poniedziałek, 2 maja 2011

Czy wreszcie obejrzymy piękne widowisko??


Szumnie zapowiadany, również przeze mnie, na największe wydarzenie w historii piłki nożnej czwórmecz pomiędzy odwiecznymi rywalami Realem i Barcą, jak na razie okazuje się być marną kopią tego, co zwykle nazywamy El Clasico. Już dziś odbędzie się ostatni z czterech pojedynków, który zadecyduje o tym, kto awansuje do finału Ligi Mistrzów na Wembley. Po pierwszym, bardzo kontrowersyjnym meczu FC Barcelona prowadzi 2:0 i na własnym stadionie będzie bronic swojej przewagi.

Ostrzyli sobie zęby kibice na całym świecie na ten pojedynek Tytanów. Wielka Barca prowadzona przez Pepa Guardiolę  od dwóch sezonów utrzymywała się na topie światowego futbolu, zachwycając swym wysmakowanym stylem gry i pięknymi bramkami. Real przed sezonem wzmocniony postacią nowego trenera, który ponoć znał panaceum na Barcę, oraz kilkoma młodymi zawodnikami miał zrzucić z topu Barcę samemu zasiadając na nim na lata. Pierwsze podejście Realu w listopadzie tego roku pokazało jak ciężkie zadanie czeka Jose Mourinho. Sprytny Jose ustawił swój zespół ofensywnie, czym , tak naprawdę skazał go na pożarcie.  Wynik 5:0, oraz kompletne zagubienie swoich piłkarzy na boisku Jose wykorzystał do tego by przemycić do Realu swój sposób na Barcę. Przed sezonem Mou zapowiadał, że chce, aby jego zespół grał efektownie i efektywnie zgodnie z filozofią klubu. Były to piękne, lecz puste słowa, ponieważ Mou od początku wiedział, że aby jego zespół był wstanie osiągnąć cokolwiek w tym sezonie, będzie musiał pokonać Barcelonę, a jedyną znaną metodą Mourinho na Barce jest solidna murarka w obronie, nękanie przeciwnika faulami oraz gra z kontry. Kiedy rządni zemsty kibice Realu przestali domagać się pięknej gry swojego zespołu jako celu nadrzędnego, Mou przystąpił do realizowania swego niecnego planu.

Przed rozpoczęciem pierwszego pojedynku piłkarze i trenerzy obu drużyn podgrzewali atmosferę, starając się zwiększyć presję ciążącą na przeciwnikach. Rozegrany w ramach La Liga pierwszy mecz na Santiago Bernabeu zakończony remisem 1:1, nie był pięknym widowiskiem, nie zmienił też sytuacji w tabeli, ale dodał fanom i zawodnikom Realu wiary, że w szaleństwie ich trenera jest metoda.  Cztery dni później w finale Copa del Rey, Real poraz kolejny pokazał swą destruktywną twarz, starając się za wszelką cenę nie pozwolić Barcy rozwinąć skrzydeł. Oglądaliśmy wiele fauli, symulacji i to odziwo nie tylko ze strony pilkarzy Realu, gdyż także podopieczni Pepa Guardioli uznali, że jeśli chcą rozstrzygnąć losy czwórmeczu na swoja korzyść to sama gra w piłkę może nie wystarczyć. Pierwsza połowa finału była najlepszym okresem gry Realu w rozegranych dotychczas meczach. Bardzo defensywnie ustawiony zespół (oglądaliśmy 8 zawodników defensywnych w składzie Realu) nie pozwalał Barcy na dojście do bramki strzeżonej przez Casillasa, a sam kilkukrotnie bardzo groźnie napierał na bramkę Barcy. Druga polowa była zgoła odmienna i to Barca napierała na bramke Casillasa, będąc zdecydowania lepszą drużyną. Regulaminowy czas gry nie wyłonił zwycięzcy i o tym, kto zabierze puchar do domu miała zadecydowac dogrywka. Od początku dogrywki Barca starała się zdobyc upragnioną bramkę, ale zabrakło precyzji oraz determinacji. Tej drugiej nie zabrakło za to piłkarzom Realu i po jednek z nielicznych kontr Cristiano Ronaldo zdobył, bramkę na wagę zwycięstwa. Piłkarze jak i trener Barcy mieli pretensje do przeciwników o to, że Ci nie chcięli grać w piłkę. Jose Mourinho w typowy dla siebie sposób komentował te lamenty, mówiąc, że woli brzydko grać i wygrywać. Atmosfera z meczu na mecz stawała coraz gorętsza i osiągnęła swoje apogeum przy okazji zeszłotygodniowego Gran Derby w Lidze Mistrzów. Jeszcze przed meczem Guardiola i Mourinho ostro się atakowali zarzucając sobie nieczyste intencje oraz korzystanie z pomocy „osób trzecich” w osiąganiu wyników. Sam mecz niewiele różnił się od dwóch poprzednich, Real nie był skory do ataków na bramkę bronioną przez Valdesa, skory był za to ataków na nogi piłkarzy z Katalonii. Ci zaś bardzo chętnie padali na ziemię starając się wymusić faule na swoją korzyść nawet tam gdzie ich nie było. Brzydka gra piłkarzy Mourinho została dostrzeżona przez sędziego i po ataku Pepe na nogę Alvesa, ten pierwszy został usunięty z boiska. Osłabiony Real nie był już wstanie przeciwstawić się naporowi Barcy i po dwóch pięknych bramkach Messiego w zdecydowanie lepszej sytuacji przed rewanżem jest FC Barcelona.

