataku, ale obrońcy Barcelony byli bardzo czujni i nie pozwalali przeciwnikom na zbyt wiele. Z biegiem czasu podopieczni Pepa Guardioli przejęli inicjatywę i zaczęli stwarzać sobie coraz więcej dogodnych sytuacji. Jedną z takich okazji w drugiej połowie wypracował Iniesta, który dobrze dostrzegł wychodzącego na czystą pozycję Pedro. Bedąc sam na sam z Casillasem, Pedro zachował zimna krew i umieścił piłkę w bramce praktycznie pieczętując awans swojej drużyny do finału. Kilkanaście minut później mecz znów nabrał rumieńców, kiedy po błędzie na własnej połowie piłkę na rzecz Xabiego Alonso stracił Xavi (sic!). Xabi z pierwszej piłki podał do wchodzącego w pole karne Di Marii, a ten nie zastanawiąjac się długo uderzył na bramkę Valdesa trafiając w słupek. Piłka odbijając się od słupka wróciła spowrotem do argentyńczyka, który tym razem zdecydował się podać piłkę do Marcelo, a ten z najbliższej odległości umieścił ją w siatce. Po zdobyciu bramki wyrównującej Real ponownie zwietrzył okazje do sprawienia niespodzianki, ale gospodarze ani myśleli pozwalać im na zbyt wiele. Spokojnie rozgrywając piłkę uniemożliwiali przyjezdnym stworzenie większego zagrożenia. W samej końcówce meczu na boisku pojawił się Eric Abidal, który po ponad półtoramiesięcznej przerwie spowodowanej operacją guza wątroby wrócił do gry oklaskiwany przez cały stadion. Wynik do końca meczu nie uległ już zmianie i po ostatnim gwizdku piłkarze z Barcelony mogli świętować awans  do drugiego w ciągu trzech lat finału Ligi Mistrzów, gdzie prawdopodobnie dojdzie do rewanżu za finał sprzed dwóch lat, w którym FC Barcelona 2:0 pokonała Manchester United. Brawo Barca!!

poniedziałek, 2 maja 2011

Czy wreszcie obejrzymy piękne widowisko??


Szumnie zapowiadany, również przeze mnie, na największe wydarzenie w historii piłki nożnej czwórmecz pomiędzy odwiecznymi rywalami Realem i Barcą, jak na razie okazuje się być marną kopią tego, co zwykle nazywamy El Clasico. Już dziś odbędzie się ostatni z czterech pojedynków, który zadecyduje o tym, kto awansuje do finału Ligi Mistrzów na Wembley. Po pierwszym, bardzo kontrowersyjnym meczu FC Barcelona prowadzi 2:0 i na własnym stadionie będzie bronic swojej przewagi.

Ostrzyli sobie zęby kibice na całym świecie na ten pojedynek Tytanów. Wielka Barca prowadzona przez Pepa Guardiolę  od dwóch sezonów utrzymywała się na topie światowego futbolu, zachwycając swym wysmakowanym stylem gry i pięknymi bramkami. Real przed sezonem wzmocniony postacią nowego trenera, który ponoć znał panaceum na Barcę, oraz kilkoma młodymi zawodnikami miał zrzucić z topu Barcę samemu zasiadając na nim na lata. Pierwsze podejście Realu w listopadzie tego roku pokazało jak ciężkie zadanie czeka Jose Mourinho. Sprytny Jose ustawił swój zespół ofensywnie, czym , tak naprawdę skazał go na pożarcie.  Wynik 5:0, oraz kompletne zagubienie swoich piłkarzy na boisku Jose wykorzystał do tego by przemycić do Realu swój sposób na Barcę. Przed sezonem Mou zapowiadał, że chce, aby jego zespół grał efektownie i efektywnie zgodnie z filozofią klubu. Były to piękne, lecz puste słowa, ponieważ Mou od początku wiedział, że aby jego zespół był wstanie osiągnąć cokolwiek w tym sezonie, będzie musiał pokonać Barcelonę, a jedyną znaną metodą Mourinho na Barce jest solidna murarka w obronie, nękanie przeciwnika faulami oraz gra z kontry. Kiedy rządni zemsty kibice Realu przestali domagać się pięknej gry swojego zespołu jako celu nadrzędnego, Mou przystąpił do realizowania swego niecnego planu.

Przed rozpoczęciem pierwszego pojedynku piłkarze i trenerzy obu drużyn podgrzewali atmosferę, starając się zwiększyć presję ciążącą na przeciwnikach. Rozegrany w ramach La Liga pierwszy mecz na Santiago Bernabeu zakończony remisem 1:1, nie był pięknym widowiskiem, nie zmienił też sytuacji w tabeli, ale dodał fanom i zawodnikom Realu wiary, że w szaleństwie ich trenera jest metoda.  Cztery dni później w finale Copa del Rey, Real poraz kolejny pokazał swą destruktywną twarz, starając się za wszelką cenę nie pozwolić Barcy rozwinąć skrzydeł. Oglądaliśmy wiele fauli, symulacji i to odziwo nie tylko ze strony pilkarzy Realu, gdyż także podopieczni Pepa Guardioli uznali, że jeśli chcą rozstrzygnąć losy czwórmeczu na swoja korzyść to sama gra w piłkę może nie wystarczyć. Pierwsza połowa finału była najlepszym okresem gry Realu w rozegranych dotychczas meczach. Bardzo defensywnie ustawiony zespół (oglądaliśmy 8 zawodników defensywnych w składzie Realu) nie pozwalał Barcy na dojście do bramki strzeżonej przez Casillasa, a sam kilkukrotnie bardzo groźnie napierał na bramkę Barcy. Druga polowa była zgoła odmienna i to Barca napierała na bramke Casillasa, będąc zdecydowania lepszą drużyną. Regulaminowy czas gry nie wyłonił zwycięzcy i o tym, kto zabierze puchar do domu miała zadecydowac dogrywka. Od początku dogrywki Barca starała się zdobyc upragnioną bramkę, ale zabrakło precyzji oraz determinacji. Tej drugiej nie zabrakło za to piłkarzom Realu i po jednek z nielicznych kontr Cristiano Ronaldo zdobył, bramkę na wagę zwycięstwa. Piłkarze jak i trener Barcy mieli pretensje do przeciwników o to, że Ci nie chcięli grać w piłkę. Jose Mourinho w typowy dla siebie sposób komentował te lamenty, mówiąc, że woli brzydko grać i wygrywać. Atmosfera z meczu na mecz stawała coraz gorętsza i osiągnęła swoje apogeum przy okazji zeszłotygodniowego Gran Derby w Lidze Mistrzów. Jeszcze przed meczem Guardiola i Mourinho ostro się atakowali zarzucając sobie nieczyste intencje oraz korzystanie z pomocy „osób trzecich” w osiąganiu wyników. Sam mecz niewiele różnił się od dwóch poprzednich, Real nie był skory do ataków na bramkę bronioną przez Valdesa, skory był za to ataków na nogi piłkarzy z Katalonii. Ci zaś bardzo chętnie padali na ziemię starając się wymusić faule na swoją korzyść nawet tam gdzie ich nie było. Brzydka gra piłkarzy Mourinho została dostrzeżona przez sędziego i po ataku Pepe na nogę Alvesa, ten pierwszy został usunięty z boiska. Osłabiony Real nie był już wstanie przeciwstawić się naporowi Barcy i po dwóch pięknych bramkach Messiego w zdecydowanie lepszej sytuacji przed rewanżem jest FC Barcelona.

Po meczu Jose Mourinho skandalicznymi komentarzami skierowanymi w stronę Pepa Guardioli, sędziów tego pojedynku, oraz działaczy UEFA starał się odwrócić uwagę wszystkich od jednego bardzo istotnego faktu: jego piłkarze zagrali bardzo słabo i podczas całego meczu oddali tylko jeden groźny strzał na bramkę Valdesa. Płacze Jose po meczu nie znalazły wielu przychylnych odbiorców, nawet Cristiano Ronaldo znalazł się po stronie krytyków Mourinho, za co został posadzony na trybunach w przegranym pojedynku ligowym Realu z Saragossą. Nawet kibice Realu Madryt przestali słuchać trenera swojej drużyny. Madrycki dziennik "Marca" pytał swoich czytelników m.in o to czy pretensje José Mourinho w stronę arbitra są uzasadnione. Aż 71,7% kibiców uważa, że nie. Portugalskiego szkoleniowca popiera zaledwie 28,3%. 70,9% kibiców uznało też, że czerwona kartka, którą ujrzał Pepe była słuszna. Zaledwie 29,1% fanów uznała, iż wykluczenie z gry byłego gracza FC Porto było niesłuszne. Aż 92,3% kibiców uznało również, iż taktyka obrana przez Mourinho była zła. Taktykę szkoleniowca Blancos poparło zaledwie 7,7% fanów. Również trenerzy innych zespołów w tym m.in. Hiddink, Wenger, oraz Ferguson krytykowali postępowanie Mourinho. Ottmar Hitzfeldt stwierdził nawet, że Mourinho jest największym wstydem Realu Madryt. 

Aby awansować do finału na Wembley, Jose będzie musiał porzucić ultra defensywny styl gry, zacząć grać ofensywnie i strzelać bramki. Daje to nadzieje na pierwszy naprawdę godny miana El Clasico mecz, w którym gra nie będzie się odbywać tylko w jedna stronę. Może wreszcie ujrzymy wymianę ciosów tak oczekiwaną przez wszystkich fanów futbolu. Pozostaje również mieć nadzieję, że piłkarze zapomną o kontrowersjach związanych z pierwszymi trzema pojedynkami i nie będą się starać w niesportowy sposób zemścić się na przeciwniku, a występy aktorskie pozostawią prawdziwym aktorom, skupiając się na grze w piłkę. Mimo prowadzenia dwoma bramkami po pierwszym spotkaniu, FC Barcelona musi wyjść na to spotkanie bardzo skoncentrowana, gdyż podrażniona ambicja Realu na pewno zmotywuje ich do walki do upadłego. Jeśli chodzi o sytuację kadrową większe problemy ma Real. Na pewno nie zobaczymy na boisku Pepe oraz Ramosa zawieszonych za kartki oraz kontuzjowanego Khediry. Do gry wraca za to weteran Ricardo Carvalho i to on będzie stanowił o sile defensywnej Realu w tym meczu. Obok Rikiego w obronie zobaczymy Marcelo, Arbeloę i Albiola. W pomocy prawdopodobnie zobaczymy Alonso, Lassa oraz Oezila, a za strzelanie bramek odpowiedzialni będą Ronaldo, Di Maria oraz Adebayor. Przewidywany skład Barcy to Alves, Pique, Mascherano i Puyol w obronie, Busquets, Xavi i wracający po kontuzji Iniesta w pomocy, w ataku Villa, Messi oraz Afellay zamiast Pedro. Wielkim zaskoczeniem jest powrót do kadry meczowej Abidala, który wczoraj odbył pierwszy normalny trening od czasu operacji guza wątroby, przeprowadzonej 17 marca tego roku.

środa, 27 kwietnia 2011

Leo Messi rozbija gardę Realu.

Do 61 minuty Real konsekwentnie realizował destrukcyjny plan skonstruowany przez Jose Mourinho. Plan ten od zastosowanych w dwóch poprzednich Gran Derby różnił się przede wszystkim jeszcze większym skupieniem piłkarzy Realu na defensywie.

Real miał nie stracić bramki i do wspomnianej 61 minuty wszystkimi dostępnymi sposobami (nie zawsze zgodnymi z duchem Fair Play) uniemożliwiał piłkarzom Pepa Guardioli strzelenie gola i sam kilka razy groźnie kontratakował. Barca miała ogromną przewagę w posiadaniu piłki, ale stworzyła sobie tylko kilka dobrych okazji. Szczęscia próbował m.in. Xavi i Messi. W międzyczasie mieliśmy klika spięć przed i w czasie przerwy, które skończyły się czerwona kartką dla Pinto. Po przerwie Barca jeszcze bardziej przycisnęła piłkarzy z Madrytu, czym wywołała ogromna frustrację w ich szeregach. Cisnienia nie wytrzymał Pepe i po bezmyślnym faulu na Alvesie dostał czerwona kartkę. Z boiska wyrzucony został także Jose Mourinho za komentarze i dyskusje z sędziami. W tym momencie Barca spokojnie ruszyła do ostatecznego natarcia na szeregi wroga. W miejsce Pedro wszedł Ibrahim Affelay i dał kolegom sygnał do ataku. Minał przed polem karnym Marcelo i idealnie wyłożył piłkę wbiegającemu w pole karne Messiemu. Najlepszy piłkarz świata wykorzystał nadarzającą się okazję i między nogami Casillasa umiescił piłke w bramce, czym wyrwał swój zespół z klinczu Realu. Drugi cios również wyprowadził Messi w symboliczny sposób wypuszczony do akcji przez Busquetsa. Messi rzucil się na obrone Relau, na pełnej szybkości minał zmęczonych obrońców i prawą nogą umieścił piłkę obok bezradnego Casillasa. 

Sytuacja z czerwoną kartką dla Pepe jest znamienna dla taktyki Mourinho, który tak ustawia swoje zespoły na mecze pucharowe, że zawodnicy muszą cały czas atakować przeciwników nie odstawiając nogi, by wybic im z głowy myśli o grze. Często faule podopiecznych Mourinho są zauważane przez sędziów i „nagradzane” kartkami. Mourinho zazwyczaj narzeka, że sędziowie są stronniczy, ale tak naprawdę pretensje musi mieć do siebie samego. Faulu Pepe oraz Ramosa Wielki Mou oczywiście nie widział, ale zdołał przyznać, że jego zespół jest bez szans na awansdo finału po porażce 2:0 i stracie dwóch podstawowych obrońców.

Wynik 0:2 na  wrogim terenie jest świetnym rezultatem, pięknym prezentem od Barcy dla kibiców i doskonałą odpowiedzią na ostatnie kontrowersje zaistniałe pomiędzy oboma klubami. Odmienił on również przebieg poczwórnego El Clasico, dotychczas szala minimalnie odchylała się w stronę Realu. Nie obyło się niestety bez kontrowersji z obu stron i błędów sędziowskich, ale ostatecznie wynik można uznać za sprawiedliwy wobec tego, co oglądaliśmy na murawie. W kolejnym spotkaniu Real będzie musiał całkowicie zmienić taktykę i ruszyć do natarcia, inaczej może zapomnieć o finale na Wembley. Mourinho będzie musiał sobie poradzic z brakiem zawieszonych za kartki Ramosa i Pepego. Barca jest coraz bliżej upragnionego finału Ligi Mistrzów musi tylko wykonac ostateczny krok w przyszły wtorek na Camp Nou. 

wtorek, 26 kwietnia 2011

Gran Derby vol.3

Dwumecz w Lidze Mistrzów zadecyduje o tym, dla której z drużyn ten sezon będzie zwycięski. Real Madryt w ubiegłą środę w finale Copa del Rey po dogrywce pokonał FC Barcelonę 1:0 i zdobył dzieki temu zdobył pierwszy od trzech sezonów puchar. Cztery dni wcześniej FC Barcelona na bosiku Realu Madryt praktycznie zapewniła sobie Mistrzostwo Hiszpanii remisując po karnych Messiego i Ronaldo 1:1.  Już jutro o 20:45 na Santiago Bernabeu rozpocznie się trzecie z czterech Gran Derby jakie mamy przyjemność oglądać na przestrzeni trzech tygodni. Jak na razie mamy remis i to Liga Mistrzów rozstrzygnie, kto będzie zwycięzcą tej czterowątkowej wojny jak i całego sezonu.


Wiadomością dnia jest uraz Andresa Iniesty. To kolejny po Bojanie, Maxwellu, Adriano i Abidalu piłkarz kontuzjowany przed pierwszym meczem półfinałowym. Kontuzja bohatera finału ostatnich Mistrzostw Świata nie wydaje się być groźna, ale dyskwalifikuje go z gry w jutrzejszym meczu. Problemy z kontuzjami wydają się być największym hamulcem FC Barcelony w drodze do tytułu najlepszej drużyny wszechczasów. Nie pomaga też zniżka formy kluczowych postaci boisku. Messi wydaje się powracać do życia, ale wciąż daleko mu do nieomylności z pierwszej części sezonu. David Villa oraz Pedro przestali seriami trafiać do bramki, a Xavi wydaje się być przemęczony sezonem. W takiej sytuacji bohaterem ostatnich pojedynków wydaje się być Javier Mascherano, który swoja uniwersalnością udowodnił, że warto było się o niego starać w letnim okienku transferowym. Jutro obecność jego oraz Puyola, może się okazać kluczowa dla losów dwumeczu. Obaj prawdopodobnie zagrają w obronie od pierwszych minut bitwy na Santiago Bernabeu. W pomocy w miejsce Iniesty pojawi się talent z Barcy B, Thiago Alcantara lub doświadczony, posiadające duże zaufanie Pepa Guardioli , Seidu Keita. W drużynie Realu Madryt kwestia kontuzji na finiszu sezonu przestała być problemem. Największym zmartwieniem Jose Mourinho będzie brak kontuzjowanego Khediry oraz zawieszonego za kartki Carvalho. Nieobecność tego ostatniego wymusi na Mou zmianę ustawienia obronnego, wskutek czego Pepe z defensywnego pomocnika wróci na pozycje środkowego obrońcy. Można być również pewnym, że obie drużyny będą trzymać się swojej taktyki, czyli Barca będzie atakować pozycyjnie, a Real pressingiem będzie próbował odebrać piłkę i w efekcie szukał szczęścia w kontrataku wykorzystując szybkość Di Marii oraz Ronaldo. 

Na przedmeczowych konferencjach Jose Mourinho oraz Pep Guardiola ostro dyskutowali na temat minionego finału Copa del Rey oraz nadchodzącego półfinału Ligi Mistrzów. Mou na podstawie wywiadów opublikowanych w gazetach zarzucał trenerowi Barcy, że ten zmienił strategię z niekomentowania decyzji sędziów na krytykowanie tych słusznych aczkolwiek niekorzystnych dla jego drużyny. Pep w odpowiedzi stwierdził, iż jest mu przykro, że jego kolega wierzy we wszystko co piszą gazety. Wypowiadał się również z należnym rywalowi szacunkiem na temat szans obu zespołów na awans do finału Ligi Mistrzów, mianując Real Madryt faworytem nadchodzącego spotkania. Również zawodnicy Barcy po ostatnich wydarzeniach nabrali pokory i zaczęli ostrożniej wypowiadać się na temat nadchodzącego dwumeczu, co cieszy w obliczu wyzwania jakie przed nimi stoi. Jeszcze przed kilkoma tygodniami wydawało się, że to Barca jest zdecydowanym faworytem nadchodzących El Classico, teraz szanse obu zespołów ze względu na obniżkę formy oraz braki w składzie Barcy oraz zwyżkę formy Realu wydaja się być bardzo wyrównane. Zadecydują detale.

Zwycięzca półfinału Ligi Mistrzów pomiędzy Barcą a Realem zgarnie całą pulę. Cała chwała i splendor spadnie na tego, kto przechytrzy rywala na oczach milionów ludzi przed telewizorami. Będzie to jedno z najgłośniejszych wydarzeń ostatnich lat w piłce nożnej, gdzie zmierzą się dwie druzyny o skrajnie przeciwnym spojrzeniu futbol, których wyczyn ma szanse zapisać się złotymi zgłoskami na kartach historii piłki nożnej. Będzie to również pojedynek dwóch trenerów, którzy mimo tego, że wywodzą się z tej samej drużyny, są całkowicie przeciwnymi osobowościami na boisku jak i poza nim oraz dwóch najlepszych piłkarzy ostatnich lat, którzy w bezpośrednim pojedynku będą próbowali udowodnić sobie nawzajem jak i nam, który na tytuł najlepszego zasługuje bardziej. Kto będzie ostatecznym zwycięzcą dowiemy się podczas tygodniowej nerwówki z hymnem Ligi Mistrzów w tle…  

 Start jutro o 20:45!! Obecność obowiązkowa!!

PS. Manchester United po wyjazdowej wygranej 2:0 nad Schalke 04 Gelserkirchen jest juz jedną nogą w finale. Szczególne brawa należą sie Ryanowi Giggsowi. 37 letni pomocnik jest bohaterem trzeciego kolejnego pojedynku swojej drużyny w Lidze Mistrzów. Gość jest niesamowity;] 

sobota, 23 kwietnia 2011

Barca juz prawie w koronie Mistrza Hiszpanii

Barca i Real rozegrały dziś swoje spotkania w ramach 33 kolejki La Liga. Zarówno Barca jak i Real wygrały swoje spotkania, co sprawia, że na 5 kolejek przed końcem sezonu FC Barcelona utrzymała swoją 8 punktową przewagę nad Realem i jest coraz bliższa zwycięstwa w wyścigu o tytuł Mistrza Hiszpanii.

Real przystąpił do spotkania z Walencją w składzie okrojonym w stosunku do mecz z Barcą o Cristiano Ronaldo, Angela Di Marie i Pepe.  Przed meczem drużyną Unaia Emery’ego przywitała zwycięzców środowego finału Copa del Rey szpalerem. Od początku spotkania przeważał niesiony sukcesem nad Barcą Real, który wykorzystując bardzo słabą postawę defensorów z Walencji szybko zdobył dużą przewagę. Pierwszego gola strzelił Benzema w 22 minucie meczu. Następne gole jeszcze przed przerwą dołożyli Higuain, Kaka i ponownie Higuain. Po przerwie bramkę na 0:5 poraz kolejny strzelił wracający do wysokiej dyspozycji Kaka. Valencja zdołała odpowiedzieć trafieniem  Soldado, ale chwile później szóstą bramkę na konto Realu i trzecią na swoje konto zapisał Higuain. Valencja wykorzystując rozkojarzenie Realu w końcówce zdołała strzelić jeszcze dwie bramki, ale i tak to Real był w przekroju spotkania znacznie lepszy i ostateczny wynik 3:6  tylko to potwierdza.

Barca rozpoczęła swoje spotkanie z Osasuną 15 minut po zakończeniu meczu w Walencji. W podstawowym składzie zabrakło aż 6 podstawowych graczy, którzy odpoczywali przed środowym półfinałem Ligi Mistrzów. Na ławce zasiedli miedzy innymi Messi, Xavi i Iniesta. Na boisku zabrakło również Gerarda Pique, oglądającego mecz  z trybun wraz wybranką swego serca Shakirą. Tradycyjnie od początku spotkania Barca przejęła inicjatywę w meczu utrzymując się przy piłce przez 75% pierwszej połowy. Niestety podobnie jak i w ostatnich kilku meczach z ogromnej przewagi w posiadaniu piłki nie wynikało zbyt wiele. Strzałów na bramkę Osasuny było jak na lekarstwo, a rozegranie piłki było jak na standardy Barcy powolne i schematyczne. Na szczęście swojego pierwszego od 11 spotkań gola zdobył David Villa i po pierwszej połowie podopieczni Pepa Guardioli prowadzili 1:0. W drugiej połowie na boisku pojawili się Iniesta, Xavi i Messi dzięki czemu mecz troche się ożywił. W końcówce drugą bramkę dla Barcy zdobył Messi i mecz zakończył się wynikiem 2:0. Bohaterem meczu został Mascherano ustawiony przez Guardiolę na środku obrony. Przez cały mecz jego pewne interwencje dawały spokój w obronie. Jego dobra dyspozycja może być bardzo potrzebna podczas potyczki z Realem w Lidze Mistrzów, gdyż w spotkaniu z Osasuną kontuzji nabawił się jedyny nominalny lewy obrońca Maxwell i jego występ w meczu z Realem stoi pod znakiem zapytania.

Obie drużyny łatwo wygrały swoje spotkania jednak lepsze wrazenie, mimo 3 straconych bramek, zrobił Real, który z łatwością wypunktował Valencję. Barca grała ociężale i schematycznie, co można częściowo tłumaczyc mocno rezerwowym składem. Jeśli Pep Guardiola szybko nie wymysli sposobu na tchnięcie w swoich zawodników nowego życia to o zwycięstwo z Realem w półfinale Ligi Mistrzów będzie bardzo ciężko. Duża ilość kontuzji w zespole napewno zadania mu nie ułatwi…


Zabrakło pokory

Po środowej porażce w finale pucharu króla wielu fanów FC Barcelony zostało sprowadzonych na ziemię. Nagle okazało się, że Barca nie jest zespołem niepokonanym, a Jose Mourinho ma na styl Barcy sprawdzony sposób, który zamierza wykorzystać by pognębić rywala z Katalonii również w półfinale Ligi Mistrzów.

Real w pełni zasłużenie wygrał finałowy mecz pokazując niesamowity głód zwycięstwa, zawziętość i dyscyplinę taktyczną. O odpowiednia motywację zadbał Jose Mourinho oraz zawodnicy z Katalonii, którzy udzielili kilku pełnych pychy wywiadów, pogardliwie wypowiadając się na temat przeciwnika. Oliwy do ognia dolał też prezes FC Barcelony Sandro Rosell przewidując zwycięstwo swojego zespołu nad Realem w finale w wymiarze 5:0. Barca próbowała grać swoja piłkę, ale Real skutecznie zabijał widowisko grając agresywnym pressingiem. Ci, którzy maja pretensje do piłkarzy Mourinho o taki, a nie inny styl gry jego podopiecznych musza zrozumieć, że to jest jedyny sposób na wygranie z Barceloną. Jeśli Real chciał wygrać jakies trofeum w tym sezonie (a chciał bardzo) to musiał zagrać schowany za podwójną gardą mając nadzieje, że jakaś kontra przyniesie im sukces. Pełna wymiana ciosów i otwarta gra z Barcą jest praktycznie nie mozliwa, a doskonałym na to przykładem był listopadowy pojedynek obu drużyn na Camp Nou gdzie Barca zmiażdżyła próbujący grac ofensywnie Real 5:0.

Więc czego zabrakło podopiecznym Pepa Guardioli?? Przede wszystkim zabrakło skuteczności i pokory. David Villa nie strzelił bramki od ponad 800 minut spędzonych na boisku. Okazji do strzelenia bramki w każdym meczu ma kilka, ale jakimś cudem piłka nie chce wpaść do bramki. Również Pedro zatracił gdzies swój instynkt strzelecki i nie potrafi znaleźć drogi do bramki. Skolei Messi zbyt często pozwala sobie na indywidualne rajdy nie zauważając lepiej ustawionych na boisku kolegów z drużyny. Niesamowite MVP, które budziło strach w przeciwnikach zacięło się i jeśli oprócz Mistrzostwa Hiszpanii FC Barcelona chce dołożyc do kolekcji kolejne trofeum to niezbędnym jest, aby MVP się rozstrzelało na nowo. Oprócz skuteczności piarzom Barcy zabrakło także szacunku dla przeciwnika oraz dla własnych kibiców. Różnica w jakości gry podopiecznych Guardioli między pierwszą, a drugą połową meczu była ogromna co pokazuje, że piłkarze Barcy po prostu zlekceważyli przeciwnika i uznali, ze wygrają ten pojedynek bo są po prostu lepsi. Zaskoczyła ich niesamowita zawziętość ataków piłkarzy Realu, którzy atakowali bez pardonu i walczyli o każdą piłkę jak by od tego zależało ich życie. Pisząc o braku szacunku dla kibiców mam na mysli częste i słabej jakosci symulacje zawodników Barcy po każdym ostrzejszym ataku przeciwnika. Wiadomym jest, że w takich klimatach to własnie piłkarze Realu lubują się najbardziej, doprowadzając sztukę aktorską na boisku piłkarskim do perfekcji. Barca podejmując rękawicę w tej kategorii po pierwsze wykazała się pogardą dla historii klubu, dla którego grają oraz kibiców, którzy zawsze byli dumni z tego, że ich piłkarze, czy idzie im w meczu lepiej czy gorzej, zawsze starali się grać fair. Zamiast tracić czas na bezsensowne dyskusje z sędziami powinni się skupic na konstruowaniu kolejnej akcji, która przy słabszej skuteczności była by szansą na strzelenie bramki i wygranie meczu w regulaminowym czasie gry.

Już dziś pilkarze Barcy będą mieli szanse na choćby częściowe zmazanie plamy po finale Copa del Rey.  Ostateczne odkupienie win zapewni tylko awans do finału Ligi Mistrzów.  Jeśli dziś wygraja w ładnym stylu z Osasuną znacznie przybliżą się do ostatecznego tryumfu w La Liga. Piłkarze Guradioli muszą zapomniec o środowej porażce oraz o przyszłotygodniowym meczu z Realem na Santiago Bernabeu i z pokorą zagrać na maksimum swoich możliwości. Ewentualne potknięcie w lidze dałoby jeszcze wiecej pewności siebie piłkarzom Realu, otwierając na nowo walkę o tytuł Mistrza Hiszpanii. Real czeka trudniejsze zadanie pokonania Valencii na jej własnym stadionie. Obie drużyny zapewne będą oszczędzać najważniejsze postacie w swoich drużynach na wtorkowe Gran Derby w Lidze Mistrzów, dlatego możemy spodziewać się kilku niespodzianek w składach. W składzie Realu napewno nie pojawi się Khedira, który z powodu kontuzji nie zagra do końca sezonu.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Remis w pierwszej rundzie.

Obie drużyny po wczorajszych niezwykle emocjonujących Gran Derby mają swoje powody do zadowolenia.  Mimo, że podopiecznym Pepa Guardioli nie udało się utrzymać prowadzenia w meczu to i tak remis 1:1 na boisku przeciwnika oznacza, że utrzymali oni 8 punktów przewagi nad Realem w tabeli La Liga na 6 kolejek przed zakończeniem sezonu. FC Barcelona nie musiała wygrywać tego meczu i było to widoczne jej grze nastawionej na utrzymywaniu się przy piłce i oszczędzanie sił przed kolejnymi meczami.  Real musiał by wygrać wszystkie swoje mecze, a Barca przegrać 3 razy, aby wydrzeć Barcelonie trzecie kolejne Mistrzostwo Hiszpanii.




Real Madryt zagrał tak jak można się było tego spodziewać. Ostatnia porażka na Camp Nou pokazała, że Real nie może iść z Barceloną na wymiane ciosów. Mourinho postawił przede wszystkim na zabezpieczenie tyłów i ustawił Pepe przed czwórką obrońców na pozycji defensywnego pomocnika. Obok niego zagrali Alonso i Khedira, czyli dwaj kolejni defensywni pomocnicy. Takie rozwiązanie pozwoliło Realowi zagęścić przestrzeń przed swoim polem karnym skutecznie utrudniając rozgrywanie piłki piłkarzom z Katalonii. Swojej szansy podopieczni Mou szukali w kontrach i stałych fragmentach gry. Do momentu faulu Albiola na Villi mecz był wyrównany z utrzymującą się przy piłce Barcą oraz schowanym za gardą Realem próbującym od czasu do czasu punktować z kontrataku. Czerwona kartka Albiola oraz bramka Messiego z rzutu karnego podziałała jednak na Real mobilizująco. Cristiano i spółka postawili wszystko na jedną kartę i ruszyli do natarcia wykorzystując rozluźnienie w szeregach Barcy. Efektem był karny Ronaldo w 83 minucie dający jego drużynie upragniony remis. Obie drużyny miały swoje szanse na rozstrzygnięcie tego pojedynku w końcówce, ale zawodziła ich skuteczność, a bramkarze byli w dobrej dyspozycji. W marnowaniu sytuacji bramkowych przewodził David Villa, który sam mógł rozstrzygnąć losy tego pojedynku. David świetnie wychodził do prostopadłych podań, niestety zabrakło mu szczęścia. Czekamy momentu, w którym David się odblokuje i zacznie strzelać bramki seriami, gdyż są one drużynie bardzo potrzebne.

Od początku spotkania zagrał Carles Puyol, który wprowadził tak potrzebny w obronie spokój. To jak wiele daje drużynie jego obecność na boisku mogliśmy ocenić sami po przedwczesnym zejściu Tarzana z boiska z powodu kontuzji. Obrona stała się nerwowa, a powstałe w obronie dziury wykorzystywali zawodnicy Realu. Kontuzja Carlesa ponoć nie jest poważna, co bardzo uspokoiło kibiców, kolegów z drużyny i trenera, który wiele ryzykował wystawiając go w pierwszym składzie. Jego obecnośc na boisku w pozostałych trzech pojedynkach z Realem oraz ewentualnym finale Ligi Mistrzów jest kluczowa. Po meczu The Special One w swoim stylu narzekał na sędziów oraz zarzucał im stronniczość, mimo że słaby poziom sędziowania uprzykrzał życie piłkarzom obu drużyn w podobnym stopniu. Pep Guardiola skolei komplementował grę przeciwnika podkreslając jej dojrzałość, zaznaczył również, że sprawa tytułu nie jest rozstrzygnięta dopóki istnieją matematyczne szanse dla Realu.

Tak jak podejrzewaliśmy mecz odpowiedział na kilka pytań. Wiemy już, że Real wyciągnął wnioski z listopadowej masakry i przy słabszej formie Barcy jest wstanie wyrwać im tytuł lub dwa. Uratowany w końcówce remis oraz dobra gra mimo osłabienia dodały wiary zawodnikom Mou przed pozostałymi trzema pojedynkami. Wiemy też, że Barca nawet w słabszej formie jest bardzo groźna. Szanse obu drużyn na sukces w Copa del Rey i Lidze Mistrzów są podobne z delikatnym wskazaniem w strone Barcelony, co zapowiada niesamowite emocje i ogrom wrażeń w następnych potyczkach tej epickiej wojny. Finał Copa del Rey już w środę o 21:30!!

sobota, 16 kwietnia 2011

Gran Debry 1/4

Już za kilka godzin, dokładnie o 22:00, będziemy mogli przystąpić do konsumpcji niezwykle apetycznej  "przystawki". Mecz Realu Madryt z FC Barceloną w ramach 32 kolejki La Liga rozpocznie wojnę tytanów, jaki będą musiały stoczyć obie drużyny, aby wyłonić ostatecznego zwycięzcę. Emocje z każdym meczem będą rosły wraz ze stawką, o jaką będzie toczyć się gra. Dzisiejsze Gran Derby, ze względu na niewielkie znaczenie dla ostatecznych rozstrzygnięć w La Liga, będzie miało przede wszystkim znaczenie psychologiczne. Dla Realu porażka oznaczałaby nie tylko stratę nawet iluzorycznych szans na zwycięstwo w lidze, ale mogłaby również dobić ich psychicznie przed kolejnymi spotkaniami. Oznacza to, ze podopieczni Mou muszą wykorzystać słabszą formę Barcy i wygrać, odkupując winy za ostatnie Gran Derby na Camp Nou i podbudować się psychicznie.



Najważniejszą informacją ostatnich godzin przed Gran Derby jest powrót do kadry meczowej Carlesa Puyola. Talizman Barcy, podpora obrony i serce drużyny będzie dziś do dyspozycji Pepa Guardioli. Gdy Carles gra Barca nie zwykła przegrywać meczów i nawet jego obecność na ławce rezerwowych doda wszystkim piłkarzom Pepa pewności siebie. Cristiano Ronaldo musiał zlać zimny pot, gdy sie o tym dowiedział się, gdyż Tarzan jest jego zmorą od czasu finału Ligi Mistrzów w 2009 roku, gdy grał jeszcze dla Czerwonych Diabłów.

Obaj trenerzy nie chcą zbyt obszernie wypowiadać się na temat nadchodzących Gran Derby. Pep Guardiola stwierdził tylko, że to Real Madryt będzie faworytem pojedynku na Santiago Bernabeu i że jeśli Barca chce być Mistrzem Hiszpanii musi ten pojedynek wygrać. Nie wiadomo również, na jaki wariant taktyczny zdecyduje się Guardiola. Czy zaryzykuje wystawienie Puyola w pierwszym składzie i na pozycje defensywnego pomocnika powróci dzięki temu Sergio Busquets czy tez Carles usiądzie na ławce,  jego miejsce w obronie zajmie Sergio, a na DM zagra Keita?? Guardiola lubi zaskakiwać wiec możliwe jest jeszcze kilka innych rozwiązań taktycznych, których nikt się nie spodziewa. Jose Mourinho na pewno wystawi w tym spotkaniu najsilniejszą możliwą jedenastkę, ale i w tym wypadku nie wiadomo, na jakie ustawienie zdecyduje się Mou. Wiadomo natomiast, że Mou sięgnie po wszelkie możliwe środki, aby nie dać się upokorzyć po raz drugi. Mou wystosował do władz klubu pismo, w którym poprosił o nie koszenie trawy na Santiago  Bernabeu przez tydzień przed Gran Derby, chcąc w ten sposób utrudnić szybkie wymiany piłki piłkarzom Barcy. Cristiano Ronaldo przez meczem zapowiada zemstę za ostatni mecz na Camp Nou, w którym Barca zabrała piłkę piłkarzom Realu i rozstrzelała ich 5:0. Piłkarze Barcy

Wynik tego meczu jest jak zawsze w przypadku Gran Derby wielką niewiadomą, nie powinniśmy jednak liczyć na powtórkę Manity. Zapowiada się bardzo wyrównany mecz, a co najlepsze emocje zamiast po nim opaść będą rosły przez dwa tygodnie w sposób logarytmiczny, aby sięgnąć zenitu przed drugim meczem półfinału Ligi Mistrzów.

czwartek, 14 kwietnia 2011

Dwa dni do pierwszej potyczki

W sobotę o 22:00 rozpocznie się El Clasico, pierwsze z czterech batalii pomiędzy piłkarzami FC Barcelony i Realu Madryt czekających nas w ciągu trzech tygodni. Będzie to mecz w ramach 32 kolejki La Liga, a gospodarzem tego pojedynku będzie Real Madryt.

Wczorajszy mecz Realu z Tottenhamem przypieczętował awans podopiecznych Jose Mourinho do półfinału Ligi Mistrzów, w którym będą musieli zmierzyć się z Barcą. Do spotkania Mou desygnował prawie najsilniejszą jedenastkę nie chcąc ryzykować niepotrzebnego stresu. Jedyną bramkę tego spotkania zdobył w minucie Cristiano Ronaldo. Silne uderzenie Cristiano z 25 metrów przełamało ręce Gomesa i piłka wpadła do bramki. Tottenham nie potrafił strzelić bramki na własnym boisku grając pełną jedenastką, a ogólny wynik dwumeczu 5:0 dla Realu pokazuje, że Barca będzie musiała zagrać na maksimum swoich możliwości aby awansować do finału. W pierwszym meczu półfinału na Santiago Bernabeu ze względu na zbyt dużą ilość żółtych kartek nie zagra Ricardo Carvalho. Zanim jednak dojdzie do pojedynku w Lidze Mistrzów, Barca i Real będą musiały zmierzyć się w La Liga i finale Copa Del Rey.

Sobotnie Gran Derby są tak naprawdę testem, który pokaże nam jak silne są w tym momencie obie drużyny. Mecz ten, ze względu na dużą przewagę punktową Barcy w La Liga, będzie miał najmniejsze znaczenie na ostateczne wyniki sezonu. Real przystąpi do pierwszego Gran Derby w najmocniejszym składzie natomiast Barca musi zmagać się z osłabieniami, które dotknęły obronę.  Jak to wszystko wpłynie na poziom meczu nie wiadomo, ale dowiemy się dzięki niemu jakie są szanse obu drużyn na odniesienie ostatecznego zwycięstwa nad rywalem w tym sezonie. Czy Barca prze zwycięży problemy kadrowe i będzie wstanie wygrać wszystkie tytuły?? Czy może Jose Mourinho znajdzie sposób na niesamowity środek pola Barcy oraz powracającego do wysokiej formy strzeleckiej Messiego i pokaże, że to jednak nie podopieczni Guardioli są najlepszym zespołem w historii?? Czy Cristiano odbierze w tej epickiej batalii tytuł najlepszego piłkarza na świecie Messiemu?? Czy Mou okaże się najgorszym koszmarem Barcy i najlepszym trenerem ostatnich lat, czy może Pep Guardiola i jego podopieczni staną się największym przekleństwem Realu i najlepszą drużyną w historii?? Emocje rosną, pytań coraz więcej, a pierwszy gwizdek dopiero w sobotę o 22...://

środa, 13 kwietnia 2011

Real Madryt: "Challenge Accepted";]

A więc stało sie to co sie miało stać. Real Madryt wygrał dziś w Londynie z Tottenhamem po bramce Cristiano Ronaldo i z bilansem 5:0 awansował do półfinału Ligi Mistrzów. Przeciwnikiem Realu będzie oczywiscie FC Barcelona, która wczoraj wyeliminowała Shachtar. W drugim meczu Schalke wygrało u siebie z Interem 2:1, w dwumeczu Shalke wygrało 7:3 czym dopełniło nieszczęscia jakie spadło na obrońce tytułu w tym sezonie. Przeciwnikiem piłkarzy z Gelserkirchen na drodze do finału będzie Machester United. Wiecej jutro!!

wtorek, 12 kwietnia 2011

FC Barcelona czeka na Real Madryt w pólfinale.

W 43 minucie meczu po świetnym podaniu Daniego Alvesa swojego rekordowego 48 gola w sezonie zdobył Leo Messi.



Ten gol przypieczętował awans podopiecznych Pepa Guardioli do półfinału Ligi Mistrzów, w którym najprawdopodobniej spotkają się z drużyną prowadzoną przez Jose Mourinho. Gracze z Doniecka robili co mogli, ale to Barca kontrolowała przebieg spotkania oszczędzając siły na nadchodzące wielkimi krokami El Classico. W świtnej dyspozycji był dzis Victor Valdes który kilkukrotnie ratował drużynę po błędach obrony. Na uwagę zasługuje również dobry występ nowego nabytku Barcy Ibrahima Afellaya, który zagrał od początku spotkania w miejsce Pedro. Ostateczny wynik dwumeczu to 6:1 dla FC Barcelony.

W drugim meczu Manchester United pokonał na swoim boisku Chelsea Londyn 2:1 po golach Chicharito i Park Ji Sunga dla Czerwonych Diabłów oraz Drogba dla Chelsea. Kolejne niesamowite spotkanie rozegrał Giggs, który asystował przy obu bramkach dla swojej drużyny. Na drugim końcu skali znajduje się aktualnie Fernando Torres, który jeszcze w barwach Chelsea nie zdobył gola, a w tym meczu był kompletnie bezradny i został zmieniony już po pierwszej połowie przez Drogbe.

Jutro swoich wysokich zaliczek będą bronić Real Madryt oraz Schalke Gelserkirchen. Real w pierwszym meczu pokonał Tottenham 4:0 i z wracającym po kontuzji Benzemą jedzie do Londynu by utrzymać korzystny rezultat. W drugi spotkaniu Schalke spotka się  z Interem Mediolan i będzie bronić trzybramkowej zaliczki z pierwszego meczu. Zawodnicy Interu jak i Tottenhamu wierzą, że są wstanie odwrócić losy dwumeczu. Czy im się to uda zobaczymy jutro.

niedziela, 10 kwietnia 2011

Sytuacja w La Liga coraz jaśniejsza.

W 50 minucie meczu pomiędzy FC Barceloną a Almerią wydawało się, że wbrew oczekiwaniom emocje w La Liga podnoszą głowę z ziemi. Po 50 minutach bezproduktywnego "klepania" piłki przez Barcę, Almeria przeprowadziła kontrę i zdobyła bramkę uciszając całe Camp Nou. W obliczu pewnego zwycięstwa Realu z Athletic 3:0 oznaczało to zmniejszenie dystansu między Realem i Barcą do 5 punktów przed przyszłotygodniowym El Classico na Stantiago Bernabeu.

Tak się jednak nie stało. Emocje juz dwie minuty później zostały ponownie uziemione po bramce z rzutu karnego w wykonaniu Leo Messiego. Ten sam zawodnik zaliczył asystę przy drugiej bramce. Dośrodkowanie Leo z rzutu rożnego na bramkę zamienił ten, który ma uniemozliwić Cescowi Fabregasowi powrót do drużyny FC Barcelony, czyli młodziutki Thiago Alcantara. Mimo prowadzenia Barca nie zwalniała tempa i cały czas starała się strzelić kolejną bramkę. Z pomocą przybył więc ponownie Leo Messi i w doliczonym czasie gry wykorzystał niepewne zachowanie obrońcy przy wybiciu piłki, przejął ja i ze spokojem pokonał bramkarza Almerii ustalając wynik meczu na 3:1.Wynik ten jest jak najbardziej zasłużonym wynikiem, ale został okupiony kontuzją Bojana (nie zagra do końca sezonu) oraz żółtą kartka dla Mascherano. Kartka ta oznacza, ze nie zagra on w pierwszym z 4 czekających nas Gran Derby. Jest to o tyle problem, że Javier stał się ostatnio podstawowym defensywnym pomocnikiem zastępując w tej roli przesuniętego do obrony Busquetsa.

Real rozgrywał teoretycznie trudniejsze spotkanie na stadionie w Bilbao, gdzie zmierzył się z tutejszym Athletic. Jose desygnował do gry eksperymentalną jedenastkę bez Marcelo, Ronaldo, Ozila, Xabiego Alonso, Carvalho i Adebayora. Zmiennicy okazali się jednak zbyt silnym przeciwnikiem dla Athletic i Real pokonał gospodarzy 3:0 po dwóch bramkach Kaki z rzutu karnego oraz jednej bramce Cristiano w końcówce meczu.

Tak więc na tydzien przed kolejnym Gran Derby sytuacja w La Liga wydaje się być rozstrzygnięta na korzyść Barcy, która nawet w obliczu porażki na Santiago Bernabeu zachowa 5 punktów przewagi. Oznacza to, że aby wygrać Ligę Real musiał by pokonać Barcę u siebie, wygrac pozostałe 6 pojedynków w lidze i liczyc na jeszcze dwie porażki zawodników Pepa Guardioli. Patrząc na kalendarz rozgrywek ligowych widzimy jednak wyraźnie, że to Real bedzie miał trudniejszą końcówkę sezonu grając na wyjeździe w Walencjii, Villareal oraz w Sewilli. Sam Pep Guardiola zapowiada, ze jego zawodnicy jadą do Madrytu tylko i wyłącznie po 6 z rzędu zwyciestwo derbowe nie zważając na "bezpieczną" przewagę w lidze. Dobrą wiadomością dla Jose Mourinho jest stan zdrowia jego piłkarzy. Wszyscy są zdrowi i zapowiadaja, że nie odpuszczą w najbliższym El Classico pod żadnym pozorem. Zanim jednak przystąpimy do uczty piłkarskiej z okazji Gran Derby,  czeka nas jeszcze Liga Mistrzów, gdzie obie drużyny będą na wyjazdach bronic 4 bramkowej zaliczki z pierwszych meczy, aby móc nam dać kolejne dwa El Classico w Lidze mistrzów właśnie.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Epicka batalia przed nami;]

Jeśli nie zdarzy się żaden cud, nie zabije nas kometa tudzież promieniowanie z Fukushimy to FC Barcelona i Real Madryt, między 16 kwietnia a 3 maja, zmierzą się ze sobą aż 4 razy, a my kibice będziemy musieli to przetrwać nerwowo;]. Epicka batalia między dwoma drużynami rozpocznie się 16 kwietnia na Santiago Bernabeu w Gran derby ligowym. Następnie 4 dni później na Mestalla obie drużyny zagrają w finale Copa del Rey. Najważniejszy pojedynek Barca i Real stoczą jednak w Lidze Mistrzów. Jesli obie drużyny utrzymają przewagę, jaką sobie wypracowały w pierwszych meczach ćwierćfinałowych, to pierwszy mecz El Classico w Lidze Mistrzów odbędzie się 27 kwietnia na boisku Realu Madryt, natomiast rewanż odbędzie się 3 maja na Camp Nou.

Po przegranym 5:0 meczu na Camp Nou, trener Realu Jose Mourinho przewidział iż rewanż ligowy na Santiago Bernabeu nie będzie jedynym pojedynkiem między oboma drużynami w tym sezonie. Jego drużyna dzięki zwycięstwu nad Tottenhamem 4:0 w pierwszym spotkaniu uzyskała na tyle bezpieczna przewagę, że może juz zacząć zastanawiać sie nad taktyką na mecze z Barcą w półfinale. FC Barcelona pokonała wczoraj Shachtar 5:1 i również jest praktycznie pewna awansu do półfinału. Obie drużyny mimo imponujących wyników nie zagrały jeszcze na swoim najwyższym poziomie. Real skorzystał na błędzie sędziego, który w 15 minucie niepotrzebnie usunął z boiska Petera Croucha i musiał resztę meczu grac w dziesiątkę, Barca natomiast skorzystała z fatalnej skuteczności przyjezdnych z Doniecka, którzy mimo kilku świetnych okazji w pierwszej połowie nie potrafili strzelić bramki. Również dwie największe gwiazdy obu zespołów nie są aktualnie w najwyższej dyspozycji. Cristiano w ekspresowym tempie został doprowadzony do stanu "używalności" i nie pokazał jeszcze na boisku pełni swych możliwości piłkarskich oraz aktorskich. Od czterech spotkań bramki nie strzelił Leo Messi, który wczoraj często cofał się po piłkę nawet do obrony i starał się byc wszędzie. Stwarzało to więcej miejsca dla jego partnerów drużyny, którzy doskonale potrafili wykorzystać tę przestrzeń. Mimo tego, że jak na dłoni widać jego przemęczenie sezonem to i tak był on jednym z najlepszych obok Alvesa, Xaviego i Iniesty zawodników na boisku.

Ze wzgledu na porażkę Realu ze Sportingiem w ostatniej kolejce La Liga, Barca na 8 kolejek przed końcem sezonu ma 8 pukntów przewagi, co stawia ją w bardzo komfortowej sytuacji przed meczem ligowym na Bernabeu. Zawodnicy i trener Realu zgodnie przyznali, że ta porażka skreśla ich szanse na Mistrzostwo Hiszpanii w tym sezonie. Niewykluczone, ale jednocześnie mało prawdopodobne jest, że obie drużyny będą oszczędzać siły w ligowym Gran Derby na finał Copa del Rey, który dla Realu i Barcy bedzie pierwszą okazją do zdobycia trofeum w tym sezonie. Zwycięstwo w finale Copa del Rey będzie dodatkowo zastrzykiem pewności siebie przed pojedynkiem w półfinale Ligi Mistrzów. Ostatni raz Real i Barca w Lidze Mistrzów spotkały się w półfinale w 2002 roku. W pierwszym meczu na Camp Nou Barca poległa 2:0 po bramkach Zidane’a i MacManamana. W rewanżu na Bernabeu padł remis 1:1  po bramkach Raula i Helguery (og) co dało awans Realowi do finału, w którym pokonał Bayer Leverkusen. W tym sezonie pierwszy mecz odbędzie się na Santiago Bernabeu co daje Barcy psychologiczny komfort rewanżu na własnym stadionie.

Jeśli miałbym wyrazić subiektywną ocenę na temat znaczenia poszczególnych rozgrywek to wyglądałaby ona tak:

1. La Liga i Liga Mistrzów – Oba turnieje mają dla obu drużyn równie duże znaczenie, różni je rodzaj przymiotów, którymi musi wykazać się zwycięzca. La Ligę zdobywa się sumiennością, równomiernością w przeciągu sezonu, szacunkiem dla każdego przeciwnika, wyrównanym składem i umiejętnym zarządzaniem sił (rotacją w składzie). Liga Mistrzów tak naprawdę zaczyna się dopiero w lutym w fazie pucharowej, ponieważ faza grupowa dla najlepszych drużyn jest raczej obowiązkiem niż wyzwaniem. Cały sezon Ligi Mistrzów jest tylko przygrywką do kliku ostatnich meczy, w których zwycięzca musi wykazać się dobrą taktyką rozgrywania dwumeczu i odpowiednią dyspozycją dnia. W fazie pucharowej duże znaczenie maja błędy sędziowskie, które są zmorą Ligi Mistrzów jak i piłki w ogóle.

2. Copa del Rey – krótki turniej w którym Real i Barca grają dopiero od etapu 1/16 grając początkowo ze słabiutkimi zespołami liczącymi na cud i lekceważenie ze strony Goliata. Ma on większy oddźwięk dopiero od półfinałów.
 
Myślę, że każdy kibic Barcy lub Realu bez zastanowienia wskazałby wszystkie 3 puchary gdyby mógł wybierać, które zdobędzie jego drużyna. Jeśli uda się Barcy lub Realowi zdobyc conajmniej dublet La Liga/Liga Mistrzów to z pewnością będzie to wydarzenie rangi historycznej w futbolu. Jakość jaką prezentuje od kilku sezonów Barca sprawia, że jest ona nazywana najlepszą drużyną wszechczasów, a sukces w tym sezonie spowodowałby całkowite zamkniecie tematu. Jeśli natomiast Jose Mourinho sprawi, że jego drużyna wzniesie się na wyżyny swych umiejętności i pokona w najważniejszych meczach Barce to zostanie znów przemianowany na „The Special One” i uznany za najlepszego trenera naszych czasów.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Co dalej z wielkim Mou??

Kiedy wydawało się, że Real Madryt kierowany przez błyskotliwego Jose Mourinho, przystępuje do ostatniego etapu ataku na twierdzę FC Barcelony, ten wybrał inne rozwiązanie i kompletnie oddał mecz przeciwko broniącemu się przed spadkiem do 2 ligi, Sportingowi Gijon. Pomimo optycznej przewagi osłabiony kontuzjami Ronaldo ,Benzemy i Marcelo oraz zawieszonego za kartki Alonso Real Madryt, nie zdołał strzelić gola na własnym stadionie. Co nie udało się atakującemu przez większość meczu Realowi udało broniącemu się "słabeuszowi" z Gijon. W 79 minucie, po jednej z nielicznych składnych akcji zespołu, gola na wagę zwycięstwa strzelił Miguel Cuevas. Mimo, że przez cały mecz to Real prowadził grę to jednak brakowałow tym wszystkim determinacji i pomysłu na zaskoczenie Sportingu.

W ten właśnie sposób dobiegła końcowi jedna z najdłuższych i najgłośniejszych serii w świcie piłkarskim. Jose Mourinho ostatni raz przegrał mecz ligowy na własnym stadionie ponad 9 lat temu w meczu z Beira-Mar w lutym 2002 roku trenując FC Porto. Od tamtego wydarzenia, czy to w Porto, Chelsea, Interze czy Realu, Jose nigdy nie przegrał meczu ligowego na własnym stadionie. Z każdym z wymienionych zespołów, nie licząc Realu, którego sezon jeszcze sie nie zakończył, odnosił on wielkie sukcesy szczyt osiągając w zeszłym sezonie z Interem. Obecny sezon ze względu na niesamowitą formę FC Barcelony jak narazie nie jest szczytem marzeń Mou. Co wiecej, po przegranej 5:0 na Camp Nou oraz ostatniej porazce z Gijon, przyszłość Mourinho w Realu jeszcze nigdy nie była tak niejasna. Wszystko będzie zależeć od dwóch pozostałych rozgrywek, w których Real liczy sie w grze o najwyższe laury. Mowa oczywiscie o Lidze Mistrzów i finale Copa del Rey. Słaba, jak na standarty Realu, postawa w La Liga, brak obiecywanej przez Jose efektownej gry i czeste wpadki z ligowymi średniakami i wysoki współczynnik nienawiści jaki wywołuje u kibiców i trenerów innych drużyn Mou, to główne zarzuty wobec niego. Sprawiają one, że wysoce postawione osoby na Santiago Bernabeu zaczynają się zastanawiać nad sensownością dalszej z nim współpracy. Nie zmienia to jednak faktu iż jesli zdoła osłodzić fanom i działaczom gorycz przegranego sezonu w La Liga triumfem na Barcą w finale Copa del Rey lub półfinale Ligi Mistrzów to jego szanse na pozostanie znacznie wzrosną. Aby tak sie jednak stało Real musi jutro pokonać, osłabiony kontuzjami kilku kluczowych graczy Tottenham w pierwszym meczu 1/4 finału Ligi Mistrzów. Znając swoja pozycję Mourinho postanowił za wszelką ceną skorzystać z usług Cristiano Ronaldo i Gonzalo Higuaina wciąż wracających do pełni sił po kontuzjach. Zapewne nie skorzysta z ich usług od początku spotkania, lecz z pewnoscia chętnie z nich skorzysta w drugiej połowie meczu gdy Tottenham nie bedze już miał tyle sił co na początku spotkania. Najwazniejszy mecz Jose Mourinho w Realu rozpocznie się juz jutro o 20.45.

Aby Real i Barca mogły spotkać się w półfinale Ligi Mistrzów, Barca musi pokonać w środę wieczorem nieobliczalny Shachtar Donieck. W weekend podopieczni Pepa Guardioli pokonali Villareal na wyjeździe, a jedyna bramkę meczu strzelił Gerard Pique. Bohaterem spotkania został jednak, będący w wyśmienitej dyspozycji, Victor Valdes, który kilkukrotnie świetnymi paradami uchronił swój zespół przed stratą bramki. Osłabiona nieobecnością Xaviego, Puyola, Abidala i Pedro oraz zmęczeniem po meczach reprezentacyjnych Barca zdołała wygrać bardzo ważny pojedynek na jej drodze do ostatecznego zwycięstwa w La Liga. Dobrze spisali się piłkarze rezerwowi godnie zastępując swoich kolegów na boisku. Szczególnie cieszyć powinna postawa młodego gracza drugiej drużyny FC Barcelony Thiago Alcantary. Poraz kolejny udowodnił on, że jesli nawet nie uda się ściągnąc z powrotem do drużyny Cesca Fabregasa to Barca ma juz kandydata do zastąpienia Xaviego, gdy ten za kilka lat osiągnie kres swej kariery. Na szczescie sam Xavi jest cały czas w świetnej dyspozycji wiec nie ma mowy o tym by transfer Cesca był dla Barcy koniecznością.

Dwumecz z Shachtarem nawet dla legendarnego trenera FC Barcelony Johana Crouyffa jest zagadką. Uznał on piłkarzy z Doniecka za zdecydowanie groźniejszych przeiwników dla Barcy niz ma to miejsce w pojedynku Realu z Tottenhamem. Pierwszy mecz rozgrywany w środę na Camp Nou musi sie zakończyć pokaźną zaliczyką dla Barcy inaczej czeka nas ogromna nerwówka w Doniecku. Jedną z głównych postaci Shachtara napewno będzie Chygryński, który został odsprzedany spowrotem z Barcy do Shachtara przed rozpoczęciem obecnego sezonu. Będzie on stanowił o sile defensywnej swojego zespołu tak waznej w meczach z Barcą. Ostatnia prosta, pomimo faltrartu Realu, nadal trwa!!