poniedziałek, 13 czerwca 2011

Podumowanie - cz.3 zmiany, transfery i wróżenie z fusów

Obserwując poczynania Realu Madryt i FC Barcelony w minionym sezonie można dojść do kilku wniosków wskazujących prawdopodobny przebieg wydarzeń w przyszłym sezonie. Wiemy na pewno, że Real pod wodzą Jose Mourinho, rośnie w siłę i w przyszłym sezonie będzie jeszcze groźniejszy. Florentino Perez prezes Realu niedawno zdymisjonował dyrektora technicznego i swojego przyjaciela Jorge Valdano i powierzył decyzje odnośnie transferów Mourinho zwiększając jeszcze bardziej jego władzę w klubie.  

FC Barcelona znajduje się aktualnie na absolutnym topie, a skład wydaje się kompletny, wiec Guardiola musi bardzo rozważnie dobierać sobie kolejnych piłkarzy, aby nie zachwiać tak cennej równowagi. Musi też pamiętać o ograniczonym budżecie na transfery. Klub chce przeznaczyć na ten cel 45mln euro plus to, co zarobi na sprzedaży kliku zawodników. Pierwszej jedenastki nie da się już bardziej wzmocnić bez wydawania ogromnych pieniędzy na gwiazdy. Najbardziej potrzebującą formacją wydaje się obrona, ale tam Guardiola chce wzmocnienia w postaci zaciągu wychowanków z Barcy B, Andreu Fontasa i Marka Bartry. Z zespołem pożegna się natomiast Gabriel Milito. Na środku obrony z powodzeniem mogą grać Mascherano oraz Abidal, ten manewr był stosowany z dobrym skutkiem przez Guardiolę w tym sezonie, wiec prawdopodobnie nie ujrzymy transferu środkowego obrońcy do drużyny, nawet mimo tego że operacji kolana zaraz po finale Ligi Mistrzów poddał się Carles Puyol i nie wiadomo w jakiej będzie dyspozycji po powrocie do gry. Pomoc z kolei wydaje się największą siłą Barcy, ale tu trener oczekuję zasadniczego wzmocnienia w postaci powrotu do klubu Ceska Fabregasa. Guardiola widzi w nim idealnego zmiennika dla Xaviego i Iniesty, dającego mu możliwość rotacji bez utraty jakości w pomocy. Największym problemem, tak jak sezon wcześniej, będzie stanowisko Arsene Wengera. Francuski trener Arsenalu nie zgadza się na transfer i zrobi wszystko by zatrzymać Fabregasa w druzynie. Szykuje się kolejna opera mydlana. Na stałe do pierwszej drużyny ma dołączyć młody Thiago Alcantara, który będzie pełnił podobną rolę, co Cesk, ale który jest jeszcze młody i niedoświadczony w meczach o najwyższą stawkę, podczas gdy Fabregas jest już piłkarzem ukształtowanym i bardzo doswiadczonym.

Kolejne wzmocnienia planowane są w ataku. Nauczony przestojem Pedro i Villi z końca sezonu Guardiola chce wzmocnić tę formację o jednego lub dwóch klasowych zmienników gwarantujących bramki podczas słabszej dyspozycji kogoś z wymienionej dwójki. Oficjalnie mówi się, że Guardiola najchętniej widziałby w swojej drużynie napastnika Villareal Giuseppe Rossiego i napastnika włoskiego Udinese Alexisa Sancheza. Każdy z nich wyceniany jest na ok. 30 milionów euro i przyjcie obu na raz wydaje się mało realne. Nie wiadomo, jaki los czeka Bojana, który w tym sezonie nie zrobił większych postępów i klub rozwarza jego sprzedaż by mieć wiecej funduszy na transfery.

Jak widac wielkich zmian w Barcy nie możemy oczekiwać. Prawdopodobnie skończy się na dwóch transferach mających wzmocnić ławkę rezerwowych i dać więcej możliwości rotowania składem wcelu oszczędzania sił najważniejszych piłkarzy. Przyszły sezon będzie bardzo wyczerpujący i wysokiej klasy zmiennicy na najważniejszych pozycjach będą bardzo potrzebni. Gwarantem trudności przyszłego sezonu będzie Real Madryt. Jose Mourinho przychodząc do Madrytu obiecywał, że w drugim sezonie zobaczymy jego najlepszy Real Madryt i zapewne słowa dotrzyma. Tylko czy to starczy do pokonania Barcelony??

Tak jak i Guardiola tak Mourinho wie, że super mocną 11 zawodników nie wygra się calego sezonu. Dlatego obaj wzmacniają ławke rezerwowych. Real pierwsze ruchy na rynku transferowym ma już za sobą, a do klubu dołączyli Nuri Sahin oraz Hamit Altintop. Młody Nuri Sahin to wschodząca gwiazda niemieckiej piłki nożnej. Były pomocnik Borussi Dortmund, najlepszy piłkarz Bundesligi w sezonie 2010/2011, ma wnieść do drużyny kreatywność i nienaganną technikę, natomiast wszechstronny Altintop, mogący grać zarówno na bokach pomocy jak i na bokach obrony przyniesie do zespołu siłę i doświadczenie. Transfery te nie są spektakularne ale na pewno dadzą trenerowi wiecej wariantów taktycznych. Mourinho wie już jak chce grać z Barceloną i również pod tym względem dobiera nowych zawodników. Żelazna defensywa to sposób Mou, zastosowany podczas wyczerpującego czwórmeczu z Barcą i tą właśnie droga najprawdopodobniej podąży Mourinho w przyszłym sezonie. Lewą obronę, za około 30mln euro ma wzmocnić rodak Mourinho, obrońca Benfiki Lisbona Fábio Coentrão. Oprócz niego Mourinho chce wzmocnić siłę ataku. Półroczne wypożyczenie Adebayora z Manchesteru City dobiegło końca i Real nie zamierza wykupywać piłkarza. Priorytetem dla klubu jest sprowadzenie z Athletico Madryt Argentyńczyka Sergio Aguero. Na transfer nie chce się zgodzić prezes Athletico, który stwierdził, że Kun może odejść wszędzie tylko nie do królewskich. Nie zraża to jednak Florentino Pereza, który gotów jest wpłacić kwotę odstępnego za Aguero wynoszącą 45mln. Pod uwagę brana jest również opcja kupienia z Santosu młodej gwiazdy brazylijskiej piłki Neymara. Z Madrytem pożegna się Lassana Diarra, któremu nie odpowiada rola zmiennika, Mówi się również o sprzedaży Kaki, ale za niego musiała by wpłynąć kwota ok. 50 mln by do transferu doszło. Na wylocie są tez Fernando Gago oraz Sergio Canales, który prawdopodobnie uda się na wypożyczenie do innego klubu.

Już w 14 sierpnia odbędzie się pierwszy mecz o Superpuchar Hiszpanii pomiędzy Realem i Barcą. Real na pewno wyjdzie na boisko superzmotywowany, chcąc pokazać, że to nie Barca, lecz oni powinni być uznawani za najlepszych na świecie. Będzie to świetny sposób na rozpoczęcie sezonu, który zanosi się na jeden z najciekawszych, jeśli chodzi o wojnę miedzy Realem i Barcą. Te dwie drużyny w przyszłym sezonie na pewno podziela miedzy sobą Ligę Hiszpańską i będą faworytami do wygrania Ligi Mistrzów. Myśle, że w obu klubach wszyscy bardziej skupiają się na Lidze Mistrzów, które przynosi wiecej pieniędzy i prestiżu niż nudnawa ostatnio La Liga. Przepaść między Realem i Barcą, a pozostałymi klubami La Liga wydaje się coraz bardziej pogłębiać. Na arenie międzynarodowej dwaj giganci z Hiszpanii nie będą już mieli tak łatwego zadania. Manchester United chce wydać na wzmocnienia 100 milionów euro, podobne jak nie większe pieniądze pójdą na przebudowę Chelsea. Wzmacnia się Bayern, a kolejne spektakularne wzmocnienia planuje debiutujący w Lidze Mistrzów Manchester City. To wszystko pokazuje, że obrona tytułu w przypadku Barcy, czy tez odzyskanie go po latach w przypadku Realu nie będzie łatwe. Nie zmienia to jednak faktu, że to Real i Barca bedą  przyciągać uwagę największej ilości kibiców piłkarskich na świecie. Sezon zapowiada sie naprawde ciekawie, a pojedynek miedzy Realem i Barcą zdaje się wchodzić na kolejny poziom. 

piątek, 10 czerwca 2011

Podsumowanie sezonu - cz.2 czyli bohaterowie sezonu

Dziś czas na drugą część podsumowania. Miniony sezon miał kilku bohaterów zarówno po stronie Realu jak i Barcy, bez których sezon ten nie był by tym samym. Zaczniemy od przedstawicieli FC Barcelony, którzy w największym stopniu przyczynili się do sukcesów tej drużyny w sezonie 2010/2011, a następnie przyjrzymy się postaciom, które przywróciły utracony blask Realowi Madryt.

Patrząc na przebieg sezonu trudno wśród jego bohaterów nie umieścić obrońcy FC Barcelony Erica Abidala. Francuz na początku marca po rutynowych badaniach dowiedział się, że zamiast walczyć na boisku o najwyższe laury będzie musiał stoczyć walkę o życie na stole operacyjnym ze względu na wykryty u niego nowotwór wątroby. Było to w czasie, gdy Eric był jednym z najważniejszych piłkarzy w drużynie Guardioli, z powodzeniem łatającym dziurę w środku obrony powstałą w wyniku kontuzji Carlesa Puyola. Informacja o chorobie Abidala mocno wstrząsnęła drużyną jak i fanami na całym świecie, na szczęście operacja w pełni się udała i szybko okazało się, że Eric już niedługo znów założy bordowo granatowy trykot. Powrót do zdrowia okazał się szybszy niż ktokolwiek przypuszczał i Eric już na początku maja rozpoczął treningi z drużyną z myślą by wrócić do pełnej dyspozycji na najważniejszy mecz sezonu, czyli finał Ligi Mistrzów. 28 maja wybiegł na boisko w podstawowym składzie, rozegrał świetny mecz, a drużyna na czele z kapitanem Carlesem  Puyolem oraz trenerem Josepem Guardiolą postanowiła, że w uznaniu zasług Erica, w roli kapitana drużyny jako pierwszy wzniesie w górę Puchar Mistrzów.

Drugim, stricte boiskowym bohaterem sezonu był nikt inny tylko Leo Messi. Najlepszy piłkarz globu rozegrał 55 spotkań, w których strzelił 53 bramki. Jak by tego było mało Leo zaliczył również 26 asyst, a 12 ze swych bramek strzelił w Lidze Mistrzów, czym wyrównał rekord Ruuda Van Nisterlooya. Strzelał bramki wszystkim najtrudniejszym przeciwnikom Barcy w tym sezonie i zachwycał świat swoja niesamowitą grą przez cały sezon nieraz ciągnąc grę drużyny do przodu gdy ta nie miała najlepszego dnia. Jego wspaniała gra nie była by jednak możliwa gdyby nie wsparcie ze strony dwojki pomocników, Xaviego i Iniesty. Xavi i Iniesta to idealni partnerzy dla atomowej pchły z Argentyny. Swoja wizją gry, umiejętnością kontrolowania tempa spotkania, oraz nienaganną techniką pozwalającą utrzymywać się przy piłce doprowadzają do gorączki każdą defensywę i pomoc na świecie. W uznaniu zasług cała trójka znalazła się na szczycie listy najlepszych piłkarzy na świecie wg FIFA w 2011 roku i będą oni również głównymi kandydatami do zdobycia Złotej Piłki w przyszłym roku.

Kolejnym bohaterem, tym razem już nie tak głośnym, był rodak Messiego, Javier Mascherano. Przed sezonem wielu zastanawiało się, po co ściągać do drużyny drogiego Mascherano (25 milionów euro) skoro i tak nie wygryzie ze składu Sergio Busquetsa, a na pozycji defensywnego pomocnika Sergio może zastępować Seidu Keita. W czasie sezonu Javier bardzo ciężko pracował, ucząc się filozofii gry Barcy, obserwując z ławki rezerwowych swoich kolegów na boisku czekał na swoją szansę. Jego ciepliwość została nagrodzona, jednak to nie kontuzja Busquetsa, lecz kłopoty w obronie okazały się szansą dla Mascherano. W styczniu kontuzje odniósł Carles Puyol i na środku obrony musiał grać Eric Abidal. Gdy w marcu okazało się, że w najważniejszych meczach sezonu FC Barcelona będzie musiała radzić sobie również bez Erica Abidala z przymusu na obronę cofnięty został Sergio Busquets, a jego miejsce na pozycji defensywnego pomocnika zajął Javier. Takie zestawienie obrony nie sprawdzało się głownie ze względu na słaba grę Sergio na środku obrony. W najważniejszych meczach sezonu (z Realem i Man U) na pozycji środkowego pomocy zagrał właśnie Javier i nie licząc kilku małych błędów spisał się doskonale udowadniając swą uniwersalność i przydatność drużynie. Należy wymienić tez jego interwencję z końcówki meczu z Arsenalem na Camp Nou, gdy wślizgiem powstrzymał Bendtnera wychodzącego sam na sam z Valdesem, czym uchronił swoja drużynę przed odpadnięciem z Ligi Mistrzów już w 1/8 finału.

Ostatnim, ale jakże ważnym bohaterem Barcy jest Pep Guardiola, który od 3 sezonow prowadzi najlepszą drużynę na świecie. Pep perfekcyjnie przygotował drużynę do finału Ligi Mistrzów, znalazł tez sposób na odparcie ofensywy Realu wzmocnionego przez Jose Mourinho, przez cały sezon utrzymując swoich piłkarzy w wysokiej formie i nie pozwalając im się rozkojarzyć. Doskonale zarządzał siłami zespołu, tak by drużyna zawsze była gotowa na nadchodzące wyzwania. Mimo wąskiej kadry i kontuzji kliku kluczowych zawodników obrony (Puyol, Abidal) potrafił skutecznie zreorganizować ustawienie, kiedy sytuacja tego wymagała. Jego niesamowite zrozumienie filozofii gry Barcelony, chęć ciągłego ulepszania taktyki oraz doskonałe zrozumienie z piłkarzami sprawiają, że jest on gwarantem sukcesów drużyny. Od kiedy został trenerem pierwszej drużyny zdobył 10 tytułów w ciągu 3 lat w tym 2 razy Ligę Mistrzów i 3 razy Mistrzostwo Hiszpanii. Należy dodać, że sierpniu Barca zmierzy się ponownie z Realem w Superpucharze Hiszpanii, oraz w Superpucharze Europy z tryumfatorem Ligi Europejskiej FC Porto, więc już niedługo będzie szansa na powiększenie listy trofeów. Przed finałem Ligi Mistrzów dało się zasłyszeć pogłoski o tym, że Pep jest zmęczony pracą  w Barcy i prawdopodobnie odejdzie. Na szczęście zaraz po zwycięskim finale ogłosił, że zostaje na kolejny sezon, myślę, że tym razem jego głównym celem będzię kolejne zwycięstwo w Lidze Mistrzów, a przypomnijmy, że jeszcze nikomu nie udało się obronić tego trofeum.

Po stronie Realu najjaśniej świeciła gwiazda Jose Mourinho. Uznawany za jednego z najlepszych trenerów w historii, zdobywca potrójnej korony z Interem Mediolan w sezonie 2009/2010 w ciągu zaledwie jednego sezonu zmienił Real Madryt nie do poznania. Jeszcze niedawno chłopcy do bicia dla FC Barcelony i pośmiewisko dla największych klubów w Europie, dziś drużyna, która zna swoja wartości i potrafi zagrać jak równy z równym z każdym, nawet Barcą. Jose ma niesamowitą umiejętność przekonywania do siebie swoich piłkarzy oraz kibiców. Wierzą oni każdym słowom swojego trenera niezależnie od tego czy te słowa mają sens czy nie, i są gotowi pójść za nim nawet w ogień. Dzięki niemu Real zdobył pierwsze od 3 sezonów trofeum, pokonując w finale Copa del Rey FC Barcelonę po dogrywce 1:0.  Styl, jaki narzuca podopiecznym Mourinho w meczach z Barcą jest wyjątkowo defensywny i siłowy żeby nie rzec agresywny, a kontrowersje jakie wywołuje po meczach nierzadko wręcz godne pożałowania, ale wcale nie zmienia to faktu, żę to własnie jego Real Madryt był najtrudniejszym przeciwnikiem Barcy w tym sezonie i możemy być pewni, że w przyszłym sezonie będzie jeszcze trudniejszym.

Mourinho przyszedł do zespołu i ściągnął ze soba dwóch kolejnych bohaterów sezonu w Realu. Mowa o młodym Mesucie Oezilu i weteranie Ricardo Carvalho. 33 letni Carvalho, który grał już w zespołach Mourihno za czasów FC Porto i Chelsea, i który w tym sezonie został ściągnięty z Chelsea za 8 milionów euro na wyraźne życzenie Mou, wprowadził do defensywy spokój i doświadczenie. Nie do przecenienia jest również jego rola w wyjaśnianiu młodszym kolegom zawiłości taktycznych trenera, z którym świetnie się rozumie. Kto wie jaki był by wynik dwumeczu w półfinale Ligi Mistrzów z Barcą gdyby w pierwszym meczu mógł zagrać zawieszony za kartki Carvalho?? 

Mesut Oezil to kolejny bohater sezonu. Młody Niemiec, nazywany nowym Zidanem Realu, rozegrał świetny turniej na Mistrzostwach Świata w RPA i po zakończeniu turnieju zaczęły się o niego bić największe kluby w Europie w tym między innymi Barca i Real. Zwyciężył ten drugi głównie dla tego, że w Barcy musiał by się pogodzić z rolą zmiennika dla Xaviego i Iniesty. W Realu miał praktycznie zagwarantowane miejsce z pierwszej jedenastce co skrzętnie wykorzystał. Był jednym z najlepszych piłkarzy Realu w przeciągu całego sezonu, zaliczając aż 26 asyst i strzelając wiele ważnych bramek. Swoja świetna postawą sprawił, że kupiony dwa sezony temu za ponad 60 milionów euro Ricardo Kaka stał się niepotrzebny w zespole i jest jednym z głównych kandydatów do odejścia w zbliżającym się okienku transferowym.

Ostatnim bohaterem sezonu jest, usilnie walczący o wyjście z cienia Leo Messiego, Cristiano Ronaldo. Jego pojawienie się wśród wymienionych jest bardziej wynikiem jego niesamowitych statystyk niż wyjątkowych zasług dla drużyny. Mimo dużej ilości bramek strzelonych przez Ronaldo w tym sezonie ciężko było się oprzeć wrażeniu, że drużyna poradziłaby sobie bez niego na boisku. Nie licząc bramki strzelonej FC Barcelonie w finale Copa del Rey, większość jego bramek padała w meczach o niewielkiej stawce. Na niekorzyść jego drużyny działa również niska skuteczność strzałów Ronaldo. Nie raz zdarzało się, że mimo lepiej ustawionego partnera z drużyny, decydował się na strzał z trudnej pozycji, prawdopodobnie w celu „nabicia” statystyk. Tak czy inaczej 53 bramki zdobyte we wszystkich rozgrywkach, w tym rekordowe 41 bramek zdobyte w 33 meczach La Liga sprawiają, że nieumieszczenie Crisa w tym podsumowaniu było by niedopatrzeniem.

Już za dwa dni sprawdzimy, jakie niespodzianki na przyszły sezon szykują obie drużyny!!

środa, 8 czerwca 2011

Podsumowanie sezonu - część I

Wielkim sukcesem na Wembley FC Barcelona zakończyła sezon 2010/2011, sezon ze wszech miar udany. Trzecie kolejne Mistrzostwo Hiszpanii na trzy kolejki przed końcem sezonu, wygrana z Manchesterem United w finale Ligi Mistrzów, oraz finał Copa Del Rey, niestety przegrany, to dorobek drużyny prowadzonej przez Josepa Guardiolę w zakończonym sezonie. Wcześniej wspomniany puchar Copa Del Rey padł łupem  Realu Madryt, podnoszącego się z kolan po latach niepowodzeń dzięki Jose Mourinho oraz setkom milionów zainwestowanym wydanym na wzmocnienie składu. Podsumowanie sezonu podzielę na trzy części. W pierwszej zajmiemy się opisaniem najważniejszych wydarzeń sezonu. W części drugiej przyjrzymy się bliżej bohaterom sezonu, natomiast w trzeciej przyjrzymy się przygotowaniom Barcy i Realu do kolejnego sezonu. Czas na część pierwszą.

Droga do sukcesu FC Barcelony zaczęła się jeszcze w poprzednim sezonie, kiedy to Zlatan Ibrahimowic został wypchnięty przez Guardiolę z drużyny i oddany w wypożyczenie do Milanu. Taki manewr kosztował klub mnóstwo pieniędzy. Zlatan biorąc pod uwagę cene oddanego w zamian Samuela Eto’o kosztował klub ok. 70 milionów euro, a do Milanu poszedł za zaledwie 24 miliony. Miejsce rosłego Szweda zajął filigranowy David Villa, który w przeciągu całego sezonu udowodnił, że Guardiola z pomocą poprzedniego prezesa klubu Johana Laporty podjął dobrą decyzję wydając na ten transfer kolejne 40 milionów. 29 letni Hiszpan jest całkowitym przeciwieństwem Zlatana na boisku jak i poza nim. Pokora i skromność na codzień, zamiłowanie do gry kombinacyjnej, doskonałe zrozumienie z pozostałymi piłkarzami na boisku oraz pracowitość i poświęcenie jakie prezentuje w każdym meczu to cechy, których szukał i które odnalazł w nim trener. Obok Davida Villi do zespołu dołączył również Javier Mascherano, ściągnięty z Liverpoolu. Obóz Realu również sięgnął po wzmocnienia i to niemałe. Na stanowisku trenera rozsiadł się wygodnie Jose Mourinho, człowiek, który w poprzednim sezonie prowadząc Inter pokonał Barcę w półfinale Ligi Mistrzów., a następnie w finale nie dał szans Bayernowi. Jego drużyna w poprzednim sezonie zdobyła wszystkie możliwe tytuły (Mistrzostwo Włoch, Puchar Włoch oraz Puchar Mistrzów) wiec wydawał się on idealnym kandydatem do prowadzenia klubu, który miał zdetronizować FC Barcelonę. Do klubu decyzją Mou przybyli Angel Di Maria, Mesut Oezil, Sami Khedira i Ricardo Carvalho od razu wskakując do pierwszej jedenastki Realu.

Sezon zaczął się w iscie Hitchcokowskim stylu, czyli od sensacyjnej porażki Barcelony na własnym boisku z Herculesem Alicante 0:2 już w drugiej kolejce. Dzięki tej porażce oraz nadspodziewanie dobrej grze podopiecznych Mourinho Real obiął prowadzenie w lidze na całe trzy miesiące. Sielanka Realu skończyła się wraz z pierwszym Gran Derby rozegranym w listopadzie na boisku Barcy. Po niesamowitym pokazie siły FC Barcelona pokonała grający bez wiary i pomysłu Real Madryt 5:0, dzięki czemu odebrała największemu rywalowi pozycję lidera oraz ochotę do gry na kilka tygodni. Prowadzenia w lidze nie oddała już do samego końca po kolei punktując kolejnych rywali w lidze. W międzyczasie obie drużyny awansowały ze swoich grup do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, gdzie Realowi pod wodzą nowego trenera udało się pokonać własną, trwającą 6 lat, niemoc. Aby awansować do półfinału Barca musiała pokonać Arsenal Londyn, co okazało się trudniejsze niż sezon wczesniej. Pierwszy mecz w Londynie zakończył się sensacyjnym zwycięstwem Arsenalu 2:1, ale w rewanżu na Camp Nou Barca nie dała szans Arsenalowi wygrywając 3:1. Real bez większych problemów uporał się z Lyonem i obie drużyny awansowały do ćwierćfinałow. Tam Barca łatwo uporała się z Shachtarem, a Real równie łatwo ograł Tottenham i półfinałowe Gran Derby stało się faktem. Dwumecz w półfinale Ligi Mistrzów był zwieńczeniem 18 dniowej wojny domowe,j jaka rozpętała się między Madrytem a Barceloną, rozegranej czterech aktach. Real przystępował do tych pojedynków z chęcią rewanżu na podopiecznych Guardioli, i zamierzali w tym celu użyć wszelkich środków także tych pozasportowych. Brudne zagrywki ze strony graczy i trenera Realu, sporo, słabej jakości, gry aktorskiej w wykonaniu piłkarzy obu drużyn oraz słaby poziom sędziowania sprawił, że świetnie zapowiadający się smakołyk piłkarski okazał się niestrawnym bublem. W pierwszym z czterech meczy padł remis 1:1 dzięki czemu FC Barcelona praktycznie zapewniła sobie Mistrzostwo Hiszpanii. Mecz przebiegał pod dyktando Barcy, ale tym razem defensywnie ustawiony Real nie pozwalał Barcy rozwinąć skrzydeł. Drugi mecz przyniósł pierwszy od kilku lat tryumf Realu nad Barcą, a decydujący o zwycięstwie 1:0 cios zadał Cristiano Ronaldo. Zwycięstwo w pucharze króla rozpaliło nadzieje fanów Realu na awans kosztem Barcy do finału Ligi Mistrzów, lecz szybko ugasił je Leo Messi swoimi dwoma bramkami strzelonymi w pierwszym półfinałowym meczu. Wynik ten sprawił, iż drugi półfinałowy mecz nie był już tak istotny, a remis 1:1 w zupełności zadowalał podopiecznych Guardioli. Mając zapewniony tytuł Mistrza Hiszpanii, FC Barcelona rozpoczęła przygotowania do ostatniego i najważniejszego meczu sezonu z Manchesterem w finale Ligi Mistrzów. Trener postanowił oszczędzać siły zmęczonych sezonem piłkarzy i na ostatnie mecze w La Liga wystawiał mocno rezerwowy skład. Wykorzystał to Cristiano Ronaldo strzelając w ostatnich meczach sezonu 9 bramek, czym wyprzedził Leo Messiego w wyścigu o tytul najbardziej bramkostrzelnego piłkarza ligi, strzelając wsumie 41 bramek. Oszczędzanie sił piłkarzy przyniosło jednak oczekiwany efekt i najważniejsi piłkarze drużyny w czasie finałowego spotkania imponowali świeżością i energią. Cała drużyna zaprezentowała się znakomicie, rozbiła podopiecznych Sir Alexa Fegrusona 3:1 i w ten sposób zakończyła ten niesamowity sezon.

Sezon dla obu klubów był bardzo udany. FC Barcelona zdobyła dwa najważniejsze trofea piłkarskiego świata pokazując niesamowitą siłę, determinację, konsekwencję i piękno gry. Sposób gry Barcy, dzięki korektom taktyki wprowadzanym przez trenera, wydaje się coraz dojrzalszy i skuteczniejszy. Również Real może cieszyć się z wyników osiągniętych w tym sezonie, oraz z ogromnego postępu, jaki dokonał się w zespole, dzięki obecności na ławce trenerskiej Jose Mourinho. Pomimo kontrowersji, jakie wywołuje Jose i sposobu gry, jaki prezentował w pojedynkach z Barcą Real, należy pogratulować Realowi mijającego sezonu. Gdyby nie FC Barcelona to właśnie Real Madryt był by w tym roku na szczycie piłkarskiego Olimpu. Na razie jednak musi zadowolić się drugim miejscem.

Na część drugą zapraszam w piątek! 

niedziela, 29 maja 2011

Niesamowita Barca zamyka usta ostatnim niedowiarkom

Ciężko słowami opisać wrażenia, jakich dostarczył wczorajszy finał Ligi Mistrzów, ale spróbujmy;) Dla mnie jako fana FC Barcelony był to jeden z piękniejszych meczy jakie widziałem, bardzo przypominający listopadowe Gran Derby na Camp Nou i słynną manite (5:0 z Realem). Drużyna zagrała jak monolit, wszystko było podporządkowane wspólnemu celowi, każde zagranie przemyślane i wykonane perfekcyjnie. Łatwość, z jaką piłkarze Blaugrany dochodzili do sytuacji bramkowych była nieprawdopodobna biorąc pod uwagę klasę obrońców, którzy stali naprzeciwko oraz rangę spotkania. Widać było pełne zaufanie do własnych umiejętności i do patnerów z drużyny oraz niezłomną wiarę w końcowy sukces. Trzy tygodnie odpoczynku od gry na najwyższych obrotach bardzo ożywiło szczególnie zawodników ataku. Pedro, Messi i Villa, czyli słynne MVP, które ostatnie trzy miesiące spało (nie licząc Messiego) przebudziło się wczoraj i zrobiło z obrony Manchesteru wiatrak. Niewiarygodny Leo Messi poruszając się między atakiem i pomocą, co chwila pokazywał, że Cristiano Ronaldo może zdobyć nawet 80 bramek dla Realu, a i tak nie będzie wstanie przebić wkładu Leo w sukces swojej drużyny. Zdecydowanie najlepszy zawodnik wczorajszego finału i pewny kandydat do trzeciej z rzędu złotej piłki. W pomocy rządzili i dzielili Iniesta z Xavim zabezpieczani przez Busiego, co chwila zdobywając wolna przestrzeń i posyłając niesamowite piłki do napastników. Obrona, mimo, że musiała radzić sobie bez Puyola zagrała praktycznie bezbłędnie nie licząc bramki Ronneya, przy której można było dopatrzyć się spalonego przy podaniu Rooneya do Chicharito. Poraz kolejny niesamowite spotkanie w obronie zaliczył Pique, wybijając niezliczoną liczbę piłek wrzucanych za plecy obrony. Doskonale uzupełniał go Mascherano, pokazując swą uniwersalność i przydatność drużynie, udowodnił, że był warty każdego euro, jakie klub na niego przeznaczył. Na szczególne brawa zasłużył Eric Abidal i jego droga z piekła do nieba. Jeszcze dwa miesiące temu walczył o swoje życie po tym jak zdiagnozowano u niego raka wątroby, 17 marca został zoperowany i nie wiadomo było jak dalej potoczy się jego kariera. Wczoraj zagrał od początku, czym pokazał niesamowity charakter i wole walki, czym zasłużył na to by być pierwszym, który wzniesie w górę Puchar Ligi Mistrzów. W bramce Victor Valdes swoimi efektownymi i co najważniejsze efektywnymi interwencjami wprowadzał dodatkowy spokój w obronie, będąc zawsze do dyspozycji, gdy trzeba było zagrać piłkę do tyłu. Cały zespół dał wczoraj popis umiejętności na poziomie niedostępnym dla przeciwników i przeszedł dzięki temu meczowi do historii.

Manchester, nie licząc kilu minut huraganowych ataków z początku spotkania, został poprostu zmieciony z powierzchni ziemi. Nie byli wstanie podopieczni Fergusona nawiązać walki z podopiecznymi Guardioli. Chęci były, ale zabrakło umiejętności. Najlepiej obraz meczu oddaje komentarz pomeczowy sir Alexa, który stwierdził, że jeszcze nigdy jego drużyna nie została tak bardzo zdominowana, a zespół FC Barcelony zagrał najlepszy mecz, jaki miał przyjemność oglądać w swojej karierze. Należy podziękować trenerowi jak i piłkarzom Manchesteru za wolę walki oraz szacunek dla przeciwnika. Pomimo tego, że byli po prostu słabsi tego dnia od piłkarzy Barcelony, to nie uciekali się do brudnych zagrywek, fauli i symulacji. Również w komentarzach pomeczowych potrafili pogratulować przeciwnikowi zamiast doszukiwać się przyczyn porażki w spisku. Jose Mourinho i jego podopieczni mogą się tylko uczyć.

Pep Guardiola w swoim trzecim sezonie, jako trener Barcy zdobył swój 10 puchar. 3 z nich to mistrzostwa Hiszpanii, a dwa to Puchary Ligi Mistrzów i to chyba powinno wystarczyć za komentarz jego pracy. Mniej przychylni mu kibice oczywiście wspomną, że ma w zespole piłkarzy kompletnych, ale faktem jest, że to On tworzy z nich zespół kompletny, monolit, który miażdży każdą napotkaną na swojej drodze przeszkodę. Ci zawodnicy z tym trenerem to czysta symbioza, a owocem tej symbiozy jest najlepsza drużyna w historii, za co dla piłkarzy i trenera wielkie DZIĘKI!!!  VISCA EL BARCA!!!

piątek, 27 maja 2011

Finał marzeń już jutro!!

Finał Marzeń – tak w 2009 roku wszyscy nazywali pojedynek finałowy Ligi Mistrzów. Na Paryskim boisku spotkały się dwie wtedy najlepsze drużyny  w europie, czyli Manchester United starego wygi sir Alexa Fergusona z Cristiano Ronaldo, Rooneyem i Tevezem w składzie oraz FC Barcelona „młokosa” Pepa Guardioli, dla którego był to pierwszy sezon za sterami wielkiego klubu piłkarskiego (wczesniej przez dwa lata prowadził drugą drużynę Barcy).



Pomimo niesamowitych osiągnięć Barcy w tamtym sezonie (m.in. 2:6 z Realem w Gran Derby) to drużyna sir Alexa była stawiana w roli faworyta tego spotkania. Wynikało to w głównej mierze z historii kilku ostatnich pojedynków obu drużyn, w których Manchester potrafił znaleźć skuteczny sposób na Barcę. Było to jednak jeszcze za kadencji Franka Rijkarda i jak się później okazało obecność Pepa Guardioli na ławce trenerskiej okazała się decydująca. Pep ustawił drużynę inaczej niż się wszyscy tego spodziewali, przesunął Messiego z prawej strony do środka ataku, a w miejsce Messiego ustawił Eto’o. Mimo braków w defensywie (Alves pauzował za kartki, a Abidal był kontuzjowany) cała drużyna zagrała bardziej cofnieta w porównaniu do poprzednich spotkań dając w pierwszych minutach spotkania wyszumieć się Cristiano i jego partnerom. Po kilku minutach frontalnych ataków Manchesteru, Barca wykorzystała chwilę nieuwagi przeciwników i wyprowadziła kontratak zakończony golem Eto’o. Gol ten całkowicie odmienił losy spotkania. Atakujący do tej pory Manchester stracił werwę, a Barca przejęła posiadanie piłki nie dając szans Manchesterowi na zmianę wyniku spotkania. W drugiej połowie wynik meczu pięknym strzałem głową po podaniu Xaviego ustalił Leo Messi i FC Barcelona mogła świętować. Był to trzeci Pucha Europy dla FC Barcelony w historii i trzeci po Mistrzostwie Hiszpanii oraz Pucharze Króla tytuł zdobyty w sezonie 2008/2009.

Tak mniej więcej wyglądało to dwa lata temu. Jutrzejszy mecz na Wembley również okreslany jest mianem Finału Marzeń i ponownie spotkają się w nim dwie najlepsze drużyny mijającego sezonu kierowane przez tych samych trenerów. Obie drużyny zdobyły już tytuł Mistrza w swoich ligach, i ewentualne zwycięstwo w finale Ligi Mistrzów będzie ukoronowaniem wspaniałego sezonu. Już jutro przekonamy się, która z drużyn wykorzystała ostatnie dwa lata lepiej. Tym razem jednak to FC Barcelona jest stawiana przez wiekszość kibiców w roli faworyta spotkania. Pep Guardiola od momentu rozpoczęcia kariery trenerskiej pierwszej drużyny FC Barcelony zdobył z nią 9 pucharów i nikt już nie wątpi w to, że ten gość wie co robi. Składy obu drużyn w głównej mierze się nie zmieniły. W Manchesterze zabraknie Cristiano Ronaldo, co przez wielu specjalistów jak i piłkarzy obu drużyn uważane jest bardziej za wzmocnienie niż osłabienie siły druzyny, oraz Carlosa Teveza, który odszedł do Manchesteru City. W ich miejsce sir Alex sprowadził do drużyny dwóch młodych piłkarzy Antonio Valencię oraz Javiera Hernandeza zwanego również Chicharito. Obaj zawodnicy świetnie wkomponowali się w drużynę i spisują się nie gorzej niż ich wielcy poprzednicy, a dzięki większemu oddaniu drużynie oraz brakowi statusu mega gwiazd sprawiają, że druzyna stała się zdecydowanie bardziej zjednoczona wokół wspólnego celu i zbalansowana. W drużynie Pepa Guardioli nie zobaczymy bohatera finału sprzed dwóch lat Samuela Eto’o, którego będzie próbował zastąpić David Villa. Do gry na pewno zdolni będą podstawowi zawodnicy obrony, czyli Alves, Pique, Puyol oraz Abidal, ale to, w jakim zestawieniu defensywnym wybiegnie drużyna Barcy jest zagadką. Abidal niecały miesiąc temu powrócił do treningów po przebytej operacji raka wątroby i jego forma jest dużą niewiadomą. Możliwy jest wariant sprawdzony przez Guardiole w pojedynkach z Realem w półfinale Ligi Mistrzów gdzie miejsce Abidala na lewej obronie zajął Puyol, a parę środkowych obrońców tworzyli Pique i Mascherano. Pozostałe pozycje na boisku nie wymagają większego komentarza. W pomocy Busquets, Xavi i Iniesta, a w ataku MVP, czyli trio Messi, Villa, Pedro.

Forma strzelecka ataku Barcelony jest największym powodem do zmartwień Guardioli przed meczem. Ostatnio tylko Messi znajdował drogę do siatki przeciwników, natomiast Villa i Pedro razili nieskutecznością. Ogólnie forma zespołu FC Barcelony wydawała się zniżkować w ostatnim czasie, ale należy pamiętać, ze podstawowi zawodnicy w ciągu ostatnich trzech tygodni byli przez trenera oszczędzani by odzyskać świeżość przed nadchodzącym, najważniejszym meczem sezonu. O formę Manchesteru jago kibice bać się nie muszą, jako że większość podstawowych zawodników szczyt formy uzyskała właśnie w końcówce sezonu. Od strony taktycznej sposób, w jaki zagra FC Barcelona jest fanom piłki nożnej dobrze znany. Posiadanie piłki i próby prostopadłych zagrań do napastników to stały obraz meczy Barcy. Z jednej strony jest to ich siła, gdyż grali w ten sposób już praktycznie z każdą liczącą się drużyną w europie w większości wypadków z powodzeniem. Z drugiej strony Ferguson miał dwa lata by opracować taktykę, która pozwoli im wygrać z grającą zawsze w podobny sposób, Barcą. Forma, zdecydowanie lepsze wyważenie składu w porównaniu do meczu sprzed dwóch lat, oraz głód rewanżu za tamtą porażkę sprawia, że w moich oczach podopieczni Fergusona nie mogą być traktowani, jako zespół słabszy. Dzięki temu, że mecz rozgrywany jest na Wembley piłkarze Manchesteru będą mogli czuć się na boisku prawie jak u siebie, czego nie będzie można powiedzieć o piłkarzach Barcy.  W moim odczuciu szanse na zwycięstwo wynoszą 55 do 45 ze wskazaniem na Manchester United, ale tak naprawdę wszystko będzie zależało od dyspozycji dnia zawodników obu druzyn i każdy wynik jest możliwy. Najważniejsze byśmy obejrzeli piękne widowisko godnę finału i niech wygra lepszy!!

niedziela, 22 maja 2011

Cristiano i jego kolejny rekord

Cristiano zdobywając wczoraj kolejne dwie bramki ustanowił historyczny rekord 40 zdobytych bramek w sezonie. W ostatnich czterech meczach sezonu Cristiano zdobył 11 bramek, dzięki czemu wyprzedził Leo Messiego pod względem ilości strzelonych goli i zdobył Trofeo Pichichi, czyli tytuł najlepszego strzelca sezonu. Nagroda ta ma jednak słodko-gorzki smak gdyż indywidualny tytuł nie przełożył się na sukces całej drużyny. Najlepszą obroną w lidze może pochwalić się FC Barcelona, która w 38 meczach straciła zaledwie 21 bramek. Wielka w tym zasługa Victora Valdesa nagrodzonego Trofeo Zamorra, czyli tytułem najlepszego bramkarza ligi. Victor przez cały sezon był w świetnej formie, wielokrotnie ratując kolegów z drużyny przed stratą bramki. Zagrał on w 32 meczach i póścił tylko 16 bramek, co daje średnią 0.5 bramki na mecz.



40 strzelonych bramek to wynik o 2 bramki lepszy niż poprzedni rekord ustanowiony w 1950 roku przez Telmo Zarrę. Cristiano potrzebował tylko 34 meczy, aby osiągnąć ten niesamowity wynik co daję średnią 1,18 goli na mecz. Drugie miejsce w klasyfikacji strzelców zajął Loe Messi z 31 bramkami. Ronaldo pomógł również swojej drużynie wyprzedzić Barcelonę pod względem ilości strzelonych bramek. Real zdołał strzelić przeciwnikom 102 bramki, co jest wynikiem o 7 bramek lepszym od osiągnięcia podopiecznych Pepa Guardioli, którzy od kilku spotkań swą uwagę skupiali na czekającym ich pojedynku z Manchesterem w finale Ligi Mistrzów, a nie rywalizacji z Realem o to, kto zdobędzie więcej bramek. Tak naprawdę rywalizacja między Barcą i Realem została rozstrzygnięta po półfinałowym pojedynku obu drużyn w ramach Ligi Mistrzów, a zwycięzcą, mimo głośnych protestów z obozu wroga, została ogłoszona FC Barcelona.

Patrząc na ostatnie dokonania Realu Madryt i Cristiano Ronaldo do głowy przychodzi pytanie czy nie dało się tak grać w meczach z Barcą?? Widać, że siła ognia w zespole Mourinho jest ogromna i w świetle słabszej dyspozycji podopiecznych Guardioli mogliśmy oglądać naprawdę pasjonujące pojedynki okraszone mnóstwem goli. Po raz kolejny potwierdza się teoria, że to własnie trener Realu jest odpowiedzialny za to, że żadne z 4 Gran Derby tak naprawdę nie spełniło oczekiwań kibiców.

środa, 11 maja 2011

FC Barcelona - Campions de Lliga!





FC BARCELONA MISTRZEM HISZPANII W SEZONIE 2010/2011 



Po niesamowitym sezonie FC Barcelona, dzięki punktowi zdobytemu w meczu z Levante na dwie kolejki przed zakończeniem sezonu, zapewniła sobie tytuł Mistrza Hiszpanii. Jest to trzeci kolejny tytuł jaki zdobyła drużyna Pepa Guardioli od kiedy został trenerem w 2008 roku. W zeszłym sezonie Barca musiała osiągnąć historyczne 99 puntów aby osiągnąć cel, do którego osiagnięcia w tym sezonie wystarczą "zaledwie" 92 punkty. Nie znaczy to jednak, że trwający jeszcze sezon był łatwiejszy niz poprzedni. Dzięki Mourinho i jego żołnierzom mielismy końcówkę sezonu pełną emocji. Tym większe brawa należą się piłkarzom i trenerowi! Visca El Barca!!