Po meczu Jose Mourinho skandalicznymi komentarzami skierowanymi w stronę Pepa Guardioli, sędziów tego pojedynku, oraz działaczy UEFA starał się odwrócić uwagę wszystkich od jednego bardzo istotnego faktu: jego piłkarze zagrali bardzo słabo i podczas całego meczu oddali tylko jeden groźny strzał na bramkę Valdesa. Płacze Jose po meczu nie znalazły wielu przychylnych odbiorców, nawet Cristiano Ronaldo znalazł się po stronie krytyków Mourinho, za co został posadzony na trybunach w przegranym pojedynku ligowym Realu z Saragossą. Nawet kibice Realu Madryt przestali słuchać trenera swojej drużyny. Madrycki dziennik "Marca" pytał swoich czytelników m.in o to czy pretensje José Mourinho w stronę arbitra są uzasadnione. Aż 71,7% kibiców uważa, że nie. Portugalskiego szkoleniowca popiera zaledwie 28,3%. 70,9% kibiców uznało też, że czerwona kartka, którą ujrzał Pepe była słuszna. Zaledwie 29,1% fanów uznała, iż wykluczenie z gry byłego gracza FC Porto było niesłuszne. Aż 92,3% kibiców uznało również, iż taktyka obrana przez Mourinho była zła. Taktykę szkoleniowca Blancos poparło zaledwie 7,7% fanów. Również trenerzy innych zespołów w tym m.in. Hiddink, Wenger, oraz Ferguson krytykowali postępowanie Mourinho. Ottmar Hitzfeldt stwierdził nawet, że Mourinho jest największym wstydem Realu Madryt. 

Aby awansować do finału na Wembley, Jose będzie musiał porzucić ultra defensywny styl gry, zacząć grać ofensywnie i strzelać bramki. Daje to nadzieje na pierwszy naprawdę godny miana El Clasico mecz, w którym gra nie będzie się odbywać tylko w jedna stronę. Może wreszcie ujrzymy wymianę ciosów tak oczekiwaną przez wszystkich fanów futbolu. Pozostaje również mieć nadzieję, że piłkarze zapomną o kontrowersjach związanych z pierwszymi trzema pojedynkami i nie będą się starać w niesportowy sposób zemścić się na przeciwniku, a występy aktorskie pozostawią prawdziwym aktorom, skupiając się na grze w piłkę. Mimo prowadzenia dwoma bramkami po pierwszym spotkaniu, FC Barcelona musi wyjść na to spotkanie bardzo skoncentrowana, gdyż podrażniona ambicja Realu na pewno zmotywuje ich do walki do upadłego. Jeśli chodzi o sytuację kadrową większe problemy ma Real. Na pewno nie zobaczymy na boisku Pepe oraz Ramosa zawieszonych za kartki oraz kontuzjowanego Khediry. Do gry wraca za to weteran Ricardo Carvalho i to on będzie stanowił o sile defensywnej Realu w tym meczu. Obok Rikiego w obronie zobaczymy Marcelo, Arbeloę i Albiola. W pomocy prawdopodobnie zobaczymy Alonso, Lassa oraz Oezila, a za strzelanie bramek odpowiedzialni będą Ronaldo, Di Maria oraz Adebayor. Przewidywany skład Barcy to Alves, Pique, Mascherano i Puyol w obronie, Busquets, Xavi i wracający po kontuzji Iniesta w pomocy, w ataku Villa, Messi oraz Afellay zamiast Pedro. Wielkim zaskoczeniem jest powrót do kadry meczowej Abidala, który wczoraj odbył pierwszy normalny trening od czasu operacji guza wątroby, przeprowadzonej 17 marca tego roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz