Wielkim sukcesem na Wembley FC Barcelona zakończyła sezon 2010/2011, sezon ze wszech miar udany. Trzecie kolejne Mistrzostwo Hiszpanii na trzy kolejki przed końcem sezonu, wygrana z Manchesterem United w finale Ligi Mistrzów, oraz finał Copa Del Rey, niestety przegrany, to dorobek drużyny prowadzonej przez Josepa Guardiolę w zakończonym sezonie. Wcześniej wspomniany puchar Copa Del Rey padł łupem Realu Madryt, podnoszącego się z kolan po latach niepowodzeń dzięki Jose Mourinho oraz setkom milionów zainwestowanym wydanym na wzmocnienie składu. Podsumowanie sezonu podzielę na trzy części. W pierwszej zajmiemy się opisaniem najważniejszych wydarzeń sezonu. W części drugiej przyjrzymy się bliżej bohaterom sezonu, natomiast w trzeciej przyjrzymy się przygotowaniom Barcy i Realu do kolejnego sezonu. Czas na część pierwszą.
Droga do sukcesu FC Barcelony zaczęła się jeszcze w poprzednim sezonie, kiedy to Zlatan Ibrahimowic został wypchnięty przez Guardiolę z drużyny i oddany w wypożyczenie do Milanu. Taki manewr kosztował klub mnóstwo pieniędzy. Zlatan biorąc pod uwagę cene oddanego w zamian Samuela Eto’o kosztował klub ok. 70 milionów euro, a do Milanu poszedł za zaledwie 24 miliony. Miejsce rosłego Szweda zajął filigranowy David Villa, który w przeciągu całego sezonu udowodnił, że Guardiola z pomocą poprzedniego prezesa klubu Johana Laporty podjął dobrą decyzję wydając na ten transfer kolejne 40 milionów. 29 letni Hiszpan jest całkowitym przeciwieństwem Zlatana na boisku jak i poza nim. Pokora i skromność na codzień, zamiłowanie do gry kombinacyjnej, doskonałe zrozumienie z pozostałymi piłkarzami na boisku oraz pracowitość i poświęcenie jakie prezentuje w każdym meczu to cechy, których szukał i które odnalazł w nim trener. Obok Davida Villi do zespołu dołączył również Javier Mascherano, ściągnięty z Liverpoolu. Obóz Realu również sięgnął po wzmocnienia i to niemałe. Na stanowisku trenera rozsiadł się wygodnie Jose Mourinho, człowiek, który w poprzednim sezonie prowadząc Inter pokonał Barcę w półfinale Ligi Mistrzów., a następnie w finale nie dał szans Bayernowi. Jego drużyna w poprzednim sezonie zdobyła wszystkie możliwe tytuły (Mistrzostwo Włoch, Puchar Włoch oraz Puchar Mistrzów) wiec wydawał się on idealnym kandydatem do prowadzenia klubu, który miał zdetronizować FC Barcelonę. Do klubu decyzją Mou przybyli Angel Di Maria, Mesut Oezil, Sami Khedira i Ricardo Carvalho od razu wskakując do pierwszej jedenastki Realu.
Sezon zaczął się w iscie Hitchcokowskim stylu, czyli od sensacyjnej porażki Barcelony na własnym boisku z Herculesem Alicante 0:2 już w drugiej kolejce. Dzięki tej porażce oraz nadspodziewanie dobrej grze podopiecznych Mourinho Real obiął prowadzenie w lidze na całe trzy miesiące. Sielanka Realu skończyła się wraz z pierwszym Gran Derby rozegranym w listopadzie na boisku Barcy. Po niesamowitym pokazie siły FC Barcelona pokonała grający bez wiary i pomysłu Real Madryt 5:0, dzięki czemu odebrała największemu rywalowi pozycję lidera oraz ochotę do gry na kilka tygodni. Prowadzenia w lidze nie oddała już do samego końca po kolei punktując kolejnych rywali w lidze. W międzyczasie obie drużyny awansowały ze swoich grup do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, gdzie Realowi pod wodzą nowego trenera udało się pokonać własną, trwającą 6 lat, niemoc. Aby awansować do półfinału Barca musiała pokonać Arsenal Londyn, co okazało się trudniejsze niż sezon wczesniej. Pierwszy mecz w Londynie zakończył się sensacyjnym zwycięstwem Arsenalu 2:1, ale w rewanżu na Camp Nou Barca nie dała szans Arsenalowi wygrywając 3:1. Real bez większych problemów uporał się z Lyonem i obie drużyny awansowały do ćwierćfinałow. Tam Barca łatwo uporała się z Shachtarem, a Real równie łatwo ograł Tottenham i półfinałowe Gran Derby stało się faktem. Dwumecz w półfinale Ligi Mistrzów był zwieńczeniem 18 dniowej wojny domowe,j jaka rozpętała się między Madrytem a Barceloną, rozegranej czterech aktach. Real przystępował do tych pojedynków z chęcią rewanżu na podopiecznych Guardioli, i zamierzali w tym celu użyć wszelkich środków także tych pozasportowych. Brudne zagrywki ze strony graczy i trenera Realu, sporo, słabej jakości, gry aktorskiej w wykonaniu piłkarzy obu drużyn oraz słaby poziom sędziowania sprawił, że świetnie zapowiadający się smakołyk piłkarski okazał się niestrawnym bublem. W pierwszym z czterech meczy padł remis 1:1 dzięki czemu FC Barcelona praktycznie zapewniła sobie Mistrzostwo Hiszpanii. Mecz przebiegał pod dyktando Barcy, ale tym razem defensywnie ustawiony Real nie pozwalał Barcy rozwinąć skrzydeł. Drugi mecz przyniósł pierwszy od kilku lat tryumf Realu nad Barcą, a decydujący o zwycięstwie 1:0 cios zadał Cristiano Ronaldo. Zwycięstwo w pucharze króla rozpaliło nadzieje fanów Realu na awans kosztem Barcy do finału Ligi Mistrzów, lecz szybko ugasił je Leo Messi swoimi dwoma bramkami strzelonymi w pierwszym półfinałowym meczu. Wynik ten sprawił, iż drugi półfinałowy mecz nie był już tak istotny, a remis 1:1 w zupełności zadowalał podopiecznych Guardioli. Mając zapewniony tytuł Mistrza Hiszpanii, FC Barcelona rozpoczęła przygotowania do ostatniego i najważniejszego meczu sezonu z Manchesterem w finale Ligi Mistrzów. Trener postanowił oszczędzać siły zmęczonych sezonem piłkarzy i na ostatnie mecze w La Liga wystawiał mocno rezerwowy skład. Wykorzystał to Cristiano Ronaldo strzelając w ostatnich meczach sezonu 9 bramek, czym wyprzedził Leo Messiego w wyścigu o tytul najbardziej bramkostrzelnego piłkarza ligi, strzelając wsumie 41 bramek. Oszczędzanie sił piłkarzy przyniosło jednak oczekiwany efekt i najważniejsi piłkarze drużyny w czasie finałowego spotkania imponowali świeżością i energią. Cała drużyna zaprezentowała się znakomicie, rozbiła podopiecznych Sir Alexa Fegrusona 3:1 i w ten sposób zakończyła ten niesamowity sezon.
Sezon dla obu klubów był bardzo udany. FC Barcelona zdobyła dwa najważniejsze trofea piłkarskiego świata pokazując niesamowitą siłę, determinację, konsekwencję i piękno gry. Sposób gry Barcy, dzięki korektom taktyki wprowadzanym przez trenera, wydaje się coraz dojrzalszy i skuteczniejszy. Również Real może cieszyć się z wyników osiągniętych w tym sezonie, oraz z ogromnego postępu, jaki dokonał się w zespole, dzięki obecności na ławce trenerskiej Jose Mourinho. Pomimo kontrowersji, jakie wywołuje Jose i sposobu gry, jaki prezentował w pojedynkach z Barcą Real, należy pogratulować Realowi mijającego sezonu. Gdyby nie FC Barcelona to właśnie Real Madryt był by w tym roku na szczycie piłkarskiego Olimpu. Na razie jednak musi zadowolić się drugim miejscem.
Na część drugą zapraszam w piątek!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz