Obie drużyny po wczorajszych niezwykle emocjonujących Gran Derby mają swoje powody do zadowolenia. Mimo, że podopiecznym Pepa Guardioli nie udało się utrzymać prowadzenia w meczu to i tak remis 1:1 na boisku przeciwnika oznacza, że utrzymali oni 8 punktów przewagi nad Realem w tabeli La Liga na 6 kolejek przed zakończeniem sezonu. FC Barcelona nie musiała wygrywać tego meczu i było to widoczne jej grze nastawionej na utrzymywaniu się przy piłce i oszczędzanie sił przed kolejnymi meczami. Real musiał by wygrać wszystkie swoje mecze, a Barca przegrać 3 razy, aby wydrzeć Barcelonie trzecie kolejne Mistrzostwo Hiszpanii.
Real Madryt zagrał tak jak można się było tego spodziewać. Ostatnia porażka na Camp Nou pokazała, że Real nie może iść z Barceloną na wymiane ciosów. Mourinho postawił przede wszystkim na zabezpieczenie tyłów i ustawił Pepe przed czwórką obrońców na pozycji defensywnego pomocnika. Obok niego zagrali Alonso i Khedira, czyli dwaj kolejni defensywni pomocnicy. Takie rozwiązanie pozwoliło Realowi zagęścić przestrzeń przed swoim polem karnym skutecznie utrudniając rozgrywanie piłki piłkarzom z Katalonii. Swojej szansy podopieczni Mou szukali w kontrach i stałych fragmentach gry. Do momentu faulu Albiola na Villi mecz był wyrównany z utrzymującą się przy piłce Barcą oraz schowanym za gardą Realem próbującym od czasu do czasu punktować z kontrataku. Czerwona kartka Albiola oraz bramka Messiego z rzutu karnego podziałała jednak na Real mobilizująco. Cristiano i spółka postawili wszystko na jedną kartę i ruszyli do natarcia wykorzystując rozluźnienie w szeregach Barcy. Efektem był karny Ronaldo w 83 minucie dający jego drużynie upragniony remis. Obie drużyny miały swoje szanse na rozstrzygnięcie tego pojedynku w końcówce, ale zawodziła ich skuteczność, a bramkarze byli w dobrej dyspozycji. W marnowaniu sytuacji bramkowych przewodził David Villa, który sam mógł rozstrzygnąć losy tego pojedynku. David świetnie wychodził do prostopadłych podań, niestety zabrakło mu szczęścia. Czekamy momentu, w którym David się odblokuje i zacznie strzelać bramki seriami, gdyż są one drużynie bardzo potrzebne.
Od początku spotkania zagrał Carles Puyol, który wprowadził tak potrzebny w obronie spokój. To jak wiele daje drużynie jego obecność na boisku mogliśmy ocenić sami po przedwczesnym zejściu Tarzana z boiska z powodu kontuzji. Obrona stała się nerwowa, a powstałe w obronie dziury wykorzystywali zawodnicy Realu. Kontuzja Carlesa ponoć nie jest poważna, co bardzo uspokoiło kibiców, kolegów z drużyny i trenera, który wiele ryzykował wystawiając go w pierwszym składzie. Jego obecnośc na boisku w pozostałych trzech pojedynkach z Realem oraz ewentualnym finale Ligi Mistrzów jest kluczowa. Po meczu The Special One w swoim stylu narzekał na sędziów oraz zarzucał im stronniczość, mimo że słaby poziom sędziowania uprzykrzał życie piłkarzom obu drużyn w podobnym stopniu. Pep Guardiola skolei komplementował grę przeciwnika podkreslając jej dojrzałość, zaznaczył również, że sprawa tytułu nie jest rozstrzygnięta dopóki istnieją matematyczne szanse dla Realu.
Tak jak podejrzewaliśmy mecz odpowiedział na kilka pytań. Wiemy już, że Real wyciągnął wnioski z listopadowej masakry i przy słabszej formie Barcy jest wstanie wyrwać im tytuł lub dwa. Uratowany w końcówce remis oraz dobra gra mimo osłabienia dodały wiary zawodnikom Mou przed pozostałymi trzema pojedynkami. Wiemy też, że Barca nawet w słabszej formie jest bardzo groźna. Szanse obu drużyn na sukces w Copa del Rey i Lidze Mistrzów są podobne z delikatnym wskazaniem w strone Barcelony, co zapowiada niesamowite emocje i ogrom wrażeń w następnych potyczkach tej epickiej wojny. Finał Copa del Rey już w środę o 21:30!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz