niedziela, 29 maja 2011

Niesamowita Barca zamyka usta ostatnim niedowiarkom

Ciężko słowami opisać wrażenia, jakich dostarczył wczorajszy finał Ligi Mistrzów, ale spróbujmy;) Dla mnie jako fana FC Barcelony był to jeden z piękniejszych meczy jakie widziałem, bardzo przypominający listopadowe Gran Derby na Camp Nou i słynną manite (5:0 z Realem). Drużyna zagrała jak monolit, wszystko było podporządkowane wspólnemu celowi, każde zagranie przemyślane i wykonane perfekcyjnie. Łatwość, z jaką piłkarze Blaugrany dochodzili do sytuacji bramkowych była nieprawdopodobna biorąc pod uwagę klasę obrońców, którzy stali naprzeciwko oraz rangę spotkania. Widać było pełne zaufanie do własnych umiejętności i do patnerów z drużyny oraz niezłomną wiarę w końcowy sukces. Trzy tygodnie odpoczynku od gry na najwyższych obrotach bardzo ożywiło szczególnie zawodników ataku. Pedro, Messi i Villa, czyli słynne MVP, które ostatnie trzy miesiące spało (nie licząc Messiego) przebudziło się wczoraj i zrobiło z obrony Manchesteru wiatrak. Niewiarygodny Leo Messi poruszając się między atakiem i pomocą, co chwila pokazywał, że Cristiano Ronaldo może zdobyć nawet 80 bramek dla Realu, a i tak nie będzie wstanie przebić wkładu Leo w sukces swojej drużyny. Zdecydowanie najlepszy zawodnik wczorajszego finału i pewny kandydat do trzeciej z rzędu złotej piłki. W pomocy rządzili i dzielili Iniesta z Xavim zabezpieczani przez Busiego, co chwila zdobywając wolna przestrzeń i posyłając niesamowite piłki do napastników. Obrona, mimo, że musiała radzić sobie bez Puyola zagrała praktycznie bezbłędnie nie licząc bramki Ronneya, przy której można było dopatrzyć się spalonego przy podaniu Rooneya do Chicharito. Poraz kolejny niesamowite spotkanie w obronie zaliczył Pique, wybijając niezliczoną liczbę piłek wrzucanych za plecy obrony. Doskonale uzupełniał go Mascherano, pokazując swą uniwersalność i przydatność drużynie, udowodnił, że był warty każdego euro, jakie klub na niego przeznaczył. Na szczególne brawa zasłużył Eric Abidal i jego droga z piekła do nieba. Jeszcze dwa miesiące temu walczył o swoje życie po tym jak zdiagnozowano u niego raka wątroby, 17 marca został zoperowany i nie wiadomo było jak dalej potoczy się jego kariera. Wczoraj zagrał od początku, czym pokazał niesamowity charakter i wole walki, czym zasłużył na to by być pierwszym, który wzniesie w górę Puchar Ligi Mistrzów. W bramce Victor Valdes swoimi efektownymi i co najważniejsze efektywnymi interwencjami wprowadzał dodatkowy spokój w obronie, będąc zawsze do dyspozycji, gdy trzeba było zagrać piłkę do tyłu. Cały zespół dał wczoraj popis umiejętności na poziomie niedostępnym dla przeciwników i przeszedł dzięki temu meczowi do historii.

Manchester, nie licząc kilu minut huraganowych ataków z początku spotkania, został poprostu zmieciony z powierzchni ziemi. Nie byli wstanie podopieczni Fergusona nawiązać walki z podopiecznymi Guardioli. Chęci były, ale zabrakło umiejętności. Najlepiej obraz meczu oddaje komentarz pomeczowy sir Alexa, który stwierdził, że jeszcze nigdy jego drużyna nie została tak bardzo zdominowana, a zespół FC Barcelony zagrał najlepszy mecz, jaki miał przyjemność oglądać w swojej karierze. Należy podziękować trenerowi jak i piłkarzom Manchesteru za wolę walki oraz szacunek dla przeciwnika. Pomimo tego, że byli po prostu słabsi tego dnia od piłkarzy Barcelony, to nie uciekali się do brudnych zagrywek, fauli i symulacji. Również w komentarzach pomeczowych potrafili pogratulować przeciwnikowi zamiast doszukiwać się przyczyn porażki w spisku. Jose Mourinho i jego podopieczni mogą się tylko uczyć.

Pep Guardiola w swoim trzecim sezonie, jako trener Barcy zdobył swój 10 puchar. 3 z nich to mistrzostwa Hiszpanii, a dwa to Puchary Ligi Mistrzów i to chyba powinno wystarczyć za komentarz jego pracy. Mniej przychylni mu kibice oczywiście wspomną, że ma w zespole piłkarzy kompletnych, ale faktem jest, że to On tworzy z nich zespół kompletny, monolit, który miażdży każdą napotkaną na swojej drodze przeszkodę. Ci zawodnicy z tym trenerem to czysta symbioza, a owocem tej symbiozy jest najlepsza drużyna w historii, za co dla piłkarzy i trenera wielkie DZIĘKI!!!  VISCA EL BARCA!!!

piątek, 27 maja 2011

Finał marzeń już jutro!!

Finał Marzeń – tak w 2009 roku wszyscy nazywali pojedynek finałowy Ligi Mistrzów. Na Paryskim boisku spotkały się dwie wtedy najlepsze drużyny  w europie, czyli Manchester United starego wygi sir Alexa Fergusona z Cristiano Ronaldo, Rooneyem i Tevezem w składzie oraz FC Barcelona „młokosa” Pepa Guardioli, dla którego był to pierwszy sezon za sterami wielkiego klubu piłkarskiego (wczesniej przez dwa lata prowadził drugą drużynę Barcy).



Pomimo niesamowitych osiągnięć Barcy w tamtym sezonie (m.in. 2:6 z Realem w Gran Derby) to drużyna sir Alexa była stawiana w roli faworyta tego spotkania. Wynikało to w głównej mierze z historii kilku ostatnich pojedynków obu drużyn, w których Manchester potrafił znaleźć skuteczny sposób na Barcę. Było to jednak jeszcze za kadencji Franka Rijkarda i jak się później okazało obecność Pepa Guardioli na ławce trenerskiej okazała się decydująca. Pep ustawił drużynę inaczej niż się wszyscy tego spodziewali, przesunął Messiego z prawej strony do środka ataku, a w miejsce Messiego ustawił Eto’o. Mimo braków w defensywie (Alves pauzował za kartki, a Abidal był kontuzjowany) cała drużyna zagrała bardziej cofnieta w porównaniu do poprzednich spotkań dając w pierwszych minutach spotkania wyszumieć się Cristiano i jego partnerom. Po kilku minutach frontalnych ataków Manchesteru, Barca wykorzystała chwilę nieuwagi przeciwników i wyprowadziła kontratak zakończony golem Eto’o. Gol ten całkowicie odmienił losy spotkania. Atakujący do tej pory Manchester stracił werwę, a Barca przejęła posiadanie piłki nie dając szans Manchesterowi na zmianę wyniku spotkania. W drugiej połowie wynik meczu pięknym strzałem głową po podaniu Xaviego ustalił Leo Messi i FC Barcelona mogła świętować. Był to trzeci Pucha Europy dla FC Barcelony w historii i trzeci po Mistrzostwie Hiszpanii oraz Pucharze Króla tytuł zdobyty w sezonie 2008/2009.

Tak mniej więcej wyglądało to dwa lata temu. Jutrzejszy mecz na Wembley również okreslany jest mianem Finału Marzeń i ponownie spotkają się w nim dwie najlepsze drużyny mijającego sezonu kierowane przez tych samych trenerów. Obie drużyny zdobyły już tytuł Mistrza w swoich ligach, i ewentualne zwycięstwo w finale Ligi Mistrzów będzie ukoronowaniem wspaniałego sezonu. Już jutro przekonamy się, która z drużyn wykorzystała ostatnie dwa lata lepiej. Tym razem jednak to FC Barcelona jest stawiana przez wiekszość kibiców w roli faworyta spotkania. Pep Guardiola od momentu rozpoczęcia kariery trenerskiej pierwszej drużyny FC Barcelony zdobył z nią 9 pucharów i nikt już nie wątpi w to, że ten gość wie co robi. Składy obu drużyn w głównej mierze się nie zmieniły. W Manchesterze zabraknie Cristiano Ronaldo, co przez wielu specjalistów jak i piłkarzy obu drużyn uważane jest bardziej za wzmocnienie niż osłabienie siły druzyny, oraz Carlosa Teveza, który odszedł do Manchesteru City. W ich miejsce sir Alex sprowadził do drużyny dwóch młodych piłkarzy Antonio Valencię oraz Javiera Hernandeza zwanego również Chicharito. Obaj zawodnicy świetnie wkomponowali się w drużynę i spisują się nie gorzej niż ich wielcy poprzednicy, a dzięki większemu oddaniu drużynie oraz brakowi statusu mega gwiazd sprawiają, że druzyna stała się zdecydowanie bardziej zjednoczona wokół wspólnego celu i zbalansowana. W drużynie Pepa Guardioli nie zobaczymy bohatera finału sprzed dwóch lat Samuela Eto’o, którego będzie próbował zastąpić David Villa. Do gry na pewno zdolni będą podstawowi zawodnicy obrony, czyli Alves, Pique, Puyol oraz Abidal, ale to, w jakim zestawieniu defensywnym wybiegnie drużyna Barcy jest zagadką. Abidal niecały miesiąc temu powrócił do treningów po przebytej operacji raka wątroby i jego forma jest dużą niewiadomą. Możliwy jest wariant sprawdzony przez Guardiole w pojedynkach z Realem w półfinale Ligi Mistrzów gdzie miejsce Abidala na lewej obronie zajął Puyol, a parę środkowych obrońców tworzyli Pique i Mascherano. Pozostałe pozycje na boisku nie wymagają większego komentarza. W pomocy Busquets, Xavi i Iniesta, a w ataku MVP, czyli trio Messi, Villa, Pedro.

Forma strzelecka ataku Barcelony jest największym powodem do zmartwień Guardioli przed meczem. Ostatnio tylko Messi znajdował drogę do siatki przeciwników, natomiast Villa i Pedro razili nieskutecznością. Ogólnie forma zespołu FC Barcelony wydawała się zniżkować w ostatnim czasie, ale należy pamiętać, ze podstawowi zawodnicy w ciągu ostatnich trzech tygodni byli przez trenera oszczędzani by odzyskać świeżość przed nadchodzącym, najważniejszym meczem sezonu. O formę Manchesteru jago kibice bać się nie muszą, jako że większość podstawowych zawodników szczyt formy uzyskała właśnie w końcówce sezonu. Od strony taktycznej sposób, w jaki zagra FC Barcelona jest fanom piłki nożnej dobrze znany. Posiadanie piłki i próby prostopadłych zagrań do napastników to stały obraz meczy Barcy. Z jednej strony jest to ich siła, gdyż grali w ten sposób już praktycznie z każdą liczącą się drużyną w europie w większości wypadków z powodzeniem. Z drugiej strony Ferguson miał dwa lata by opracować taktykę, która pozwoli im wygrać z grającą zawsze w podobny sposób, Barcą. Forma, zdecydowanie lepsze wyważenie składu w porównaniu do meczu sprzed dwóch lat, oraz głód rewanżu za tamtą porażkę sprawia, że w moich oczach podopieczni Fergusona nie mogą być traktowani, jako zespół słabszy. Dzięki temu, że mecz rozgrywany jest na Wembley piłkarze Manchesteru będą mogli czuć się na boisku prawie jak u siebie, czego nie będzie można powiedzieć o piłkarzach Barcy.  W moim odczuciu szanse na zwycięstwo wynoszą 55 do 45 ze wskazaniem na Manchester United, ale tak naprawdę wszystko będzie zależało od dyspozycji dnia zawodników obu druzyn i każdy wynik jest możliwy. Najważniejsze byśmy obejrzeli piękne widowisko godnę finału i niech wygra lepszy!!

niedziela, 22 maja 2011

Cristiano i jego kolejny rekord

Cristiano zdobywając wczoraj kolejne dwie bramki ustanowił historyczny rekord 40 zdobytych bramek w sezonie. W ostatnich czterech meczach sezonu Cristiano zdobył 11 bramek, dzięki czemu wyprzedził Leo Messiego pod względem ilości strzelonych goli i zdobył Trofeo Pichichi, czyli tytuł najlepszego strzelca sezonu. Nagroda ta ma jednak słodko-gorzki smak gdyż indywidualny tytuł nie przełożył się na sukces całej drużyny. Najlepszą obroną w lidze może pochwalić się FC Barcelona, która w 38 meczach straciła zaledwie 21 bramek. Wielka w tym zasługa Victora Valdesa nagrodzonego Trofeo Zamorra, czyli tytułem najlepszego bramkarza ligi. Victor przez cały sezon był w świetnej formie, wielokrotnie ratując kolegów z drużyny przed stratą bramki. Zagrał on w 32 meczach i póścił tylko 16 bramek, co daje średnią 0.5 bramki na mecz.



40 strzelonych bramek to wynik o 2 bramki lepszy niż poprzedni rekord ustanowiony w 1950 roku przez Telmo Zarrę. Cristiano potrzebował tylko 34 meczy, aby osiągnąć ten niesamowity wynik co daję średnią 1,18 goli na mecz. Drugie miejsce w klasyfikacji strzelców zajął Loe Messi z 31 bramkami. Ronaldo pomógł również swojej drużynie wyprzedzić Barcelonę pod względem ilości strzelonych bramek. Real zdołał strzelić przeciwnikom 102 bramki, co jest wynikiem o 7 bramek lepszym od osiągnięcia podopiecznych Pepa Guardioli, którzy od kilku spotkań swą uwagę skupiali na czekającym ich pojedynku z Manchesterem w finale Ligi Mistrzów, a nie rywalizacji z Realem o to, kto zdobędzie więcej bramek. Tak naprawdę rywalizacja między Barcą i Realem została rozstrzygnięta po półfinałowym pojedynku obu drużyn w ramach Ligi Mistrzów, a zwycięzcą, mimo głośnych protestów z obozu wroga, została ogłoszona FC Barcelona.

Patrząc na ostatnie dokonania Realu Madryt i Cristiano Ronaldo do głowy przychodzi pytanie czy nie dało się tak grać w meczach z Barcą?? Widać, że siła ognia w zespole Mourinho jest ogromna i w świetle słabszej dyspozycji podopiecznych Guardioli mogliśmy oglądać naprawdę pasjonujące pojedynki okraszone mnóstwem goli. Po raz kolejny potwierdza się teoria, że to własnie trener Realu jest odpowiedzialny za to, że żadne z 4 Gran Derby tak naprawdę nie spełniło oczekiwań kibiców.

środa, 11 maja 2011

FC Barcelona - Campions de Lliga!





FC BARCELONA MISTRZEM HISZPANII W SEZONIE 2010/2011 



Po niesamowitym sezonie FC Barcelona, dzięki punktowi zdobytemu w meczu z Levante na dwie kolejki przed zakończeniem sezonu, zapewniła sobie tytuł Mistrza Hiszpanii. Jest to trzeci kolejny tytuł jaki zdobyła drużyna Pepa Guardioli od kiedy został trenerem w 2008 roku. W zeszłym sezonie Barca musiała osiągnąć historyczne 99 puntów aby osiągnąć cel, do którego osiagnięcia w tym sezonie wystarczą "zaledwie" 92 punkty. Nie znaczy to jednak, że trwający jeszcze sezon był łatwiejszy niz poprzedni. Dzięki Mourinho i jego żołnierzom mielismy końcówkę sezonu pełną emocji. Tym większe brawa należą się piłkarzom i trenerowi! Visca El Barca!!

sobota, 7 maja 2011

A miało być tak pięknie

Dziś, gdy już powoli opada kurz po wielkiej zadymie, jaką urządzili nam zawodnicy Barcy i Realu, możemy przejść do podsumowania tego, co wydarzyło się na przestrzeni ostatnich trzech tygodni. W czterech meczach mieliśmy dwa remisy oraz po zwycięstwie dla każdej z drużyn i wydawać by się mogło, że mamy remis. Patrząc jednak na wagę poszczególnych pojedynków trzeba uznać, że to właśnie Barcelona wychodzi zwycięsko z pojedynku, który na długo zapadnie kibicom w pamięci, niestety nie tylko ze względów sportowych.

Jeśli ktoś zaproponowałby takie rozstrzygnięcie tego czwórmeczu jeszcze przed jego rozpoczęciem przyjąłbym je z pocałowaniem ręki, wszakże najważniejsze pojedynki, czyli ten w La Liga oraz Lidze Mistrzów, zakończyły się rezultatami korzystnymi dla podopiecznych Pepa Guardioli. W lidze dzięki remisowi Barca utrzymała 8 punktów przewagi nad Realem, co praktycznie gwarantuje jej mistrzostwo w tym sezonie, a w Lidze Mistrzów Messi i spółka awansowali do finału eliminując Real. Realowi udało się pokonać Barcelonę w finale Copa del Rey, czym wywalczyli pierwszy od 3 lat puchar dla swojego klubu. Sami zawodnicy Realu byli tak podekscytowani faktem zwycięstwa nad Barcelona w finale, że podczas honorowego przejazdu zawodników po ulicach Madrytu Sergio Ramos upuścił puchar pod koła autobusu. Czy to Karma czy tez zwykły zbieg okoliczności pozostawiam waszej ocenie…

Niestety mimo korzystnego wyniku dla „mojego” klubu, radość pełną być nie może. To, co w ciągu trzech tygodni oglądaliśmy na boiskach oraz poza nimi, daleko odbiegało od poziomu, jakiego oczekiwali fani jednej i drugiej drużyny. Zamiast oglądać piękne mecze, musieliśmy patrzeć na marnej jakości widowiska pełne agresji, fauli i aktorstwa. Mało było w tym wszystkim piłki nożnej, a przyczyny należy upatrywać w osobie trenera Realu Madryt, który przy pomocy swoich zawodników zabił nam El Classico. Również zawodnicy oraz sędziowie nie byli w tej kwestii bez winy, ale to Mou wykonał niesamowitą pracę przekonując piłkarzy i kibiców Realu, że wszyscy są przeciwko nim w pojedynkach z Barceloną. Jak to możliwe, że zespół grający tak agresywnie i nieczysto wobec przeciwnika winę za swoje kary widzi wszędzie tylko nie u siebie? Przyczyną jest pranie mózgu, które pod wodzą hipokryty Mourinho przeszli jego podopieczni oraz kibice. Nie dziwią nikogo komentarze Cristiano Ronaldo o tym, że Barca uczy swoich piłkarzy oszukiwać, wszakże on jest równie wielkim hipokrytą jak jego rodak Jose. Dziwi za to postępowanie postaci, którym jeszcze do niedawna nie można było nic zarzucić. Iker Casillas, kapitan zespołu i osoba dotychczas zawsze wypowiadająca się o przeciwnikach z szacunkiem również mówi o wielkim oszustwie i skandalu. Faktem jest, że piłkarze Barçy pokazali sporo aktorstwa i to na niskim poziomie oraz grali agresywniej niż zwykle, ale nijak sie to ma do tego, co zaprezentował w czterech meczach Real. Barcelona była lepszym zespołem, a Real nie mając innego atutu w zanadrzu musiał posiłkować sie agresją i faulami. Gadanie Mou i jego piłkarzy o tym, że to spisek to czyste odwracanie uwagi od faktu, że grali słabiej. Błędy sędziowskie dotknęły oba zespoły w podobnym stopniu. Takie sytuacje zdarzają sie i będą zdarzać dopóki sędziowie nie będą mogli korzystać z powtórek, a ten, kto gra na granicy faulu lub juz za tą granicą sam stwarza ryzyko takiej pomyłki. Obawiam się, że jesli Mou zostanie w Realu, a tak zapewne będzie, to w przyszłym sezonie zobaczymy równie słabe widowiska. Cała nadzieja w tym, że Mourinho stworzy wreszcie drużynę będącą wstanie walczyć z Barçą na poziomie czysto sportowym. Wtedy na pewno zobaczymy piękne mecze. Także podopieczni Pepa Guardioli muszą wziąć się za siebie i porzucić marne aktorstwo, które zaprezentowali w ostatnich pojedynkach. Sposób, w jaki po faulach zachowują się Segio Busquets, Pedro i Dani Alves bywa często wręcz żenujący i nie przystaje do piłkarzy grających w klubie znanym z pięknej gry i Fair Play.

Dzięki awansowi, Barcy oraz Manchesteru do finału Ligi Mistrzów czeka nas rewanż za finał sprzed dwóch lat. Szanse obu drużyn na ostateczne zwycięstwo są oceniane całkiem inaczej niż dwa lata temu. Przed finałem z 2009 roku to Manchester United był stawiany w roli zdecydowanego faworyta pojedynku jednak to Barcelona zdobyła dwa gole autorstwa Eto’o oraz Messiego nie tracąc przy tym żadnej i to ona świętowała zwycięstwo w Lidze Mistrzów. W tym roku zdecydowanie większe szanse na zwycięstwo daje się Barcelonie, która w dwumeczu z Realem pokazała, że potrafi sobie radzic z defensywnie usposobionymi drużynami. Ja osobiście uważam, że obie drużyny mają takie same szanse na ostateczne zwycięstwo, a zadecyduje o tym dyspozycja dnia zarówno piłkarzy jak i sędziów. Najważniejsze byśmy obejrzeli piękne widowisko bez zbędnych kontrowersji i niech wygra lepszy.

wtorek, 3 maja 2011

Barca zagra na Wembley!!

Po zaciętym spotkaniu FC Barcelona zremisowała z Realem Madryt 1:1, dzięki czemu awansowała do finału Ligi Mistrzów!! Mecz stał na znacznie wyższym poziomie niż poprzednie trzy spotkania obu drużyn. Nie obyło się niestety bez agresywnej gry ze strony podopiecznych Jose Mourinho, w której brylowali Ricardo Carvalho, Arbeloa, Xabi Alonso i wprowadzony w drugiej połowie Adebayor, na szczęście bardzo czujny tego dnia był sędzia, który żółtymi  kartkami  starał się temperować zapędy przyjezdnych.




Zgodnie z oczekiwaniami od początku spotkania Real ruszył do ataku, ale obrońcy Barcelony byli bardzo czujni i nie pozwalali przeciwnikom na zbyt wiele. Z biegiem czasu podopieczni Pepa Guardioli przejęli inicjatywę i zaczęli stwarzać sobie coraz więcej dogodnych sytuacji. Jedną z takich okazji w drugiej połowie wypracował Iniesta, który dobrze dostrzegł wychodzącego na czystą pozycję Pedro. Bedąc sam na sam z Casillasem, Pedro zachował zimna krew i umieścił piłkę w bramce praktycznie pieczętując awans swojej drużyny do finału. Kilkanaście minut później mecz znów nabrał rumieńców, kiedy po błędzie na własnej połowie piłkę na rzecz Xabiego Alonso stracił Xavi (sic!). Xabi z pierwszej piłki podał do wchodzącego w pole karne Di Marii, a ten nie zastanawiąjac się długo uderzył na bramkę Valdesa trafiając w słupek. Piłka odbijając się od słupka wróciła spowrotem do argentyńczyka, który tym razem zdecydował się podać piłkę do Marcelo, a ten z najbliższej odległości umieścił ją w siatce. Po zdobyciu bramki wyrównującej Real ponownie zwietrzył okazje do sprawienia niespodzianki, ale gospodarze ani myśleli pozwalać im na zbyt wiele. Spokojnie rozgrywając piłkę uniemożliwiali przyjezdnym stworzenie większego zagrożenia. W samej końcówce meczu na boisku pojawił się Eric Abidal, który po ponad półtoramiesięcznej przerwie spowodowanej operacją guza wątroby wrócił do gry oklaskiwany przez cały stadion. Wynik do końca meczu nie uległ już zmianie i po ostatnim gwizdku piłkarze z Barcelony mogli świętować awans  do drugiego w ciągu trzech lat finału Ligi Mistrzów, gdzie prawdopodobnie dojdzie do rewanżu za finał sprzed dwóch lat, w którym FC Barcelona 2:0 pokonała Manchester United. Brawo Barca!!

poniedziałek, 2 maja 2011

Czy wreszcie obejrzymy piękne widowisko??


Szumnie zapowiadany, również przeze mnie, na największe wydarzenie w historii piłki nożnej czwórmecz pomiędzy odwiecznymi rywalami Realem i Barcą, jak na razie okazuje się być marną kopią tego, co zwykle nazywamy El Clasico. Już dziś odbędzie się ostatni z czterech pojedynków, który zadecyduje o tym, kto awansuje do finału Ligi Mistrzów na Wembley. Po pierwszym, bardzo kontrowersyjnym meczu FC Barcelona prowadzi 2:0 i na własnym stadionie będzie bronic swojej przewagi.

Ostrzyli sobie zęby kibice na całym świecie na ten pojedynek Tytanów. Wielka Barca prowadzona przez Pepa Guardiolę  od dwóch sezonów utrzymywała się na topie światowego futbolu, zachwycając swym wysmakowanym stylem gry i pięknymi bramkami. Real przed sezonem wzmocniony postacią nowego trenera, który ponoć znał panaceum na Barcę, oraz kilkoma młodymi zawodnikami miał zrzucić z topu Barcę samemu zasiadając na nim na lata. Pierwsze podejście Realu w listopadzie tego roku pokazało jak ciężkie zadanie czeka Jose Mourinho. Sprytny Jose ustawił swój zespół ofensywnie, czym , tak naprawdę skazał go na pożarcie.  Wynik 5:0, oraz kompletne zagubienie swoich piłkarzy na boisku Jose wykorzystał do tego by przemycić do Realu swój sposób na Barcę. Przed sezonem Mou zapowiadał, że chce, aby jego zespół grał efektownie i efektywnie zgodnie z filozofią klubu. Były to piękne, lecz puste słowa, ponieważ Mou od początku wiedział, że aby jego zespół był wstanie osiągnąć cokolwiek w tym sezonie, będzie musiał pokonać Barcelonę, a jedyną znaną metodą Mourinho na Barce jest solidna murarka w obronie, nękanie przeciwnika faulami oraz gra z kontry. Kiedy rządni zemsty kibice Realu przestali domagać się pięknej gry swojego zespołu jako celu nadrzędnego, Mou przystąpił do realizowania swego niecnego planu.

Przed rozpoczęciem pierwszego pojedynku piłkarze i trenerzy obu drużyn podgrzewali atmosferę, starając się zwiększyć presję ciążącą na przeciwnikach. Rozegrany w ramach La Liga pierwszy mecz na Santiago Bernabeu zakończony remisem 1:1, nie był pięknym widowiskiem, nie zmienił też sytuacji w tabeli, ale dodał fanom i zawodnikom Realu wiary, że w szaleństwie ich trenera jest metoda.  Cztery dni później w finale Copa del Rey, Real poraz kolejny pokazał swą destruktywną twarz, starając się za wszelką cenę nie pozwolić Barcy rozwinąć skrzydeł. Oglądaliśmy wiele fauli, symulacji i to odziwo nie tylko ze strony pilkarzy Realu, gdyż także podopieczni Pepa Guardioli uznali, że jeśli chcą rozstrzygnąć losy czwórmeczu na swoja korzyść to sama gra w piłkę może nie wystarczyć. Pierwsza połowa finału była najlepszym okresem gry Realu w rozegranych dotychczas meczach. Bardzo defensywnie ustawiony zespół (oglądaliśmy 8 zawodników defensywnych w składzie Realu) nie pozwalał Barcy na dojście do bramki strzeżonej przez Casillasa, a sam kilkukrotnie bardzo groźnie napierał na bramkę Barcy. Druga polowa była zgoła odmienna i to Barca napierała na bramke Casillasa, będąc zdecydowania lepszą drużyną. Regulaminowy czas gry nie wyłonił zwycięzcy i o tym, kto zabierze puchar do domu miała zadecydowac dogrywka. Od początku dogrywki Barca starała się zdobyc upragnioną bramkę, ale zabrakło precyzji oraz determinacji. Tej drugiej nie zabrakło za to piłkarzom Realu i po jednek z nielicznych kontr Cristiano Ronaldo zdobył, bramkę na wagę zwycięstwa. Piłkarze jak i trener Barcy mieli pretensje do przeciwników o to, że Ci nie chcięli grać w piłkę. Jose Mourinho w typowy dla siebie sposób komentował te lamenty, mówiąc, że woli brzydko grać i wygrywać. Atmosfera z meczu na mecz stawała coraz gorętsza i osiągnęła swoje apogeum przy okazji zeszłotygodniowego Gran Derby w Lidze Mistrzów. Jeszcze przed meczem Guardiola i Mourinho ostro się atakowali zarzucając sobie nieczyste intencje oraz korzystanie z pomocy „osób trzecich” w osiąganiu wyników. Sam mecz niewiele różnił się od dwóch poprzednich, Real nie był skory do ataków na bramkę bronioną przez Valdesa, skory był za to ataków na nogi piłkarzy z Katalonii. Ci zaś bardzo chętnie padali na ziemię starając się wymusić faule na swoją korzyść nawet tam gdzie ich nie było. Brzydka gra piłkarzy Mourinho została dostrzeżona przez sędziego i po ataku Pepe na nogę Alvesa, ten pierwszy został usunięty z boiska. Osłabiony Real nie był już wstanie przeciwstawić się naporowi Barcy i po dwóch pięknych bramkach Messiego w zdecydowanie lepszej sytuacji przed rewanżem jest FC Barcelona.

Po meczu Jose Mourinho skandalicznymi komentarzami skierowanymi w stronę Pepa Guardioli, sędziów tego pojedynku, oraz działaczy UEFA starał się odwrócić uwagę wszystkich od jednego bardzo istotnego faktu: jego piłkarze zagrali bardzo słabo i podczas całego meczu oddali tylko jeden groźny strzał na bramkę Valdesa. Płacze Jose po meczu nie znalazły wielu przychylnych odbiorców, nawet Cristiano Ronaldo znalazł się po stronie krytyków Mourinho, za co został posadzony na trybunach w przegranym pojedynku ligowym Realu z Saragossą. Nawet kibice Realu Madryt przestali słuchać trenera swojej drużyny. Madrycki dziennik "Marca" pytał swoich czytelników m.in o to czy pretensje José Mourinho w stronę arbitra są uzasadnione. Aż 71,7% kibiców uważa, że nie. Portugalskiego szkoleniowca popiera zaledwie 28,3%. 70,9% kibiców uznało też, że czerwona kartka, którą ujrzał Pepe była słuszna. Zaledwie 29,1% fanów uznała, iż wykluczenie z gry byłego gracza FC Porto było niesłuszne. Aż 92,3% kibiców uznało również, iż taktyka obrana przez Mourinho była zła. Taktykę szkoleniowca Blancos poparło zaledwie 7,7% fanów. Również trenerzy innych zespołów w tym m.in. Hiddink, Wenger, oraz Ferguson krytykowali postępowanie Mourinho. Ottmar Hitzfeldt stwierdził nawet, że Mourinho jest największym wstydem Realu Madryt. 

Aby awansować do finału na Wembley, Jose będzie musiał porzucić ultra defensywny styl gry, zacząć grać ofensywnie i strzelać bramki. Daje to nadzieje na pierwszy naprawdę godny miana El Clasico mecz, w którym gra nie będzie się odbywać tylko w jedna stronę. Może wreszcie ujrzymy wymianę ciosów tak oczekiwaną przez wszystkich fanów futbolu. Pozostaje również mieć nadzieję, że piłkarze zapomną o kontrowersjach związanych z pierwszymi trzema pojedynkami i nie będą się starać w niesportowy sposób zemścić się na przeciwniku, a występy aktorskie pozostawią prawdziwym aktorom, skupiając się na grze w piłkę. Mimo prowadzenia dwoma bramkami po pierwszym spotkaniu, FC Barcelona musi wyjść na to spotkanie bardzo skoncentrowana, gdyż podrażniona ambicja Realu na pewno zmotywuje ich do walki do upadłego. Jeśli chodzi o sytuację kadrową większe problemy ma Real. Na pewno nie zobaczymy na boisku Pepe oraz Ramosa zawieszonych za kartki oraz kontuzjowanego Khediry. Do gry wraca za to weteran Ricardo Carvalho i to on będzie stanowił o sile defensywnej Realu w tym meczu. Obok Rikiego w obronie zobaczymy Marcelo, Arbeloę i Albiola. W pomocy prawdopodobnie zobaczymy Alonso, Lassa oraz Oezila, a za strzelanie bramek odpowiedzialni będą Ronaldo, Di Maria oraz Adebayor. Przewidywany skład Barcy to Alves, Pique, Mascherano i Puyol w obronie, Busquets, Xavi i wracający po kontuzji Iniesta w pomocy, w ataku Villa, Messi oraz Afellay zamiast Pedro. Wielkim zaskoczeniem jest powrót do kadry meczowej Abidala, który wczoraj odbył pierwszy normalny trening od czasu operacji guza wątroby, przeprowadzonej 17 marca tego roku.